Strona główna Kontakt Jogger

Bazylowy Jogg

O makach, życiu i innych pierdołach

DISKLEJMER

Chwilowo brak disklejmera :P

-- Bazyl

Nie lubię

Nie lubię siebie. Strasznie. Wszystko mi się w sobie nie podoba.
Wkurza mnie mój krzywy, wielki kinol, małe ślipia z worami, czy szczęka z tyłozgryzem wielkości koparki.

Fakt, że jestem gruby i niewyrzeźbiony pominę, bo z tym mógłbym walczyć, gdybym nie był leniem.

Mniejsza.

Chodzi raczej o fakt, że z wyglądu jestem do niczego, więc unikam aparatów jak ognia, co irytuje najbliższych, którzy przeglądając moje zdjęcia z wojaży widzą tylko "widokówkowe" zdjęcia. Zero portretów.

W tak zwanym międzyczasie poznałem kilku fotografów, którzy utrzymywali, że nie ma brzydkich ludzi na zdjęciach, tylko są beznadziejni fotografowie. Że dobry fotograf jest w stanie z każdego wyciągnąć to "coś".

Nie uwierzyłem oczywiście, bo kto by uwierzył.
Ale kiedy dostałem taki efekt, to kopara mi zjechała i musiałem przyznać rację. Pierwszy raz w życiu lubię swoje własne zdjęcie.

4 komentarze. Poziom: 1; Kategorie: Batalie Ogólne ; 21 sierpnia 2008 00:07:49.

Bazylek w Money.pl

Tak, opublikowano tam artykuł ze szczątkowym wywiadem ze mną.
Tak, przedstawiłem swoją opinię. Swoją - nie znaczy ogółu.

Ale na miłość Boską! Proszę czytać ze zrozumieniem!
Tak. iPhone 3G, czyli nowy model iPhone nie jest żadną rewelacja! Bo jak ma być, skoro dorzucili do niego rzeczy, które konkurencja ma od dawna?

Nie. iPhone sam w sobie nie jest wynalazkiem na poziomie bomby atomowej. To po prostu garść technologii zebranych do kupy, które fajnie działają. Lubię markę Apple i sam korzystam z ich komputerów (i nie tylko) właśnie z tych powodów - bo są dobrze zrobione.
I na koniec - jestem programistą NA platformę iPhone'a. A nie programistą samego systemu operacyjnego spod marki nagryzionego jabłuszka, jak to ktoś ładnie wykopał... jeno skąd?

Sam mam problem z wystrzeganiem się pierwszych reakcji po przeczytaniu pierwszego zdania. Ale nadal będę nawoływał do tego, żeby mnie nie linczować... przynajmniej jeszcze nie ;)

A z resztą. To w końcu moja opinia. Przedstawiłem ją i podpisałem się pod nią swoim imieniem i nazwiskiem.

A biczowany jestem strasznie anonimowo i często trochę bez sensu.

Uff. Wygadałem się i jest mi lepiej.

7 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie iPhone Komercha Ogłoszenia Programowanie ; 12 lipca 2008 16:39:51.

Weekend spod znaku brytyjskiego idioty

Pomijam fakt, że muszę zapłacić 450 funtów councilowi, "bo tak". Bo ceny mieszkań w górę, więc oni też. Że zaległość z zeszłego roku. Banda fiutów.

Ale być w banku dwukrotnie, jeździć do domu, tłuc się autobusami, żeby na koniec jakaś biurwa mówiła, że zapomniała wspomnieć o braku konsultantów na dzień dzisiejszy i że ona może nas na poniedziałek...

- Proszę panią - odparłem jej uprzejmie. - W przeciwieństwie do pani, ja pracuję w normalne dni tygodnia i nawet potrafię wykonywać swój zawód. Pani wyraźnie nie. Do niezobaczenia.

I znów jestem w czarnej dupie. Już i tak muszę odprawiać ciężką gównoplastykę, żeby załatwić bankowe sprawy, bo - po raz kolejny - "bo tak". Bo system bankowy nie ma takiego klikacza do kliknięcia i trzeba to zrobić dookoła i w ogóle, to muszą mnie usunąć i dodać raz jeszcze i znów zaświadczenia, przerejestrowania.. a wszystko tylko na dwa miesiące.

Proszę mi bardzo wybaczyć, ale już ZUSowe pipy z Polski mają więcej rozumu i chęci pomocy niż ta banda ignorantów i nierobów tutaj.

Jezu, jak dobrze, że już wracam.

6 komentarzy. Poziom: 1; Kategorie: Batalie Emigracja ; 12 lipca 2008 12:44:32.

Weiderowe zmagania

Pamiętacie jeszcze jak wyglądało to na początku? Ja aż nazbyt dobrze.

Dwa (do tego oba niepełne, bom jest leń) Weidery później wygląda to tak.

Teraz już wiem z czym walczę. Jeszcze drugie tyle i będzie już dobrze. No nie? :D

3 komentarze. Poziom: 1; Kategorie: Batalie ; 09 lipca 2008 14:45:05.

Plaster dizaster

I stało się. Bazylek obudził się pewnego pięknego dnia z takim kaszlem, że powiedział - "Pora rzucić to gówno".

Plan był prosty. Najpierw pozbyć się typowych nawyków, jak palenie w pracy, czy w drodze do/z. Palić okazjonalnie, a w końcu rzucić całkiem.

Plan okazał się tylko planem. Pierwszy dzień w pracy był zwyczajnym koszmarem. Po powrocie do domu stwierdziłem, że muszę zapalić. Tom zapalił. I małom się nie udusił.

Fajki i wszystkie zapalniczki poszły w śmietnik. Zasada prosta - rzucam całkiem i to od razu! Zakupiłem wspomagacza w postaci plasterków nikotynowych i zaparłem się w sobie.

Jako człowiek o słabych nerwach i psychice miałem z tym nie lada problem. Kryzysy miewałem często. Żreć mi się chciało non-stop. Ale nie chciałem rzucać palenia kosztem mojej, już i tak nieco zbyt krągłej, figury.

Połączyłem w rezultacie jedno z drugim. Ćwicząc Weidera zakasływałem organizm i chęć na papierosa odchodzi jak ręką odjął. Dziś mija tydzień mojego niepalenia.

Przede mną jeszcze przynajmniej 3 miesiące męczarni. A potem całe życie pilnowania się.

Ale chyba warto, nie? :P

15 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Pieprzenie ; 08 lipca 2008 11:19:14.

(Fr)Agile

Ostatnio coraz częściej zderzam się z ludźmi wierzącymi, że mają doskonałe pojęcie czym jest Agile. Zaglądam nawet na wikipedię i zwyczajnie oczom nie wierzę.

Agile zrobił się modny. Wszyscy chcą go używać i jednocześnie wszyscy doskonale wiedzą czym on jest. Problem w tym, że każdy sądzi podłóg siebie, definiując czym jest Agile po swojemu. Takie budowanie wielkiej teorii z niczego. Znajomy podsumował, że konstruują śmierdzącą kupę, pakują ją w celofan i ziu...

To był może niesmaczny cytat, ale jakże trafny.

Odkąd zacząłem pracę w Wielkiej Brytanii, każda firma, dla której pracowałem chwaliła się tym, że Agile wprowadza do swoich procesów biznesowych. Przywykłem nazywać te mutanty Fragile, bo dokładnie tym są. Wielką, śmierdzącą kupą, robiącą więcej zamieszania niż pożytku.

Ponieważ jednak - tak samo jak inni - mam swoją własną teorię na temat jak to działa, a co gorsze - używałem tego z powodzeniem w dużej firmie, może podzielę się swoimi spostrzeżeniami na ten temat.

Agile NIE JEST procesem tworzenia oprogramowania. Jest jedynie WSPARCIEM istniejącego procesu. Teoria głosi kilka podstawowych zasad:

  • Programista nie ma pojęcia w ile jest w stanie wykonać dane zadanie
  • Manager kocha się rządzić i nie znosi słuchać, że coś jest trudne albo zajmie więcej czasu, niż on sobie wymyślił
  • Zmiany last-minute są zawsze do dupy i zawsze psują smaczek pracy w tym zawodzie

Agile nie robi nic innego jak stara się rozwiązać te trzy podstawowe problemy. Z powodzeniem rozwiązuje dwa z nich. Trzeci traktuje troszkę po macoszemu.

Podstawową jednostką pracy w Agile jest SCRUM Team. Zespół ludzi pracujący nad danym fragmentem, bądź też całością kodu. W takim zespole wyróżnia się dwie nietypowe postaci. SCRUM Master ma za zadanie pilnować, żeby ludzie nie skakali sobie do gardeł. Pilnuje, żeby trzymać się reguł, ale nie posiada decyzyjności jako takiej. Product Owner jest przedstawicielem managementu, który chce wszystko i na wczoraj. Licytuje się z resztą zespołu co i na kiedy może być zrobione.

Podstawową jednostką czasu wykonania grupy zadań jest Sprint. Różne firmy, w zależności od natury projektu, wielkości zespołu itp. definiją sprint jako różne okresy. Ogólnie przyjęty jest miesiąc. Początkujące zespoły powinny jednak skracać go do dwóch tygodni. Czemu - wyjaśnimy sobie zaraz.

Przed rozpoczęciem sprintu, zespół licytuje się z Product Ownerem co ma być wykonane w danej jednostce czasu. Product Owner przedstawia żądania. Zespół funkcjonalności do zaimplementowania. Zespół, z pomocą SCRUM Mastera dzieli podane grupy funkcjonalności (backlog items) na pojedyncze zadania (backlog tasks). Podział powinien być dośc drobny, ale nie ZA drobny. Żeby jasno definiował jak coś będzie wykonywane.

W tak zwanym międzyczasie, Product Owner definiuje priorytety grup (backlog items). Zespół natomiast definiuje czasochłonność, mając na uwadze ile jest do wklepania i na ile trudne/skomplikowane jest to zadanie. Obciąża zadania (backlog tasks) liczbą wykonywalności (story points). Najczęściej używaną sekwencją liczb, są liczby Fibonacciego. Banalniackie zadanie - 1, proste - 2... Później 3,5,8,13... czasem używane jest 21, ale to już BARDZO rzadko.

Kiedy zespół dopiero obywa się z Agile, przyjęło się wybierać najprostrze zadanie z listy (backlog) i obciążać go wartością 2. Każdy kolejny krok przydziału ma referencję do innego prostego zadania. 1nki zdarzają się niezmiernie rzadko. Tak samo jak 21nki... 13 zazwyczaj określane jest jako - szalenie skomplikowane, ale wiemy co robimy. 21 natomiast jako nie mam bladego pojęcia. 21 to taka czerwona lampka, że zadanie powinno zostać podzielone na mniejsze dla jasności i teoretycznie (w praktyce w sumie również) nie powinno mieć miejsca.

Po przydziale punktów (story points) zespół licytuje się z Product Ownerem co wykonają w danym sprincie. Czasem dochodzi nawet do zmian priorytetów. Na początku ludzie mierzą ile dadzą radę zrobić w sprincie "na oko", niestety. Później to procentuje.

Po ustaleniu co zostanie wykonane, pozostajemy z kompletną listą (sprint backlog) definiującą co zostanie zrobione w danym czasie. Ta lista pozostaje niezmienna przez cały okres sprintu. W teorii. W praktyce bywa różnie, ale wtedy SCRUM Master jest naszym obrońcą. Licytuje się co z listy wyjąć, by włożyć coś innego. Zazwyczaj wyciąga się więcej niż wkłada ze względu na specyfikę pracy.

Po zakończeniu sprintu wiemy jedno. Czy się udał. Udał się jedynie wtedy jeśli wykonaliśmy plan w 100%. Jeśli wykonaliśmy 99.9% planu sprint się NIE POWIÓDŁ i należy zrediwować produktywność zespołu. Wszyscy muszą się tłumaczyć. Niepowodzenie powinno być zauważone również wcześniej. Ale o tym zaraz.

Zamknięcie sprintu pozostawia nam również informację za ile punktów udało nam się wykonać zadań w zespole. Ta wartość to wydajność zespołu (team velocity). Ze sprintu na sprint wartość ta będzie coraz stabilniejsza i da podstawy zespołowi, żeby określić ile faktycznie zadań są w stanie wykonać podczas pojedynczego sprintu. Daje to też informacje Product Ownerowi na ile wydajny jest zespół, czy może powinno się go podszkolić/zmienić?

Ostatnim istotnym elementem jest SCRUM daily meating. 15 minut dziennie, kiedy cały zespół spotyka się razem. Każdy członek zespołu jest odpytywany z tego co zrobił poprzedniego dnia, co ma zamiar robić danego dnia i czy stoją mu na przeszkodzie jakieś nieprzewidziane problemy (impediments). Zadaniem SCRUM Mastera jest rozwiązywanie tych trzecich.

Ale SCRUM Meeting to nie tylko sposób na komunikowanie problemów. To dwukierunkowa komunikacja zespół <-> management i, co najważniejsze motywator. Z czasem, jeśli podczas spotkania wszyscy mówią, że zrobili postępy, a jedna osoba nie może się pochwalić żadnymi, sam z siebie będzie robił wszystko, żeby to zmienić. Wymówką od niezrobienia czegoś jest jedynie poważny impediment, którym musi się zająć SCRUM Master.


Agile składa się oczywiście z miliona innych rzeczy, ale kwintesencja działania tego systemu została powyżej rozpisana. Czy działa? Działa znakomicie. Mogę to powiedzieć z całą pewnością, bo wdrażałem ten proces w jednej firmie i z sukcesem używałem przez długi kawałek czasu (dopóki pracy nie zmieniłem :P).

Ludzie dorabiają milion teorii do Agile. Przekombinowują, tłumacząc sobie backlogi jako minimalistyczne kodowanie. Kończy się to tym, że ludzie przepisują z iteracji na iterację cąły kod, bo nie przewidywali kolejnych kroków implementacji. BZDURA!

Jak już napisałem wcześniej - Agile to jedynie wsparcie procesu. Piramida SCRUM Teamów jest oczywista. Na górze architekci z managementem, poniżej Product Ownerzy w postaci architektów itd. To tylko wspomaganie procesów. RUP, planowanie i testowanie definiowane są gdzie indziej. Ludzie konstruują milion dokumentów na temat jak rozwiązane są powyższe problemy. Zupełnie inaczej definiują też zasady działania zespołów.

Szczerze mówiąc, włos mi się jeży na głowie, kiedy czytam te bzdury. Nie znoszę, kiedy ludzie zabierają się za filozofowanie na temat nie mając kompletnie żadnej praktyki w używaniu Agile. Szukają rozwiązań, wynajdując koło na nowo.

Ludzie! Trochę zdrowego rozsądku!

EDIT: Zamiana SCRUMM na SCRUM

22 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Pieprzenie Programowanie Technikalia ; 28 maja 2008 13:15:50.

Batalii z komputerem ciąg dalszy

Jestem zdumiony.
Naprawdę zdumiony!

Strona z informacjami na temat przesyłki została zaktualizowana. Dzięki niej wiem, że nie tylko dziś nikt mi niczego nie dostarczy, ale że dziś o godzinie 19.31 paczka dopiero doleciała do Europy.

Banda impertynentów.

4 komentarze. Poziom: 1; Kategorie: Batalie Pieprzenie ; 26 lutego 2008 21:02:01.

Dlaczego PZU to skurwysyny i złodzieje

Bo właśnie zmusili mnie do zapłacenia kilkuset złotych mimo, że nie mają do tego żadnego prawa.

Dlaczego?

Ponieważ nigdy niczego z nimi nie pospisałem. To dlaczego mam im coś płacić?

Ponieważ fiutom się przywidziało, że muszę ODSTĄPIĆ od ich ubezpieczenia, jeśli chcę ubezpieczać samochód (którego od lat nie mam już) u innego ubezpieczyciela.

Mam ODSTĄPIĆ!? Jakim, jebanym prawem, skurwysyni ciągną ode mnie kasę?!

Rzygam Anglią. Ale skurwielstwo, złodziejstwo i bandyctwo PZU i całej ten bandy pojebów bardzo skutecznie zmusza mnie do pozostania na emigracji.

Hej! Panowie z PZU! Mam was w DUPIE! Spierdalajcie na drzewo.
Kasę dostaniecie, bo takie jest PRAWO (i Sprawiedliwość pewnie jeszcze).
Ale jak tylko znajdę sposób, żeby Wam się dobrać do dupy, to to zrobię.

A znajdę.

To bardziej niż pewne.

27 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie ; 12 grudnia 2007 17:21:44.

Półmetek A6W - czyli kuracja odchudzająca

Jak już wcześniej pisałem, zabrałem się (po długich namowach kobiety) za zrobienie coś z postępującą lustrzycą. Wybrałem (ee.. -śmy?) metodę A6W. Pora pokazać wstępne rezultaty kuracji.

Uwaga, wpis zawiera "obsceniczne" zdjęcia mojego obleśnego brzucha!

  • Z czegoś takiego startowałem, choć prawda jest taka, że było znacznie gorzej. To zdjęcie po pierwszych dwóch dniach kuracji. Waga startowa: 91kg.
  • Po pierwszym tygodniu byłem zaskoczony efektami. Straciłem 5kg!!! Brzuch stężał i tłuszczyk się ubił. Już mniej upadał mi na jajka. Od razu jakoś lżej było. Waga: 86kg.
  • Dwa tygodnie kuracji dały w kość zarówno mnie jak i brzuchowi. Pampers przy ćwiczeniach zaczął być obowiązkowy, ale efekt... Zbity brzunio. Zacząłem widzieć swoje kolana, a spodnie mimo paska musiałem co chwila podciągać. Schudłem już mniej, ale sądzę, że pod tłuszczykiem też zaczęła się rewolucja. Waga: 82kg.
  • Dziś mija 3 tygodnie i jestem coraz bardziej zadowolony. Mimo, że zdjęcia kiepsko to pokazują, to tłuszcz jest już niewielki, a wcięcia w nim wynikają z warstwy pod tłuszczem. Czuję już uformowane mięśnie. Tylko tłuszczyk je trochę zbytnio przykrywa. Znów waga spadła, ale niewiele i wątpię by spadła bardziej. Waga: 79kg.


Jak widać - wyniki imponujące. Szczególnie, że to dopiero połowa kuracji. Jeszcze drugie tyle. Do bólu brzucha się już przyzwyczaiłem. Szczególnie, że momentami jest nawet... przyjemny. Nie, nie, nie jestem masochistą! Po prostu "ból" to owe czucie mięśni pod spodem. I wychodzi na to, że zobaczę je, kiedy kuracja się skończy.

Nie wiem jak wy, ale ja jestem zaskoczony. Nie miałem pojęcia, że w tak krótkim czasie można dokonać czegoś takiego!

Ciuchy - owszem - muszę wymienić. Ale czuję się wyśmienicie. Samopoczucie znacznie mi poprawiło. Znajomy z pracy, który ma 51 lat a wygląda rzeźko (maniak siłowni), mówi że dla faceta jednak wygląd ma znaczenie i żebym kontynuował, a potem może rozbudował coś na klatce piersiowej do kompletu. Mówi, że zacząłem idealnie, bo brzuch najważniejszy jest (razem z plecami) do rozbudowywania wszystkiego innego. To tzw core. No cóż. Musi mieć rację.

Wracając do pytania: czy warto?

Odpowiedź pozostawiam Wam...

13 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Pieprzenie ; 09 października 2007 01:22:03.

Chudnięcie

Moja mysza bardzo długo namawiała mnie na "zrobienie czegoś z rosnącym brzuchem". Było to na tyle upierdliwe, że w końcu dla świętego spokoju postanowiłem ulżyć jej w cierpieniach. Na prawdę nie wiedziałem co czynię...

Od wspólnego znajomego (podczas naszego ostatniego pobytu w Polsce) dostaliśmy kartkę z rozpisaną specjalną sekwencją ćwiczeń o dźwięcznej nazwie "Areobicznej Szóstki Weidera".

Po entej z rzędu rozmowie na temat mojego sadła usiadłem i rozpocząłem zabawę.
Było ciężko. Naprawdę ciężko. Pod koniec dnia ćwiczeń byłem wyczerpany. Wiadomo jednak, że na coś takiego należy się przygotować. Niećwiczone mięśnie będą boleć.

To na co nie byłem przygotowany, to fakt, że każdego następnego dnia będzie jeszcze gorzej. Boli przepotwornie! W połowie ćwiczeń z wysiłku znoszę jajko, pod koniec myślę już tylko jak szybko umrzeć. Ale przeżywam.

Dziś jest dopiero 6sty dzień ćwiczeń (z 42). Rano wstałem i zapiąłem się paskiem na nową dziurkę.. znacznie ciaśniej. Zupełnie naturalnie, bez żadnego ściskania. Ze zdziwienia, pobiegłem na wagę.

Schudłem pięć kilogramów... W TYDZIEŃ!!!

Teraz wiem, że będę ćwiczyć. Mimo że boli. Bo ciekawość w jakim stanie będzie mój brzuch pod koniec serii jest znacznie silniejsza od tego bólu.

42 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Ogólne ; 22 września 2007 19:18:30.

Pedeefujemy podręcznikowo

Opublikowane dotychczas krótkie notki o programowaniu pod Maczkiem nie są może jeszcze czymś nadzwyczajnym, ale zdążyłem dopisać kilka rozdziałów. Dlaczego ich nie opublikowałem? Bo zacząłem zdawać sobie sprawę, że ominąłem wiele kwestii, które powinny się znaleźć wcześniej.

Podjąłem zatem decyzję, że na modłę Poradników przerzucę się na pisanie PDFów. Będzie to ciągła praca, rozwijany dokument z każdej możliwej strony. Poprawioną wersję z dodatkowymi rozdziałami, wstępniakiem staram się właśnie poskładać z wersji HTMLowej w coś bardziej czytelnego.

Tutaj mam prośbę do czytelników. Czy moglibyście mi poradzić coś do składania PDFów pod maczkiem (używam Pantery na G4)? Najlepiej bezpłatnego. Wiem, że to trudne, ale niestety chwilowo nie stać mnie na wydawanie kasy na programy. Tzn stać mnie, ale chcę to zrobić jak już kupię sobie nowiuśkiego maczka, na którego aktualnie składam :)

Od razu informuję, że nie będę pobierał żadnych opłat za tę "książkę". Wystawię jedynie możliwość płatności PayPal, jeśli ktoś stwierdzi, że warto wrzucić parę groszy za ten wysiłek.

Ów poradnik pojawiłby się szybko i byłby w kółko aktualizowany. O tych aktualizacjiach informowałbym oczywiście na blogu. Komentarze mile widziane.

Obiecane skrinszoty programów też powinny się pojawić niebawem. Bo w sumie jest już co skrinszotować :)

Za pomoc w doborze narzędzi, z góry dziękuję.

8 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Mac OS X Ogłoszenia Programowanie ; 09 marca 2007 13:38:17.

Za krótka doba

Doba jest stanowczo za krótka. Nie starcza czasu na zrobienie wszystkiego, co by się chciało.

Wczoraj obiecałem komuś pomóc i zwyczajnie nie zdążyłem. A tutaj lista się wydłuża. Już prawie 4 dni zabieram się do kolejnego artykułu, a pierwsza wersja Jabbah nadal nie ujrzała światła dziennego, bo jest jeszcze tysiące rzeczy do zrobienia.

Bardzo mi nieodpowiada taki stan rzeczy. Dziś koniecznie trzeba zamknąć sprawy zaległe. Pomoc musi zostać udzielona, artykuł wydany, a ja powinienem już testować pierwsze okienka Jabbah. Chciałbym jeszcze w lutym wydać jego wersję 0.1.

Ponieważ Jabbah swojej strony nie ma (i nie wiem czy będzie miał, bo nie ma kto jej zrobić/utrzymywać) opiszę tutaj stopniowanie wersji:

Wersja 0.1:
Podstawowa fukncjonalność. Logowanie, wymiana messydżów, obsługa rostera w podstawowej formie: dodać usera, usunąć usera. Roster będzie brzydki, nie będzie obsługi dźwięków (bo nie ma kto mi ich zrobić :P) ani emotek.

Wersja 0.2:
Dodajemy rejestrowanie nowych użytkowników i obsługę transportów. Roster zostaje wymieniony na bardziej cukierkowy. Okno rozmowy wzbogacone o obsługę emotek (emotek nie będzie, póki mi ich ktoś nie dostarczy :P). Emotki będą mogły być animowane. To nie problem :)

Wersja 0.3:
Spełnienie funkcjonalności protokołu XMPP w pełni. Dodanie kilku JEPów (w tym od avatarów). Końcowa wersja rostera, konfigurowalne tematy.

Wersja 0.4:
Dodanie obsługi przesyłania plików i mechanizmu dodatków (pluginów) wraz z podstawową wersją pluginu do obsługi jogger.pl

Wersja 0.5:
Metakontakty, dodatkowe JEPy (listy tutaj nie będę przytaczał)

Potem lista jest jeszcze długa, ale dotarcie do wersji 0.5 już jest sporym wyzwaniem i mam dziką nadzieję, że po drodze znajdzie się ktoś, kto mi pomoże. Wersja 0.1 musi wyjść już nie bawem, bo mnie świeżbią troszkę paluszki :D Widzę, jak się wszystko łączy i śmiga... Nie mogę się doczekać, żeby dorzucić te kilka dodatkowych okienek i puścić taką brzydulę w świat :)
Wiem, że tego brzydactwa na początku nikt nie będzie używał, ale dla mnie to też kop, żeby samemu zacząć używać mojego dzieła. A jak doskonale wiemy - jeśli samemu zacznie się używać programu, który się rozwija, to rozwój nabiera już wtedy poważnego tempa :)

Tylko czemu doba jest tak krótka!?!?

9 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Mac OS X Programowanie ; 09 lutego 2007 11:02:38.

Jak Wy to robicie, Brytyjczycy?

Dzis zdumialem sie po raz kolejny. Chcac wiedziec jak mozna tutaj zarejestrowac u lekarza osobe nie pracujaca tutaj, zaczalem wypytywac ludzi na ten temat dosc intensywnie. I co sie okazalo?
Na mocy porozumienia miedzy Polska a UK, mozemy sie tutaj zarejestrowac u lekarza nie posiadajac nawet numeru NIN (National Insurance Number). Co prawda powinnismy miec do tego jakies papiery z Polski, ale i tak nikt tego nie sprawdza. Co bardziej ciekawie, na mocy ustawy o ochronie praw czlowieka, opieka medyczna przysluguje tu wszystkim i jest oplacana z kasy rzadu. My nie mamy tu skladek na to. Wiec jako osoba bezrobotna, nawet imigrant - po prostu idziemy do lekarza. Niesamowite.

Nigdy nie zrozumiem Brytyjczykow.

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Emigracja ; 29 stycznia 2007 13:55:00.

Poszukiwania dachu

Dolecialem szczesliwie do Anglii. Pogoda w dniu przyjazdu zwiastowala, ze bedzie to dobry przyjazd. Niestety - nadzieje byly zludne. Minelo juz kilka dni. Poszukiwania mieszkania ruszyly pelna para. Co kolejne to gorsze od poprzedniego, a jesli sie juz znajdzie cos w rozsadnej dzielnicy to ceny zabijaja kompletnie. Kraj ciekawy, ale czuje sie tu obco. Kompletnie inaczej. Dziwnie. Z dnia na dzien coraz bardziej zaczynam zalowac tego pomyslu wyjazdu. Nie radze sobie w ogole. Nie rozumiem gdzie wolno a gdzie nie wolno chodzic. Nie do konca rozumiem jak poruszac sie tutaj. Pod opieka rodziny czuje sie w miare bezpiecznie, ale caly czas moja podswiadomosc czeka na date powrotu do kraju. A biletu powrotnego nie mam... Podpisalem juz umowe, wiec nie mam kompletnie wyjscia. Ale spac to chyba bede pod mostem, bo kompletnie nie wiem jak znalezc dla siebie miejsce do mieszkania...

6 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie ; 12 listopada 2006 15:07:23.

Wylot

Jutro wylot. Mnóstwo załatwiania, kombinacji jak się zmieścić w limicie bagażu i takie tam. Stresuję się strasznie. Czy pójdzie po mojej myśli, czy znajdę dla siebie mieszkanie, czy nowe miejsce będzie moim nowym domem. Rozłąka z ukochaną też nie upraszcza sprawy.
To będzie bardzo długi miesiąc.

Czeka mnie również rozląka z internetem. Gdy tylko dorobię się go w swoim nowym mieszkaniu, napiszę długą przypowieść o polaku na obczyźnie. Tym razem już nie na wycieczce. Tym razem na emigracji...

3 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Batalie ; 08 listopada 2006 19:42:47.

Kolejna rozmowa

I czeka mnie kolejna rozmowa. Tym razem w troszkę innym biznesie, ale i tak bardzo ciekawym. poprzednia firma mnie odrzuciła głównie ze względu na wiek, a propozycje innych stanowisk jakoś do mnie do teraz nie dotarły. Cóż. Smutno mi. Ale z drugiej strony, może nowa oferta mnie bardziej usatysfakcjonuje. Pieniądze nie są jakieś piekielnie ambitne, ale jednak bardzo przyzwoite. Zobaczymy :) Trzymajcie kciuki.

2 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Ogólne ; 16 października 2006 17:43:17.

Wciąż czekam...

...na odpowiedź z firmy w UK. Stres na potęgę. Marne szanse, ale wciąż mam nadzieję... bo jeśli nie, to jestem totalnym bankrutem. Będę zamiatać ulice...

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Ogólne ; 12 października 2006 13:14:18.

Było...

spotkanie w pewnej firmie. Pogadałem dwie godzinki, odpowiedziałem na wszystkie pytania i było cacy. Zaczęli jednak narzekać na to, że nie mam skończonych studiów. Najprawdopodobniej nic z tego nie będzie. Szkoda. Spłukałem się na ten wyjazd. Długi rosną. Samochód mi przerysowali do żywego metalu i mam doła giganta. Pora go chyba sprzedać. Żeby zatkać długi. I wegetować, bo nic innego już mi nie pozostało. Pozostałe rozmowy muszę odwołać. Po prostu mnie na nie nie stać...

4 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Ogólne ; 10 października 2006 20:03:12.

Upadki i wzloty

Jak już trąbią wszędzie, to i głośno powiem, że moja kochana firma zaliczyła wtopę i sobie plajtnęła. Postawiło to naszą całą kochaną ekipę w mało wygodnej sytuacji. Co gorsza, wiele ludzi dowiedziało się o tym, że zostało zwolnionych z prasy :) Takie to kochane ploty chodzą w naszych mediach.

Mniejsza.

Z racji zaistniałej sytuacji SZUKAM PRACY!!!. Szukam jej już na tyle intensywnie, że zacząłem obczajać zagramanicę. Zagramanica zaczęła być interesująca. Zupełnie tak jak i ja stałem się interesujący dla kilku ewentualnych chlebodawców. Jutro wylatuję na rozmowę kwalifikacyjną. Jak się uda - gutbaj polsko. Ale to dopiero jak się dostanę ;]

Trzymajcie kciukasy!

3 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Ogólne ; 07 października 2006 22:57:56.

Dalsze prace

Nie wiedzieć kompletnie dlaczego, rozpocząłem prace nad składaniem drugiego rozdziału.
Może po prostu jest mi ciężko nie myśleć o tym opowiadaniu. Może będzie tak, że jak skończę już wszystkie części, usiądę i spróbuję to napisać jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze. Może w końcu nauczę się dobrze składać zdania.
Póki co, jest to straszna popelina.
Będę wystawiał te teksty tutaj. Bo przecież ktoś musi je komentować.
Proszę jedynie o to, by te komentarze były. Zanotowałem ponad 100 ściągnięć tego tekstu (w tym dwa bot'a), ale odzew miałem jedynie od paru znajomych (za co dziękuję) i jednego nieznajomego (za co tym bardziej bardzo dziękuję).
Ja wiem, że kiepskich tekstów komentować nie warto. Jednakże w tym przypadku po prostu staram się nauczyć. Do tych celów potrzebuję pomocy.
Nie mam mentora. Moim pisarskim guru jest mój ojciec, który zresztą dość dokładnie stara się mi pomóc, czasem nawet przepisując fragmenty. Tekst, rzeczywiście jest wtedy lepszy, ale już nie mój. Żeby dojrzeć do takiej perfekcji potrzebuję czasu i pomocy znacznie większej grupy ludzi. Wiecie jak to jest z rodzicami. Wiemy, że mają przeważnie rację, ale znacznie ciężej jest nam dopuścić to do swoich własnej głowy rację swoich własnych rodziców, niż obcej osoby.
I ja potrzebuję się nauczyć znacznie więcej pokory i dokładności. Dlatego wcale nie uważam, że należy mnie oszczędzać.

To w sumie tyle. Wyżyłem się. Idę pisać
Bo w końcu coś trzeba robić, no nie?

8 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Opowiadacze ; 01 lipca 2006 00:49:52.

XGL + Debian

= wielka porażka. Praktycznie każda dystrybucja ma już w swoich pakietach xgla. Jedynie debian jest w tyle. to samo z fglrx (sterownikiem ATI). Mają tak starego, że nóż się w kieszeni otwiera. Naścierałem się, żeby nowy Xorg ruszył z tym sterownikiem. A teraz się okazuje, że żadna z magicznych recept, któ¶e znalazł mi mój przyjaciel do niczego się nie nadaje.

Teraz ciekawe co nastąpi najpierw. Czy ja zmienię dystrybucję, czy Debian wyda XGLa w pakietach.

Sic!

9 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Technikalia ; 15 kwietnia 2006 00:25:57.

Kopanie się z prądem

Od mniej więcej tygodnia, moja wspaniała elekpstryka domowa zaczęła szwankować. Niedługo po malowaniu przedpokoju, wszystkie żarówki zaczęły zachowywać się dyskotekowo, a z puszki z bezpiecznikami zaczęły wydobywać się podejrzane skrzeki.

Zabieraliśmy się za rozwiązanie tego problemu bardzo długo. W końcu, zmuszony wlazłem na stołek i odkręciłem bezpieczniki. Próba wkręcenia jednego z nich z powrotem spowodowała niezłe "bum"

Najmniej miłym elementem tej już z założenia niemiłej historii, jest fakt, że bezpiecznik, który zrobił "bum" był znacznie większy od pozostałych i dostarczał elekpstrykę do większości mieszkania (poza łazienką). Wizja życia w ciemności przestraszyła mnie na tyle, że... nie zrobiłem nic.

Kiedy wróciłem do domu po obiedzie u rodziców, mój współlokator już szlifował nowe kosze na bezpieczniki, pokazując jak ciekawą formę ktoś obrał zabezpieczania mieszkania, w którym żyjemy. Ów strzelony bezpiecznik nie był wcale strzelony. Był dwa razy silniejszy niż powinien, dodatkowo z podkładką w postaci starej 20stogroszówki, która już dawno zmieniła kolor na smolistoczarną.

Nie wiem komu wpadł tak genialny pomysł, ale wiem już dlaczego. Mianowicie jeden z koszy bezpiecznikowych był zwyczajnie za duży, więc, żeby bezpiecznik stykał jak trzeba - musiał być większy... i jeszcze przedłużony jakąś podkładką. Jednak rozwiązanie to zdumiewa mnie do dzisiaj. Że jeszcze udało nam się żyjąc z czymś takim nie spłonąć...

Dodaj komentarz. Poziom: 0; Kategorie: Batalie ; 02 kwietnia 2006 17:19:04.

Przyjazność mozilli

Ostatnio mozilla wydała mi się troszkę mniej przyjazna. Chyba głównie dlatego, że nie są skorzy do rozdawania narzędzi, które promują.

Ostatnio poczułem potrzebę zrobienia czegoś dla firefoxa. Niestety - narzędzia do tworzenia modułów dla niego istnieją tylko dla windowsa i linuxa. I ani słowa o macach...
Ogarnęła mnie wściekłość. Ale jednak się da. Jedynie Gtk+ i libIDL jest potrzebny, żeby skompilować gecko SDK pod maczka. Niby proste. Ale jednak trzeba się napracować. Mnie się udało.
Jakby ktoś chciał się kiedyś w to zabawić, to pamiętajcie, że libIDL potrzebuje wskazania rodzaju platformy ręcznie (--host=powerpc). Będzie krzyczał, że mu coś nie gra, ale pójdzie dalej.
Co do kompilacji gecko SDK, to potrzeba zaciągnąć pełne źródła mozilli i skompilować je z flagą --enable-standalone-modules=xpcom. Dzięki niej nie zbudujemy całej mozilli a jedynie jej część do budowy XPCOMów. I Voila.

Dodaj komentarz. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Technikalia ; 24 marca 2006 23:04:59.