Strona główna Kontakt Jogger

Bazylowy Jogg

O makach, życiu i innych pierdołach

DISKLEJMER

Chwilowo brak disklejmera :P

-- Bazyl

Nie lubię

Nie lubię siebie. Strasznie. Wszystko mi się w sobie nie podoba.
Wkurza mnie mój krzywy, wielki kinol, małe ślipia z worami, czy szczęka z tyłozgryzem wielkości koparki.

Fakt, że jestem gruby i niewyrzeźbiony pominę, bo z tym mógłbym walczyć, gdybym nie był leniem.

Mniejsza.

Chodzi raczej o fakt, że z wyglądu jestem do niczego, więc unikam aparatów jak ognia, co irytuje najbliższych, którzy przeglądając moje zdjęcia z wojaży widzą tylko "widokówkowe" zdjęcia. Zero portretów.

W tak zwanym międzyczasie poznałem kilku fotografów, którzy utrzymywali, że nie ma brzydkich ludzi na zdjęciach, tylko są beznadziejni fotografowie. Że dobry fotograf jest w stanie z każdego wyciągnąć to "coś".

Nie uwierzyłem oczywiście, bo kto by uwierzył.
Ale kiedy dostałem taki efekt, to kopara mi zjechała i musiałem przyznać rację. Pierwszy raz w życiu lubię swoje własne zdjęcie.

4 komentarze. Poziom: 1; Kategorie: Batalie Ogólne ; 21 sierpnia 2008 00:07:49.

Odliczanie

Wszystko pozamykane. Pozostało nadać paczki w ostatnim tygodniu.
Odliczanie rozpoczęte.

Za 22 dni w końcu będę w domu...

Koniec Emigracji!

4 komentarze. Poziom: 1; Kategorie: Emigracja Ogólne ; 08 sierpnia 2008 12:52:28.

Brytyjski dowcip

Czasami mnie powala. Jak na przykład nowa reklama najnowszej książki Jeremiego Clarksona. Wielki plakat, na którym stoi odwrócony tyłem do kamery i podpis:

He's back!
Powalające :D

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 10 czerwca 2008 18:11:23.

Nowa zabawka

Moze nie jest to jakos super wygodne, ale da sie. Wpis ten powstal na mojej nowej zabawce.

iPhonie.

Ciesze sie jak male dziecko. Zreszta wedlug niektorych, zachowuje sie tez jak takie:)

2 komentarze. Poziom: 1; Kategorie: Ogólne Pieprzenie ; 19 kwietnia 2008 02:47:05.

Reklama po raz kolejny

Ledwo wczoraj pisałem o reklamach. O tym, jak bardzo podobała mi się pewna reklama Ery sprzed ładnych paru lat.
No i dziś, z pomocą znajomych, udało mi się ją odnaleźć :-)
A co wy o niej myślicie?

11 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 25 lutego 2008 13:23:47.

Uwaga! Reklama

Jakiś czas temu, miałem w domu małą dyskusję na temat wyższości zagranicznych reklam nad Polskimi. Podobno inwencja twórcza za granicą w tym względzie jest lepsza.
Nie potrafię się z tym do końca zgodzić. No bo przecież Prawie jak Żywiec.. bo w końcu Żubr występuje w puszczy... albo chociażby Mumio z Plus GSM. I takich jest sporo!

Pamiętam, jak dawno, dawno temu była bardzo milusia reklama Ery pt. "Zadzwoń do mamy". Rozłożyła mnie na kolana.

Tymczasem Brytyjski humor jest jedna zgoła inny. I też są lepsze od zwykłych proszki, ale i są przemyślane reklamy. Nie będę też wspominał amerykańskiej twórczości widocznej np w reklamach Apple.

Dziś od znajomego dostałem połączenie brytyjskiej z polską.. mówię tu o inwencji twórczo-reklamowej. Reklama BZWBK z Johnem Cleese. Wrzucam ją tutaj. Jak o mnie chodzi - bardzo dobra, choć bardzo brytyjska :-)


John Cleese - reklama dla BZ WBK - 2008
by mediafun

8 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Komercha Ogólne ; 24 lutego 2008 15:51:12.

Uzależnienie

Coś słabe te moje uzależnienie :-)
61%How Addicted to Apple Are You?

3 komentarze. Poziom: 1; Kategorie: Ogólne ; 16 stycznia 2008 18:12:23.

Chudnięcie

Moja mysza bardzo długo namawiała mnie na "zrobienie czegoś z rosnącym brzuchem". Było to na tyle upierdliwe, że w końcu dla świętego spokoju postanowiłem ulżyć jej w cierpieniach. Na prawdę nie wiedziałem co czynię...

Od wspólnego znajomego (podczas naszego ostatniego pobytu w Polsce) dostaliśmy kartkę z rozpisaną specjalną sekwencją ćwiczeń o dźwięcznej nazwie "Areobicznej Szóstki Weidera".

Po entej z rzędu rozmowie na temat mojego sadła usiadłem i rozpocząłem zabawę.
Było ciężko. Naprawdę ciężko. Pod koniec dnia ćwiczeń byłem wyczerpany. Wiadomo jednak, że na coś takiego należy się przygotować. Niećwiczone mięśnie będą boleć.

To na co nie byłem przygotowany, to fakt, że każdego następnego dnia będzie jeszcze gorzej. Boli przepotwornie! W połowie ćwiczeń z wysiłku znoszę jajko, pod koniec myślę już tylko jak szybko umrzeć. Ale przeżywam.

Dziś jest dopiero 6sty dzień ćwiczeń (z 42). Rano wstałem i zapiąłem się paskiem na nową dziurkę.. znacznie ciaśniej. Zupełnie naturalnie, bez żadnego ściskania. Ze zdziwienia, pobiegłem na wagę.

Schudłem pięć kilogramów... W TYDZIEŃ!!!

Teraz wiem, że będę ćwiczyć. Mimo że boli. Bo ciekawość w jakim stanie będzie mój brzuch pod koniec serii jest znacznie silniejsza od tego bólu.

42 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Ogólne ; 22 września 2007 19:18:30.

Żyć, by zarabiać, czy zarabiać, by żyć?

Ostatnio spędzam dużo czasu na dyskusjach z kumplami z pracy. Rozmawiamy o wszystkim. Nic więc dziwnego, że wypłynęło kilka informacji za dużo. Jak na przykład fakt, że wiem co to jest showbusiness i znam trochę ludzi, którzy się z nim parają.

Zaczęła się cała salwa dziwnych pytań. Czemu jesteś programistą, skoro masz wejście w taki świat!? - nie mogą się nadziwić. Oczywiście nie uważam, bym faktycznie miał wejście w taki świat. Ale to przecież nie o to chodzi, prawda?

Lubię, to co robię - odparłem zgodnie z prawdą. No... prawie zgodnie, bo obecna praca mało przypomina tę wymarzoną. Zbiłem ich z pantałyku kompletnie. Widząc zdumione twarze, zapytałem więc - nie lubicie swojego zawodu?. Usłyszałem niemalże chóralne - nie.
Po cholerę więc to robicie? - ciągnę temat.
Bo tu są pieniądze - motywują.

Cała dyskusja była zatem powodowana kasą. Stwierdzili, że przecież ten szeroko rozumiany szołbiznes to kupa kasy. A oni robią wszystko dla pieniędzy.

Trochę mnie to przeraża. Nie ukrywam faktu, że sam często patrzę na pieniądze. Chociażby wybierając tę właśnie pracę, powodowałem się ewentualną pensją. Nie żyję jednak pieniędzmi. Wiele ludzi już mi powiedziało, że wyglądam na niesamowicie podnieconego, kiedy coś programuję. Kiedy widzę efekty tego programowania.

No przecież!

Po cholerę bym się przecież pakował w dodatkową pracę, gdybym tego nie lubiał.

Większość życia byłem przekonany, że ludzie, którzy robią w tym biznesie, robią to, bo lubią. Bo sprawia im to przyjemność. Sam fakt tworzenia. Bycie tym swoim pomniejszym bogiem. Przecież to nakręca jak wielka sprężyna. Buduje ego. Buduje charakter!

Sam wiem, że nie reprezentuję tutaj dobrego przykładu. Zawsze pozostawiałem niedokończone projekty (i mam nadzieję, że tym razem będzie już jednak inaczej), w pracy frustrowałem się niemocą. Mój kunszt też pozostawia wiele do życzenia. Ale nadal cieszę się z tego. Sprawia mi to przyjemność. Kiedy działa. Kiedy jest fajne!

Nie jestem jednak gikiem. A może po części jestem. Tak samo jak po części jestem trolem (wychodzę z założenia, że każdy gik to trol - im większy gik, tym większy trol i niestety nikt nie będzie mi w stanie udowodnić, że jest inaczej). Mniejsza zresztą.

Po prostu robię to co lubię i mam z tego pieniądze. Jakieś.

Kolejne tłumaczenia znajomych trochę bardziej mnie załamały - lepiej robić za duże pieniądze i cieszyć się z ich wydawania, niż po prostu robić to co się lubi.

Większej głupoty nigdy nie słyszałem. Pracując na etat musimy - tak czy siak - spędzać te 40 godzin tygodniowo w pracy. To kawał życia! Lepiej, żeby był to czas przyjemny niż droga przez mękę.

No ale... Przecież jestem gikiem...

...i trolem...

8 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 18 kwietnia 2007 16:22:50.

Powodowane nudą biurową

Kawa mi zbrzydła...

3 komentarze. Poziom: 1; Kategorie: Ogólne ; 27 marca 2007 12:08:42.

For the man with the hammer, the world is a nail

Ostatnio cierpię na nadmiar czasu w pracy. Pozwala mi to na rozkoszowanie się przeglądaniem internetu. Cczytaniem grup dyskusyjnych i wielu innych ciekawych rzeczy. Gdziekolwiek bym jednak nie zajrzał, zawsze napotykam na coś, co bardzo często określane jest mianem Flame war. Zarzucane jest mi, że korzystam z drogich i nieużytecznych sprzętów, że podniecam się głupotami, że to jest be, a to co oni robią jest super itp.

Stąd tytuł notki. To Brytyjskie porzekadło. Łatwo to sobie przetłumaczyć. Dla faceta z młotkiem, cały świat to gwoździe. Tak można określić znakomitą większość działań ludzi. Niestety. Ludzie przyzwyczajają się do rozwiązań jakie znają. Znając pewne techniki, rozwiązania, starają się stosować je do wszystkiego wokół.

Staram się propagować pewien młotek. Jest nim oczywiście XMPP. Każdy kto mnie zna lepiej, wie że mam fioła na tym punkcie. Nie zmuszam jednak nikogo do korzystania z tego protokołu. Pragnę jedynie sprawić, żeby stał się jak najbardziej widoczny i używalny na każdej możliwej platformie.

Sam fakt, że na przykład używam Macintosha jednak, jest moim dobrowolnym wyborem. Próba zmiany mojego zdania jest bezpodstawna. Nie jestem Waszym gwoździem, moi kochani. Dlatego proszę o wyrozumiałość.

Ja nie będę się śmiał, że używacie Gadu-Gadu, Yahoo Messangera, czy ICQ, a Wy, nie starajcie się wbić mnie jak gwoździa swoim Windowsem, czy Linuxem.

Kiedyś ktoś mądry powiedział, że racja jest jak dziura w dupie. Każdy ma swoją i jest do niej bardzo osobliwie przywiązany, co nie oznacza, że należy ją pokazywać jak Skiba Buzkowi. Żyjcie i dajcie żyć innym.

I przestańcie, do cholery, widzieć wszędzie gwoździe do swojego młotka.

13 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 23 marca 2007 17:31:41.

Blogosfera hakiera

Całkiem niedawno pisałem o tym jak rozwija się światowa blogosfera. Dzieliłem się swoimi odczuciami na ten temat, podkreślając jak bardzo nie pasuję do ogólnego wizerunku osoby blogującej. Nic się w tej kwestii nie zmieniło.

Niestety wczoraj zostałem sprowadzony do ziemi. Rozpoczęła się jakaś zbiorowa histeria na temat wykorzystywania narzędzi, które dostarcza nam nasz silnik blogujący. Wytknięto mi nadużycie gościnności.

Idąc za Riddlem chciałbym sam wyrazić swoją opinię na ten temat.

Kiedy Jogger powstawał, przyciągał zdecydowanie ludzi związnych z rozwojem polskiej branży IT. Ludzi przywiązanych mocno do nowinek technicznych. Cieszących się z nowej idei, która bądź co bądź, dużo rzeczy ułatwiła.

Czułem się dumny, mogąc korzystać z tych samych narzędzi. Do dziś darzę Joggera ogromną sympatią. Jest narzędziem bardzo rozwiniętym w porównaniu do kilku polskich, a nawet zagranicznych konkurencji.

Prawda jest jednak taka, że wiele postaci, które swego czasu stanowiły ikonę poziomu tego systemu, jak Smoku, czy Patrys, wyprowadziło się od nas. Nie ma oczywiście co się oburzać. Potrzebowali czegoś więcej niź Jogger był im w stanie dać.

Wciąż jednak odnoszę jakieś takie dziwne wrażenie, że zbyt wiele ludzi identyfikuje się z Joggerem, próbując na siłę twierdzić, że są elitą. elytą, jak to mawiał mój dyrektor liceum, starając się sztucznie podnosić status szkoły. To samo widzę tutaj.

Prawda jest niestety taka, że większość to zwykli pianobijcy, mieszający powietrze i starający się pokazać. Szkoda jedynie, że robią to od tej złej strony.

Internet jest dla wszystkich. Jogger również. Nie odróżniamy się społecznością od innych systemów blogowych ani o ksztynę. Jest nas zdecydowanie mniej, więc i liczba tych nieelitarnych blogowiczów (do której coraz częściej i mnie zaliczają) jest stosunkowo niewielka. Z czasem to może się oczywiście zmienić.

Rozumiem jednak, że ów elitarna jednostka joggerowiczów nie ma ochoty bym wtrącał się w ich elitarne sprawy. Właśnie z tego powodu ograniczę się do własnych kategorii. Będę nadal pisał na poziomie zerowym, ponieważ ktoś być może będzie miał ochotę to czytać.

Publikacje odnośnie mojego programu, jak i materiałów podręcznikowych zostawię we własnej technicznej i programistycznej kategorii.

Przepraszam wszystkich bardzo, że nie jestem elitą. Niestety mało wiem i nie potrafię też za wiele. Stąd też ten cały szum. Dziękuję bardzo Riddlowi za pomoc przy szablonie. Nieoceniona. Sam bym na to nie wpadł.

Więcej prosić nie będę o nic. Bo jeszcze mnie zlinczują za moją głupotę.

A elytarnym hakierom już podziękuję. Niech robią burzę w szklance wody kogoś innego.

7 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 15 marca 2007 11:32:06.

Szablon

Wrzuciłem sobie nowy szablon.

  • W kodzie HTML jest kupa nie z tej ziemi (kradziony, to dlatego).
  • Pod IE wygląda gorzej. Rozjeżdża się. Menu boczne jest z kosmosu. Nie działa jak powinno.
  • Szablon komentarzy nie został jeszcze zrobiony
Mimo to, podoba mi się. I dlatego zostaje. Jak znajdę czas jutro, to dorobię stronę komentarzy. A jak naprawdę znajdę czas, to może poprawię działanie tego wszystkiego pod IE i nawet zrobię z tej kupy htmlowej coś sensownego. Kiedyś to zrobię. To na wypadek, gdyby Riddle chciałby mi (całkiem zresztą słusznie) głowę suszyć za ten koszmar.

Pomoc mile widziana :)

A jak Wam się podoba? :D

20 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogłoszenia Ogólne ; 14 marca 2007 17:39:31.

Społeczność spod znaku japka

Dawno dawno temu poznałem bardzo specyficzną postać.
Był to wielki jak dom, przemiły człowiek o nieprawdopodobnie interesującym charakterze. Specyficzny. Nie do podrobienia. Polubiłem go z miejsca.

To był maczkowiec.

Niedługo póżniej ów człowiek zrobił mi niesamowitą niespodziankę. To był prezent. Jego stara maszyna maczkowa. Stacjonarne G3.

Z początku się kurzyło i tylko zajmowało miejsce. Ale wtedy wyniosłem się z domu i owa G3jka stała się jedynym komputerem jaki miałem.
To był początek mojej przygody z komputerami firmy Apple.

Obcowanie z tymi maszynami sprawiło, że uzależniłem się od nich. Były takie inne. Takież ciekawsze. A - co interesujące - tacy sami byli (są) jego użytkownicy.
Obecnie jestem zapisany na kilku listach dyskusyjnych/forach związanych z polską gałęzią użytkowników tych komputerów. I śmiało mogę powiedzieć, że slogan firmy Think Different jest tutaj jak najbardziej na miejscu.

Ci ludzie są inni. Wydają więcej na swoje komputery. Zupełnie inne rzeczy są im potrzebne, mają inne podejście do świata i ludzi, inny dowcip.

I - w sumie - im dłużej bawię się tymi komputerami i śledzę owe listy dyskusyjne i fora (mało się udzielam. Nie mam z czym do ludzi), tym bardziej się przekonuję, że Macintosh to nie tylko komputer, ale sposób na życie.

Wiem, że brzmi to jak jakiś slogan marketingowy. Ale ja nigdy nie starałem się potępiać ludzi, którzy korzystają z komputerów klasy PC (nazywanych przez ludzi z tego światka PieCami). Nigdy nie starałem się nikogo odwodzić od wybranych przez nich systemów operacyjnych (czy był to Windows, czy jakaś dystrybucja Linuxa). Nie wchodzę ludziom w paradę. Nawet bliskie mi osoby korzystają raczej z Windowsów. Z wygody (w jakimśtam pojęciu). Mało mnie to.

Chciałem jedynie podkreślić, że (przynajmniej według moich obserwacji) ludzie spod znaku japka (tak - japka, nie jabłka) są inni. Ich Inne Myślenie zaraża. I mam nadzieję, że kiedyś będę mógł z dumą powiedzieć, że jestem jednym z nich.

Póki co - nadal ten sposób myślenia i życia jakoś mnie nie pochłonął.

Może z czasem.

6 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 12 marca 2007 15:57:48.

Lekarstwo

Zdałem sobie właśnie sprawę dlaczego ostatnio zaliczam tak straszliwe doły emocjonalne. Zaczynam narzekać niewiadomo na co, a odpowiedź jest przecież oczywista.!

Od tych kilku dni, kiedy jedynie narzekam, nie grzebałem nic przy moim projekcie! Innymi słowy nie robiłem nic konstruktywnego. Dziś będę się "leczyć" i jak dobrze pójdzie i skończę pewien etap, to podzielę się skrinszotami! :D

Życzę sobie powodzenia :D

2 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Emigracja Ogólne Programowanie ; 07 marca 2007 17:46:58.

Magiczna piątka

No i stało się.

Dwóch takich wywołało mnie do odpowiedzi. Nie wypada odmawiać. Szczególnie, że ledwo co pisałem, że cały ruch mi się bardzo podoba. Pewnie tego i tak nikt nie przeczyta, ale w końcu... :)

  • W pierwszy dzień, kiedy mama zaprowadziła mnie do przedszkola nie mogłem się od niej oderwać. Płakałem jak bóbr. Długo nie potrafiłem się zasymilować i znaleźć sobie znajomych. Wcale mnie to nie powstrzymało jednak przed wylaniem całej tubki pasty do zębów na nieznajomych towarzyszy niedoli. Pierwszego dnia w przedszkolu oczywiście. Ten problem asymilacji został mi do teraz. Jedyne co mi wychodzi to palnąć głupotę, starając się komuś obcemu przypodobać. Podobno jestem w tym mistrzem.
  • Od zawsze miałem manię samodzielności i przez to zawaliłem studia. Chciałem za wszelką cenę odseparować się od rodziców. Chciałem pokazywać wszystkim jaki jestem samodzielny. Zresztą do dziś mi została ta nieodparta chęć imponowania. Bardziej to zraża, niż pomaga. Ale udało mi się w ten sposób dostać do telewizji.. Dwa razy! Za pierwszym razem jako konsultant i tłumacz filmów anime (nieźle się nakombinowałem, żeby to uzyskać), a za drugim razem jako gość programu Ewki Drzyzgi. Porażka, ale się udało ;]. Potem było już tylko gorzej. Ale samodzielność uzyskałem. Do dziś pamiętam telefon do mojej mamy "Mamo! Wyprowadzam się z domu. Jutro." Nie żałuję do dziś, choć może powinienem.
  • Moją pierwszą miłością, wbrew wszelkim pozorom - nie był komputer, tylko dziewczynka. To było jeszcze w podstawówce. Nie potrafiłem do niej podejść, mimo że ojciec tłumaczył mi że kobiety trzeba brać na szybko, bo je ukradną. Ukradli. Kilka razy. Nigdy mnie nie traktowała poważnie. Rozdzierało mi to serce. A najgorsze było to, że jej psiapsiółka ze szkolnej ławki jakoś miętę do mnie czuła wtedy i ordynarnie mnie rwała. Opierałem się. Głupi byłem, bo później wyrosła na piękną kobietę, a ja sobie potem tylko plułem w brodę.
  • Wbrew wszelkim pozorom, nigdy nie byłem programistą. Jedyne co potrafię naprawdę dobrze, to kłamać. Posiadając bardzo niewygodną cechę (słomiany zapał), nadrabiałem w inne sposoby. W pracach przede wszystkim mieszałem powietrze pokazując, że jestem i jaki to jestem ambitny. Działało zawsze. Dopiero w Anglii okazał się mało przydatny. Teraz się wziąłem za siebie i staram się po raz pierwszy w życiu doprowadzić coś do końca. Jabbah zostanie skończony, bo tutejsze realia spowodowały spore zmiany nie tylko w moim życiu jako takim, ale również w podejściu do owego życia. Podkreślam jeszcze raz - nigdy nie bylem i nie będę programistą ;] To ściema. Ale najważniejsze, że działa ;]
  • Moim największym marzeniem zawsze było pisanie gier komputerowych. Realizm jednak zderzył się ze mną z prędkością pędzącego pociągu i ukrócił takie durne pomysły. Zacząłem bardziej myśleć o sławie i pieniądzach. Kasę powoli zaczynam mieć. Teraz kombinuję jak tu sławnym zostać. Tylko, cholera, nie wychodzi :)
No i to w sumie całe pięć punktów. Mam jeszcze dwadzieścia innych do opisania, tylko kto to będzie czytać? :)

Powinienem kogoś wywołać do odpowiedzi, prawda?
To trudne.
Ale spróbuję
Przede wszystkim Lilka, która dalej się opiera :). Po drugie, nadal naciskam (oprócz paru innych osób już) w stronę Smoka. Daj się skusić!
Oprócz tego z chęcią poczytałbym conieco o Smugim, mojej kochanej mamusi no i oczywiście Ptysi!!!
Last but not least wywołany do odpowiedzi zostaje Patrys! Na pewno nie odmówi :)

12 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 27 lutego 2007 23:46:47.

Blogowisko

Całkiem niedawno pisałem o manii blogowania. Niedługo po tym zobaczyłem ten kochany łańcuszek na wszystkich blogach po kolei. W tym miejscu powinienem zacząć ochrzaniać ideę, nazywać ją infantylną i jeszce bardziej wyśmiewać się z ekshibicjonizmu blogowego światka.

Ale nie będę.

Idea jest zacna, bo ludzie wymieniają pięć rzeczy, o których mało kto wie. Pięć rzeczy, które są interesujące i często zabawne. Takie malutkie, skryte informacyjki, które w końcu wychodzą na jaw. I to wyraźnie pasuje nie tylko mnie. Bawią się w to wszyscy bez wyjątku (choć wywołany smoku jeszcze się nie pochwalił. Tak samo nikt chyba jeszcze nie wywołał Wampirka, a szkoda, bo z chęcią poczytałbym również o nich :)

Tak więc, żeby było dziwaczniej, stwierdzam że ktoś wymyślił bardzo udany ruch.

To chyba jedyny łańcuszek jaki kiedykolwiek przypadł mi do gustu.

Piszcie, ludzie, piszcie! Ja przeglądam blogi niemalże taśmowo i z miłym uśmieszkiem czytam owe 5 skrytych rzeczy.

Przyjemny akcent.

Dobra, wracam do pracy, bo już zaczynam się rozczulać :P

3 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 27 lutego 2007 18:00:44.

Blogowa mania

Ostatnio strasznie głośno jest o różnych konkursach na najlepsze blogi. Szum robi Onet ze swoimi i masa innych. Jogger, jakoś zatraca się w tych wszystkich kalkulacjach. Jest gdzieś z tyłu.

Czasami przeglądam różniaste dzienniczki internautów (jak to się zwykło nazywać) i ciągle natrafiam na jakieś specjalnie wyróżnione, nagrodzone. Są gale, są imprezy na miarę rozdawania Oskarów.

Świat wyraźnie potrzebuje tej pompy, a i blogowicze łechcą tym swoje ego.

To jest moja teoria na ten temat. Pamiętam jak ja zaczynałem. Był to od samego początku swoisty ekshibicjonizm. Chciałem się pokazać, udowadniać innym różne rzeczy i udawać kogoś kim przecież nie jestem.
Ale to jest przecież właśnie ta magia internetu, prawda? Skryci za szklaną kurtyną monitorów możemy być kimkolwiek. Dopiero z czasem zaczynamy rozumieć, że w sieci jesteśmy bardziej sobą niż poza nią. To właśnie ten punkt, w którym zaczynamy być od tego internetu uzależnieni. Początek kłopotów.

Ludzie przestali pisać pamiętniki. Teraz chcą się dzielić swoimi przemyśleniami. Często nie za bardzo wiedzą o czym chcą pisać. Jak zainteresować potencjalnych czytelników. Piszą o wszystkim. Piszą za dużo. Liczą na oklaski, komplementy w komentarzach. Czasem chcą być podnoszeni na duchu, bo opisują jakąś straszną porażkę, która zwaliła ich z nóg. Szukają katharsis w internecie. Czasem nawet to znajdują.

To jednak szybko zaczyna odkrywać prawdziwy cel powstawania blogów. I ich prawdziwą wartość. Mało jest takich, które czyta się miło (mój stanowczo do tej grupy nie należy). Miło czyta się blogi, na których spodziewamy się zawsze znaleźć wpis z danej dziedziny. Poczytne są blogi techniczne, bo duże grono szuka odpowiedzi na pewne pytania z tego zakresu. Cieszą się popularnością blogi tematyczne z zakresu psychologii, polityki czy szeroko pojętego artyzmu. Taką drogę obrał w sumie Piotrek Czerski. Wyróżniony został zresztą. Tak samo jak joggerowicz Riddle za swoją wiedzę na temat budowania stron internetowych. No. Przesadziłem. Za umiejętność sprzedania tej wiedzy.

Ale znów zbaczam z tematu. Jak łatwo się domyśleć - wygrywają blogi z pomysłem. Bo na bloga pomysł trzeba mieć. Niestety sama nazwa - blog - kojarzy się raczej z tym szeroko pojętym, elektronicznym ekshibicjonizmem. I dobrze. Bo tak wygląda znakomita ich większość. Mój jest jego doskonałym przykładem.

Problem powstał jeden.

Ludzie widzą tych nieśmiałych blogowiczów w świetle fleszy, kiedy wręczają im jakieś wyróżnienie, czy nagrodę. To ich napędza, żeby samemu zacząć prowadzić bloga, na którego ani nie mają pomysłu, ani nawet czasu.

Chyba powoli wyrastam z tej zabawy. Coraz więcej piszę notek technicznych na tematy, którymi chcę się podzielić, coraz mniej notek całkiem prywatnych. Ale ja przecież pomysłu na bloga nie mam.

Zastanawia mnie to. Może powinienem przestać pisać w ogóle?

18 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 15 lutego 2007 13:44:28.

Notka na przyszłość

Jeśli już masz plan pić w tygodniu, to nie tak drastycznie. I nie planuj pisania dokumentacji następnego dnia. To trudne we własnym języku, a co dopiero w cudzym...

8 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 13 lutego 2007 11:39:41.

Dziwne wrazenie

Nie wiem, czy ktos z Was czytal Noteke 2015 ale mam dziwne wrazenie, ze wlasnie zaczyna sie ta wizja przyszlosci sprawdzac. Taka wielka "mistyfikacja" i atakowanie wszystkich politykow po kolei. Ten szpieg a tamten gwalciciel czy jeszcze cos innego... W Notece skonczylo sie to rozwiazaniem sejmu i wprowadzeniem dyktatury w Polsce, a za wszystkim stal prezydent, ktory sobie caly kraj podciagnal i oglosil sie naczelnym kraju.

Tylko nasz Kaczor nie umie czytac, wiec ktos musial mu te historyjke sprzedac

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 17 stycznia 2007 17:38:29.

Dlaczego wyjechalem?

Bo bardziej popierdolonego rzadu niz nasz polski miec nie mozna.

Do bron, chlopy bezmozgie! A nie w polityke sie bawic! Osmieszacie nas na oczach calego swiata! WSTYD!

12 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 20 grudnia 2006 11:41:40.

Zaczytane z basha

Bardzo prawdziwe :)

Kawał robiący furorę w Anglii i Irlandii :
- Czym różni się Polak od E.T.?
- E.T. mówi po angielsku, ma rower i chce do domu.

Uśmiałem się do łez

4 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 15 listopada 2006 01:45:49.

Umowa

Dziś dostałem umowę z mojej nowej firmy. Kupa papierów do wypełnienia. Czeka mnie mnóstwo zabawy z nimi.

Termin rozpoczęcia pracy zbliża się z każdą chwilą.
Ciśnienie rośnie. MASAKRA!

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 31 października 2006 18:32:46.

Dylemat

Toć znów dylemat. Jak po dwóch rozmowach dostaje się dwie oferty pracy. Ale już wybrałem. Więc zaraz będzie pożegnanie z Polską.

4 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 25 października 2006 01:09:39.

Kolejna rozmowa

I czeka mnie kolejna rozmowa. Tym razem w troszkę innym biznesie, ale i tak bardzo ciekawym. poprzednia firma mnie odrzuciła głównie ze względu na wiek, a propozycje innych stanowisk jakoś do mnie do teraz nie dotarły. Cóż. Smutno mi. Ale z drugiej strony, może nowa oferta mnie bardziej usatysfakcjonuje. Pieniądze nie są jakieś piekielnie ambitne, ale jednak bardzo przyzwoite. Zobaczymy :) Trzymajcie kciuki.

2 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Ogólne ; 16 października 2006 17:43:17.

Wciąż czekam...

...na odpowiedź z firmy w UK. Stres na potęgę. Marne szanse, ale wciąż mam nadzieję... bo jeśli nie, to jestem totalnym bankrutem. Będę zamiatać ulice...

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Ogólne ; 12 października 2006 13:14:18.

Było...

spotkanie w pewnej firmie. Pogadałem dwie godzinki, odpowiedziałem na wszystkie pytania i było cacy. Zaczęli jednak narzekać na to, że nie mam skończonych studiów. Najprawdopodobniej nic z tego nie będzie. Szkoda. Spłukałem się na ten wyjazd. Długi rosną. Samochód mi przerysowali do żywego metalu i mam doła giganta. Pora go chyba sprzedać. Żeby zatkać długi. I wegetować, bo nic innego już mi nie pozostało. Pozostałe rozmowy muszę odwołać. Po prostu mnie na nie nie stać...

4 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Ogólne ; 10 października 2006 20:03:12.

Upadki i wzloty

Jak już trąbią wszędzie, to i głośno powiem, że moja kochana firma zaliczyła wtopę i sobie plajtnęła. Postawiło to naszą całą kochaną ekipę w mało wygodnej sytuacji. Co gorsza, wiele ludzi dowiedziało się o tym, że zostało zwolnionych z prasy :) Takie to kochane ploty chodzą w naszych mediach.

Mniejsza.

Z racji zaistniałej sytuacji SZUKAM PRACY!!!. Szukam jej już na tyle intensywnie, że zacząłem obczajać zagramanicę. Zagramanica zaczęła być interesująca. Zupełnie tak jak i ja stałem się interesujący dla kilku ewentualnych chlebodawców. Jutro wylatuję na rozmowę kwalifikacyjną. Jak się uda - gutbaj polsko. Ale to dopiero jak się dostanę ;]

Trzymajcie kciukasy!

3 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Ogólne ; 07 października 2006 22:57:56.

Microsoft bankrutem?

Jakoś nie wydaje mi się, żeby obecna sytuacja firmy była naprawdę tak czarna jak to opisują. Mimo to, łezka się w oku kręci. Czyżby jednak? Zadufanie się w swoich produktach zaczyna im się odbijać sporą czkawką. Bo przecież jak ktoś może być lepszy?
Broniąc swoich interesów, starają się za wszelką cenę zniszczyć pozywających ich o monopol konkurentów. I to jest ok. Sądzę jednak, że konkurencja, która coraz bardziej widzi w tym swój interes, wyjdzie na światło dzienne. Któregoś dnia okaże się, że system początku ery komputerów nagle straci nie tylko tę 1/10 klientów. Jeno wszystkich.
Do tego, jednak, potrzeba nie tylko czasu, ale i wysiłku wielu mniejszych przedsiębiorców. Żal mi jedynie Polski. Bo mamy potencjał, by wyrwać sobie całkiem duży kawałek tortku. Problem jest w tym, że kacza gospodarka jest w jeszcze gorszej sytuacji niż Microsoft.

13 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 27 czerwca 2006 22:52:25.

Zemsta za próby

Odkąd powziąłem sobie za decyzję napisania opowiadania dla NFu, cała decyzja zaczyna się na mnie mścić. Niewinne opowiadanko zaczęło się rozrastać. Świat, który stworzyłem - wymykać mi się spod kontroli. Z dnia na dzień coraz ciężej mi się odpędzić od potrzeby zasiądnięcia przed komputerem, by rozwijać to niewinne opowiadanie.

Powoli zbliżam się do zamknięcia tegoż opowiadania. Niedopowiedzianego, niewinnego opowiadania, któego kontynuacja już jest zaplanowana na najbliższe 15 rozdziałów.

Najgorsze jest to, że plan ten był już od dawna. Ale nie w takiej formie. Wszystko było jak w schemacie. Może nic zaskakującego, ale była to moja historia. Teraz obraz się zatarł. Usunąłem ładnych parę rozdziałów. Teraz widzę do przodu nie wiele dalej niż dwa rozdziały. Ale widzę wyraźnie.

Niejednokrotnie mnie zachęcano, żebym pisał. Żebym tworzył, bo - może nie znam technik prawidłowego pisania - ale potrafię pisać. Zawsze się broniłem dwustronnym toporem. Z jednej strony było napisane "brak czasu", a z drugiej "brak pomysłu". Mam czas. Chwilowo. Na pewno za mało, żeby to rozwinąć po porządnemu. Ale nadal nie mam pomysłu. Czuję się, jakbym żył tą historią. Jakby ona żyła własnym życiem, podczas kiedy ją piszę.

Boję się, że wyjdzie z tego jeden wielki niewypał, ale Ci którzy mają dostęp do wyższych poziomów niebawem zobaczą pierwszy rozdział w całości. Gotowy do tego, by go poprawić.

Liczę na Was.

Żebyście pomogli mi przeżyć tę historię do końca...

1 komentarz. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne Opowiadacze ; 26 czerwca 2006 06:32:44.