Strona główna Kontakt Jogger

Bazylowy Jogg

O makach, życiu i innych pierdołach

DISKLEJMER

Chwilowo brak disklejmera :P

-- Bazyl

Przeznaczenie

Nie ma przypadków na świecie.
Każde zdarzenie było nieuniknione.
Inaczej, przecież, by się nie zdarzyło.
To w jaki sposób czerpiemy doświadczenie z tego, co już miało miejsce jest zazwyczaj naszym sposobem na życie. Lecz bez względu jakie ono jest, brniemy w to dalej dopełniając własnego przeznaczenia.

Którego zawsze i niezmiennie jesteśmy tak samo nieświadomi.

3 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Pieprzenie ; 26 lipca 2008 05:47:16.

Bazylek w Money.pl

Tak, opublikowano tam artykuł ze szczątkowym wywiadem ze mną.
Tak, przedstawiłem swoją opinię. Swoją - nie znaczy ogółu.

Ale na miłość Boską! Proszę czytać ze zrozumieniem!
Tak. iPhone 3G, czyli nowy model iPhone nie jest żadną rewelacja! Bo jak ma być, skoro dorzucili do niego rzeczy, które konkurencja ma od dawna?

Nie. iPhone sam w sobie nie jest wynalazkiem na poziomie bomby atomowej. To po prostu garść technologii zebranych do kupy, które fajnie działają. Lubię markę Apple i sam korzystam z ich komputerów (i nie tylko) właśnie z tych powodów - bo są dobrze zrobione.
I na koniec - jestem programistą NA platformę iPhone'a. A nie programistą samego systemu operacyjnego spod marki nagryzionego jabłuszka, jak to ktoś ładnie wykopał... jeno skąd?

Sam mam problem z wystrzeganiem się pierwszych reakcji po przeczytaniu pierwszego zdania. Ale nadal będę nawoływał do tego, żeby mnie nie linczować... przynajmniej jeszcze nie ;)

A z resztą. To w końcu moja opinia. Przedstawiłem ją i podpisałem się pod nią swoim imieniem i nazwiskiem.

A biczowany jestem strasznie anonimowo i często trochę bez sensu.

Uff. Wygadałem się i jest mi lepiej.

7 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie iPhone Komercha Ogłoszenia Programowanie ; 12 lipca 2008 16:39:51.

Weekend spod znaku brytyjskiego idioty

Pomijam fakt, że muszę zapłacić 450 funtów councilowi, "bo tak". Bo ceny mieszkań w górę, więc oni też. Że zaległość z zeszłego roku. Banda fiutów.

Ale być w banku dwukrotnie, jeździć do domu, tłuc się autobusami, żeby na koniec jakaś biurwa mówiła, że zapomniała wspomnieć o braku konsultantów na dzień dzisiejszy i że ona może nas na poniedziałek...

- Proszę panią - odparłem jej uprzejmie. - W przeciwieństwie do pani, ja pracuję w normalne dni tygodnia i nawet potrafię wykonywać swój zawód. Pani wyraźnie nie. Do niezobaczenia.

I znów jestem w czarnej dupie. Już i tak muszę odprawiać ciężką gównoplastykę, żeby załatwić bankowe sprawy, bo - po raz kolejny - "bo tak". Bo system bankowy nie ma takiego klikacza do kliknięcia i trzeba to zrobić dookoła i w ogóle, to muszą mnie usunąć i dodać raz jeszcze i znów zaświadczenia, przerejestrowania.. a wszystko tylko na dwa miesiące.

Proszę mi bardzo wybaczyć, ale już ZUSowe pipy z Polski mają więcej rozumu i chęci pomocy niż ta banda ignorantów i nierobów tutaj.

Jezu, jak dobrze, że już wracam.

6 komentarzy. Poziom: 1; Kategorie: Batalie Emigracja ; 12 lipca 2008 12:44:32.

Weiderowe zmagania

Pamiętacie jeszcze jak wyglądało to na początku? Ja aż nazbyt dobrze.

Dwa (do tego oba niepełne, bom jest leń) Weidery później wygląda to tak.

Teraz już wiem z czym walczę. Jeszcze drugie tyle i będzie już dobrze. No nie? :D

3 komentarze. Poziom: 1; Kategorie: Batalie ; 09 lipca 2008 14:45:05.

Plaster dizaster

I stało się. Bazylek obudził się pewnego pięknego dnia z takim kaszlem, że powiedział - "Pora rzucić to gówno".

Plan był prosty. Najpierw pozbyć się typowych nawyków, jak palenie w pracy, czy w drodze do/z. Palić okazjonalnie, a w końcu rzucić całkiem.

Plan okazał się tylko planem. Pierwszy dzień w pracy był zwyczajnym koszmarem. Po powrocie do domu stwierdziłem, że muszę zapalić. Tom zapalił. I małom się nie udusił.

Fajki i wszystkie zapalniczki poszły w śmietnik. Zasada prosta - rzucam całkiem i to od razu! Zakupiłem wspomagacza w postaci plasterków nikotynowych i zaparłem się w sobie.

Jako człowiek o słabych nerwach i psychice miałem z tym nie lada problem. Kryzysy miewałem często. Żreć mi się chciało non-stop. Ale nie chciałem rzucać palenia kosztem mojej, już i tak nieco zbyt krągłej, figury.

Połączyłem w rezultacie jedno z drugim. Ćwicząc Weidera zakasływałem organizm i chęć na papierosa odchodzi jak ręką odjął. Dziś mija tydzień mojego niepalenia.

Przede mną jeszcze przynajmniej 3 miesiące męczarni. A potem całe życie pilnowania się.

Ale chyba warto, nie? :P

15 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Pieprzenie ; 08 lipca 2008 11:19:14.