Archiwum
- Listopad 2008 (2)
- Październik 2008 (2)
- Wrzesień 2008 (2)
- Sierpień 2008 (5)
- Lipiec 2008 (5)
- Czerwiec 2008 (3)
- Maj 2008 (1)
- Kwiecień 2008 (2)
- Marzec 2008 (3)
- Luty 2008 (9)
- Styczeń 2008 (2)
- Grudzień 2007 (2)
- Listopad 2007 (3)
- Październik 2007 (6)
- Wrzesień 2007 (8)
- Sierpień 2007 (5)
- Czerwiec 2007 (1)
- Maj 2007 (10)
- Kwiecień 2007 (5)
- Marzec 2007 (26)
- Luty 2007 (21)
- Styczeń 2007 (11)
- Grudzień 2006 (4)
- Listopad 2006 (9)
- Październik 2006 (6)
- Wrzesień 2006 (2)
- Lipiec 2006 (1)
- Czerwiec 2006 (13)
- Maj 2006 (2)
- Kwiecień 2006 (9)
- Marzec 2006 (1)
- Luty 2006 (2)
- Styczeń 2006 (17)
- Listopad 2005 (5)
- Październik 2005 (1)
- Sierpień 2005 (1)
- Lipiec 2005 (17)
- Czerwiec 2005 (2)
- Maj 2005 (4)
- Kwiecień 2005 (4)
- Marzec 2005 (7)
- Luty 2005 (20)
- Styczeń 2005 (24)
- Grudzień 2004 (21)
- Listopad 2004 (25)
- Październik 2004 (22)
- Wrzesień 2004 (38)
- Sierpień 2004 (5)
Kategorie
- Batalie (25)
- Emigracja (51)
- Komercha (4)
- Ogłoszenia (19)
- Ogólne (230)
- Opowiadacze (13)
- Pieprzenie (30)
- Podróże (23)
- Prasówka (6)
- Programowanie (42)
- Cocoa (14)
- iPhone (4)
- Mac OS X (17)
- Obj-C (12)
- Technikalia (21)
Czytam
Emigracja
Moda na migrowanie w różne części świata opanowała polską młodzież już całkowicie. Ludzie szukają swojego miejsca na ziemi, czy okazji do bardziej przyzwoitych zarobków. Jak jest faktycznie, niestety, wszyscy przekonują się już na miejscu.
Ale dlaczego nie wracają?
W sumie jest to bardzo dobre pytanie i (przynajmniej tak mi się zdaje) jestem w stanie na nie dość składnie odpowiedzieć.
Ale po kolei.
Moja przygoda zaczęła się niewiele ponad rok temu. Zmieniłem środowisko i przeprowadziłem się do Londynu, pracując niedaleko poza granicami miasta. Właśnie w ten sposób rozpocząłem niesamowitą drogę przez mękę.
Rozmawiając z wieloma innymi polskimi imigrantami na Wyspach Brytyjskich, doszliśmy wspólnie do wniosku, że miałem niespodziewanie wiele problemów z integracją. Mógłbym praktycznie stwierdzić, że wszystkie możliwe, ale skłamałbym. Nie okradziono mnie, nie pobito, ani nie mieszkałem pod mostem.
Wszystko inne się raczej przydarzyło.
Pierwszym problemem z jakim się tu Polak spotyka, to biurokracja, która - pomimo wstępnych szacunków - okazuje się nie ułatwiać, ale utrudniać niesamowitą liczbę kwestii.
Brak dowodów osobistych w tym kraju (bo to naruszenie praw człowieka, przecież!) powoduje, że podstawą identyfikacji człowieka jest adres. Adres, który w przypadku imigrantów przecież zmienia się dość często. Do tego niewiele z nas mieszka sam. Raczej dzielimi lokum z innymi, obniżając zatrważająco wysokie koszty życia w Londynie (w Londynie - poza tym miastem jest jednak nieco lepiej). Z tego tytułu zazwyczaj nie mamy potwierdzenia swojego adresu zamieszkania (wymagany tzw "utility bill", czyli rachunek za prąd, gaz, czy telefon na nasze nazwisko pod danym adresem). Innymi słowy - jesteśmy niewiarygodni. Nie możemy mieć normalnego konta bankowego, kredytu, karty kredytowej, linii debetowej, telefonu na abonament czy czegokolwiek innego. Praktycznie nie istniejemy!
Z czasem się to zmienia, znajdujemy sposoby, by to zdobywać, ale jest to niesłychanie skomplikowane i często niewygodne.
Kolejnym kulturowo-biurokratycznym murem jest idea. Idea, którą zaszczepili w Polakach Amerykanie, a która tutaj nie istnieje w ogóle. "Klient nasz pan" tutaj nie istnieje. Nie mogliśmy dostarczyć paczki, bo (z jakiegoś dziwnego powodu) o 11.30 rano nikogo nie było w domu! Trudno. Lepiej sobie odbierz sobie ją od nas sam z depo odległego tylko o 10 kilometrów od Twojego domu. Do godziny 18stej. Jak tego nie zrobisz, to paczka wróci do nadawcy. A jeśli to były jakieś Twoje zakupy to licz się z tym, że kasy za dany przedmiot nie odzyskasz w całości. Najprawdop0odobniej w ogóle nie odzyskasz, a jeśli to pewnie po 6-10 miesiącach.
Normalka.
Frustracja we mnie rosła z każdą chwilą, ale tutaj inaczej się nie da. Mieszkam w nowym budynku, więc mój kod pocztowy nie jest we wszystkich bazach danych. Więc nie istnieję. Nie mogę czegoś kupić, czy założyć konta, czy zamówić. Mnie tam nie ma! A jeśli firma dowozowa np Cię nie znajdzie (nie wie gdzie to jest) to nawet Ci o tym nie powiedzą. Przecież zostawili Ci awizo! Już trzecie z rzędu. Ciekawe jak, skoro nigdy tu nie dojechali.
Mieszkaniówka? Koszmar. Większośc ludzi przyzwyczajona jest do domków. Domków, w których pokoje i korytarze uwierają w biodra, na ogródku pięknie rośnie chwast nawożony brudnymi pieluchami i kupami Twojego psa. Psa, którego oczywiście nie masz prawa posiadać, bo jeśli chatę wynajmujesz, to Landlord (właściciel mieszkania) nigdy w życiu się na niego nie zgodzi. No Pets i No Children widnieje na 99.9% ogłoszeń wynajmu mieszkania.
W Polsce podatek drogowy płacimy w paliwie. Tutaj - osobno. W Polsce, często musimy stać w okienkach i załatwiać swoje sprawy. Tutaj robi się to pocztą, która się gubi akurat wtedy, kiedy nadaliście wymagany paszport do urzędu.
Royal Mail (odpowiednik Poczty Polskiej) ostatnio został ukarany za zgubienie i/lub zniszczenie 14 MILIONÓW paczek w roku 2005!
Ostatnio dostałem umowę do nowej pracy w połowie spaloną.
Jakim cudem im się to udało - nie wiem. Pewnie odpalali sobie od mojej umowy lufki. Bo trawę jarają tu chyba wszyscy. Na każdej dyskotece dostaniecie dowolny narkotyk, który jest Wam niemalże wpychany do gardła, a w sklepach bez problemu kupi się tańsze papierosy z przemytu.
Tak poza tym, to przestępczości nie ma. Tylko w ostatnich 4rech miesiącach zastrzelona lub zadźgano jedynie 17stu nastolatków. Dorosłych nie liczę, a marichuanę, ecstasy, czy kokainę łatwiej kupić niż polski chleb.
Czasem coś wybuchnie, a czasem nie zdąży, bo policja odholuje samochód pułłapkę za złe parkowanie.
Policja nie nosi broni palnej. W ogóle. Broni tutaj nie ma nikt poza złodziejami i gangsterami, ale rewolwer możesz kupić w pół godziny za 35 funtów.
Rośnie nieprawdopodobnie liczba gwałtów. Wszyscy z tego powodu płaczą. Choć prawda jest taka, że wg statystyk jedynie 5% zgłoszeń jest prawdziwym gwałtem. W pozostałych przypadkach to laska po prostu upiła się do nieprzytomności, rozłożyła nogi, a rano obudziła się z potwornym bólem głowy obok kogoś kogo nie zna i jest obrzydliwy. Więc zgłasza gwałt. Facet idzie siedzieć, bo poderwał laskę w barze i to właśnie ona się do niego przystawiała, a nie na odwrót.
I tu dochodzimy do kolejnego elementu. W tym kraju przede wszystkim się bawi. Wydaje się pieniądze, których się nie ma, dzięki temu długi osób indywidualnych sięgają kwot 17-19 miliardów funtów. Chodzi się na dyskoteki, pije po barach, bzyka wszystko jak leci zbierając przy tym całkiem pokaźny wahlarz chorób wenerycznych. Aktualnie króluje chlamydia. HIV na szczęście mniej. Ludzie z AIDS zazwyczaj się tutaj wieszają albo strzelają sobie w łeb, więc za szybko się to nie rozprzestrzenia.
Pytanie pozostaje: po co tu przyjeżdżamy... i dlaczego zostajemy?
Ja zostaję, bo... właśnie zmieniłem pracę i mam rachunki do spłacenia, kontrakty na telefony, czy telewizję satelitarną. A potem raczej wrócę. Bo nic mnie tu nie trzyma.
Moi znajomi czasem myślą jak ja, a czasem inaczej.
- Bo tam (w Polsce) jest szaro
- Bo tam jest nudno
- Bo tam nie ma pracy
- Bo wszyscy inni już wyjechali
- Bo tam tyle nie zarobię
Zdaje się, że mam chyba troszkę inną definicję życia. I nie lubię kraju, gdzie moim największym wrogiem jest drugi Polak (straciłem przez takich ludzi mnóstwo pieniędzy i kupę nerwów), gdzie lokalni nie koniecznie pomagają (oblewając mnie piwem z przejeżdżającego samochodu), gdzie wiecznie pada, a żeby wyjść na fajną imprezę muszę wydać fortunę, której nie mam.
Cachotterie
:) Bazyl, jesteś niewiarygodny ;) Jak czasem czytam te wszystkie Twoje problemy to aż wierzyć mi się nie chce, w końcu też mieszkam w Londynie… Czasem jest wkurzająco, prawda, ale… gdzie nie jest? Jak to mawiają, wszędzie dobrze gdzie nas nie ma…
Uśmiechnij się do życia, do tego miasta, one się uśmiechną do Ciebie. A jak nie, to kopa im w zadek, a nie narzekać ;)
bazyl
Taki mam plan, Casho. Tylko pokończą mi się umowy i spierdzielam z tego debilowa. Czem prędzej.
Cachotterie
Dokąd?
bazyl
Do Polski, do biedy. Do innego idiotyzmu. Ale przynajmniej swojego.
Cachotterie
Uważaj, bo tam Tusek szykuje drugą Irlandię ;)))
bazyl
Zbędna złośliwość. Tam nic się nie zmienia. Ale przynajmniej tamten kraj znam. Poza tym jest milion innych powodów. Wolniejsze życie, znajomi. Środowisko które znam i w którym się znajduję.
Sztuczności brytoli i dwulicowości polskich imigrantów nie mogę już znieść.
Owszem, są wyjątki, ale to – jak nazwa wskazuje – wyjątki.
Cachotterie
To nie była złośliwość.
Ja tam mimo wszystko wierzę, że coś się w Polsce wreszcie zmieni, tym razem na lepsze (choć punkt widzenia zależy od punktu siedzenia).
Z wolniejszym życiem i środowiskiem to masz pełną rację – ale jak zawsze, coś za coś. Paradoksalnie, mimo gwaru i pędu Londynu, pewniej i spokojniej czuję się tutaj niż w Polsce. Choć może to być też spowodowane tym, że tu mam tylko pracę, a w Polsce to były też studia, niezbyt lekkie zresztą. Tutejsza przestępczość mnnie rozwala… Londyn to tylko przystanek również dla nas.
Ja to po prostu lubię w dyskusjach z Tobą robić za adwokata diabła ;) Pamiętam po prostu, że nic nie jest czarne czy białe.
Jarek
Bazyl,
Ja jestem jedną z tych osób które mają jednak nieco inne odczucia niż Ty odnośnie pobytu w UK. Prawdą jest że w UK są problemy. Parcelforce działa tragicznie. Bez potwierdzenia adresu nie możesz mieć kilku rzeczy, ale zwróc uwagę na to, że niespecjalnie się wysilając jesteś w stanie znaleźć podobne problemy w Polsce.
Przykład?
TPSA. Moi rodzice od mniej więcej miesiąca mają wreszcie dostęp do internetu. Zgadnij kiedy zaczęli to załatwiać? Początkiem lipca. Sprawa była bardzo prosta – mieli dwa numery telefonu w dwóch różnych lokalizacjach w tym samym mieście i chcieli je zamienić miejscami, po czym z jednego zrezygnować, a na drugiej linii założyć neostradę. Efekt? TPSA podliczyła, że potrzebuje następująca ilość czasu na załatwienie sprawy:
- miesiąc na odłączenie telefonu A – miesiąc na odłączenie telefonu B – miesiąc na podłączenie telefonu B w miejscu A – miesiąc na neostradę.
I wiesz co? Tepsa była całkowicie oporna na próby negocjacji terminu. A przecież pierwsze trzy punktu to upierzenie jednego kabla w centrali i przełożenie drugiego z jednej dziury do drugiej. Widać w świecie TPSA potrzeba na to 3 miesięcy. I co ciekawsze – nie wyrobili się w tym czasie. Mieli jeszcze tydzień spóźnienia.
Po całym zamieszaniu wyszło na jaw, że sąsiad chciał zrobić podobny numer jakiś czas temu. I jemu załatwili szybciej, bo dał w łapę 2000zł jakiemuś pionkowi w Tepsie.
Dalej sądzisz, że w Polsce jest tak dużo lepiej?
Poza tym jest kupe innych kwiatków. Moja ciotka, bardzo miła i na poziomie osoba, pani doktor nota bene, ostatnio przychodzi do Urzędu Miasta w Andrychowie spytać o coś. Siedząca tam biurwa rozmawiała z nią siedząc bokiem, żrąc drożdżówkę i zapijając herbatą. Była oczywiście przy tym bardzo niemiła, bo ktoś śmie jej przeszkadzać w nic nierobieniu. To jest właśnie Polskie rozumienie „Klient nasz Pan”. Dobrze że jeszcze nie wyciskała sobie pryszczy na ryju przy klientach.
Podsumowując, uważam, że w każdym kraju będziesz mieć zestaw plusów i minusów. Dzięki temu, że możemy mieszkać i pracować w niemalże dowolnym kraju Europy to mamy możliwość wyboru. I sądzę że ci którym się coś chce i mają ochotę na jakieś zmiany w swoim życiu powinni wybrać sobie taki kraj i zwiazane z nim upierdliwości jak i pozytywne rzeczy, żeby mu było z nimi jak najlepiej. Polska też nie jest wspaniała. I ja tam na razie nie wracam na stałe. Na razie jest to dla mnie fajny kraj żeby wpaść raz na dwa miesiące zaimprezować i zobaczyć się z rodziną i znajomymi. Ale pracować tam? Nie, dziękuję.
Hoppke
@Bazyl: Wydaje mi się, że po prostu jesteś bardzo przywiązany do kraju i nigdzie indziej nie będzie Ci lepiej – bo Polska jest tylko jedna.
Np. przesyłki – jasne, że kurierzy działają na kretyńskich zasadach. I dlatego wszystkie zakupy zamawiam do firmy. Meble zamawialiśmy z dostawą w sobotę.
Landlord nie zezwala na dzieci/koty? A ja powiem, że w Poznaniu większość sensownych mieszkań (w tym i te, które wynajmowaliśmy) ma adnotację „żadnych STUDENTÓW” (i jakoś nikt nie marudzi). Co i za ile chcesz wynająć? To tak naprawdę decyduje o „wolności lokatorskiej”, a nie kraj.
System bezdowodowy jest niezbyt przyjazny dla imigrantów, ale z drugiej strony czy byłeś kiedykolwiek imigrantem w Polsce i masz porównanie? No właśnie. Wiadomo, że jako imigrant nie będziesz miał tak łatwo, jak poddany Królowej.
Ale przecież w Polsce też żaden Ukrainiec nie będzie miał tak łatwo, jak Ty.
Ludzie masowo żyją na kredyt? Żyją by się bawić?
Nie mów, że Cię to kłuje w oczy…
A mi tu tak NAPRAWDĘ przeszkadza tylko przestępczość. I z jej powodu nie chciałbym spędzić tu zbyt wielu lat.
Cała reszta to IMO kwestia podejścia. Niektóre rzeczy są tu lepsze, inne gorsze. Moim zdaniem większość emigrantów, jak sobie zrobi rachunek plusów i minusów, to wychodzi jednak na plus. I dlatego zostają.
Nie mówisz w ogóle o plusach życia tu… To ja podam parę przykładów z mojego podwórka: na wynajmowanym mieszkaniu telefon jest na nasze nazwisko i żeby zmienić abonament nie musimy dzwonić do właścicielki i prosić jej, by wysłała odpowiednie pismo do operatora (jak to było w Poznaniu).
Plusem IMO jest też to, że aby stanąć z nosem 20cm od „Słoneczników” Van Gogha nie musiałem wydać ani jednego funta. Bo galeria jest darmowa.
Plusem jest też paypal, albo śmiesznie tani ebayowy import rzeczy z Chin, albo tanie płyty z muzyką czy książki, albo łatwy dostęp do przeróżnego jedzenia z kuchni całego świata.
Plusem było też trywialnie proste podłączenie internetu w wynajmowanym mieszkaniu – w Polsce provider wymagał ode mnie pisemnej zgody właścicielki mieszkania.
bazyl
Hehs. A wiesz, że te tanie płyty z Chin są nielegalne i za fakt ich posiadania możesz pójść siedzieć?
I że np. jeśli sam jesteś właścicielem mieszkania, lokator Ci nie płaci to nie masz prawa go wyrzucić z TWOJEGO domu?
Co kraj to obyczaj.
A co do imprez – okej, rozumiem. Ja bawić się nie umiem – to jest fakt. Ale też mnie nie stać na wydawanie takich fortun. 20 funtów sama wejściówka, a bramkarz i tak może Cię nie wpuścić (może wyglądam jak morderca). Koszmar.
Cachotterie
Wracając na moment jeszcze do przesyłek – ja na początku też się irytowałam. A potem sobie przypomniałam, że w Polsce wszystko zamawiałam do domu rodzinnego, gdzie praktycznie cały dzień była mama. A i tak zdarzały mi się sytuacje, że kurier umawiał się na 13, o 14 jeszcze go nie było i dzwoniłam żeby się dowiedzieć, że pojawi się o 16. Kiedyś kurier mi w ogóle nie przyjechał – bo „nie zdążył”, było to przed świętami, w paczce był prezent, dobrze że miałam autko i mogłam sobie osobiście pojechać – bagatelka – 30 km pod Poznań zeby odebrać...
Bazyl, pomyśl uczciwie – jak odbierałeś przesyłki w Polsce i czy przez przypadek nie porównujesz tak jak ja na początku – niesprawiedliwie?
Tutaj zamawiam do firmy, nie mam z odbiorem żadnych problemów. Był jeden wyjątek – kiedy sklep nadając paczkę nie podał nazwy mojej firmy (mimo że wypełniłam w formularzu), a że jest ich kilka w jednym budynku, to kurier nie trafił. I wiesz co? Nie wiedząc o tym i klnąc pod niebiosa na kuriera, zamówiłam „redelivery” z komórki , a że kurier wciąż nie miał nazwy firmy (bo i skąd) to do mnie na tą komórkę po prostu zadzwonił, jak był pod budynkiem. Według tego co o nich tu opowiadasz, powinien sprawę olać.
A co imprezowania… tak samo tu, jak i w Polsce, moim bardzo skromnym zdaniem, najfajniejsze i tak są imprezy domowe :)
bazyl
Przynajmniej zostawiali awizo. Tutaj nawet tego nie zawsze potrafia zrobic.
Co do imprez domowych – trzeba mieć znajomych.
bazyl
A – dzwonić? Nigdy w życiu! Np teraz mam zepsuty domofon. Pewnie nie będzie działał jeszcze z 2 tygodnie (ostatnim razem tak było, jak się zepsuł). Facet więc nie mógł do nas zadzwonić. Wszedł więc do bramy (nie wiem za bardzo jak) i zostawił awizo w skrzynce (jako jeden z nielicznych), ale na pierwsze piętro już się nie pofatygował. Jak próbowałem złożyć reklamację, dowiedziałem się, że wg regulaminu (którego nie ma nawet na ich stronie) nie mają obowiązku WNOSIĆ paczki na piętro. A jeśli jest tzw. secure entry (czyli domofon) to mają nawet obowiązek tylko zostawić awizo.
Kumpel za to przyłapał (anglik) listonosza jak wrzucał mu awizo do skrzynki, nie posiadając nawet paczki na stanie (paczką był list polecony, więc nie za cieżki)
Cachotterie
Żeby zostawić awizo, musieliby wiedzieć gdzie, a jak już napisałam, gościu nie mógł trafić. Od tego mam główkę – napisałam maila do sklepu, dostałam numer przewozowy, sprawdziłam sobie na stronie przewoźnika że przesyłka „undelivered”, zamówiłam ponowną dostawę. To naprawdę nie takie trudne. ;)
BTW, przeklinaj Parcelforce’a, ale jakoś tutaj przynajmniej możesz sprawdzić co się dzieje z Twoją przesyłką z netu (sprawdziliśmy na Liveboksie – system działał, odebraliśmy bez problemu z poczty), a w Poczcie Polskiej? Wesołych świąt…
Hoppke
Mówiąc o płytach miałem na myśli Amazon.co.uk. Płyty są tam tanie (kosztują mniej-więcej tyle, co w Polsce – tak samo jak książki) i absolutnie legalne.
Wywalenie niepłacącego lokatora trwa przynajmniej pół roku, ale dlatego też przy wynajmowaniu mieszkania zwykło wymagać się od lokatora kaucji i sprawdzać jego wiarygodność (często z żyrantem).
To trochę jak okres wypowiedzenia w pracy – działa w obie strony. To nie jest IMO żaden problem. Problemem mieszkaniowym jest za to regulowanie squatów, ale to NIE MÓJ PROBLEM, tak samo jak np. nie jest moim problemem kłopot posiadania apteki w Polsce.
20 funtów za wejściówkę to drogo? W Warszawie wejściówki „tanie” zaczynają się koło 20zł. I też bramkarz może powiedzieć, że nie wejdziesz. Ba, kluby z najbardziej chamską selekcją uchodzą w Wawie za najbardziej „ekskluzywne”.
A gdy przeliczysz wejściówkę na godziny pracy po stawce minimalnej to okaże się, że na wejście do klubu w Londynie musisz pracować krócej niż na wejście do klubu w Warszawie. A jak weźmiesz poprawkę na to, że Wawa to takie miasto gdzieś we wschodniej Europie, a Londyn to jedna ze światowych metropolii, to już w ogóle…
PS: Mi w Zielonej Górze listonosz potrafił awizo zwinąć w rulonik i wepchnąć w szparę obudowy domofonu. A awiza typu „nie zastałem nikogo w lokalu” (podczas gdy cały dzień pracowałem przy komputerze w domu) to standard. Listonosze w UK to takie samo ścierwo jak i w Polsce.
bazyl
Byłem zmuszony do korzystania z Parcel FARSE, Royal Mail, Home Delivery Network, Business Parcels i paru innych. Prywaciarze sa jeszcze gorsi!
rat
nie starajac sie jakos specjalnie bronic wielkiej brytwanii, ale w .pl to Ci policja do chaty wejdzie zeby zajzec w Twoje plyty, jesli Cie sasiad nie lubi (http://di.com.pl/archiwum/16788.html) a do klubu z czyms wiecej niz tylko stolikami, to tez w poznaniu czy w-wiu bez 20 p nie wejdziesz (weekend, wejsciowka na mecz (telebim) w klubie w poznaniu – 150zl), o bramce nie wspominajac. Jesli chodzi o wspolokatorow, to najlepiej dziala odciecie wody i pradu – przyspiesza wyprowadzke.
rat
swoja droga zlozony zostalem http://biznes.onet.pl/0,1644292,wiadomosci.html. kawa w .pl okazuje sie raczej byc dobrem luksusowym (jak w moskwie, ktora ma najwyzsze ceny espresso na swiecie). ceny niemieckie .pl minela juz dawno.
bazyl
@rat: prąd i woda się same odcinają, bo rachunki są na lokatorów ;] Przynajmniej w teorii, bo w praktyce też nikt tego nie robi. Stąd popularność Squatowania ;]
LarryN
Jak czytam takie teksty to się zastanwiam, czy aby na pewno mieszkam w tym samym kraju.
Tomek
Londyn jest przereklamowany, zwlaszcza wsrod Polakow. Ostatnio szukalem firmy typu Zenek & Bus Coropration zeby mi przewiozla paczke. Wszystkie, doslownie wszystkie, woza miedzy Polska a Londynem. Jest to tak oczywiste, ze nikt nawet nie zauwaza dysproporcji pomiedzy koncami trasy. IMO zbyt duze stezenie rodakow powoduje, ze problemy, ktorych prawie nie spotykam na swojej prowincji, dla Ciebie moga byc codzienna rutyna. No ale caly Bristol to raptem 700 tys. W Londku samych Polakow jest pewnie wiecej ;)
Pozdrawiam,
Tomek
Tomek
Acha, nie wracam. Nie wiem, czy nigdy. Na razie nie mam w planach. I nie wiem, czy tu zostane. Jest tyle ciekawych miejsc na swiecie a ja nie mam pojecia czy nie bedzie mi sie zylo lepiej, poki nie sprobuje :)
Hoppke
Podobno (statystycznie) większość Polaków na wyspach pracuje jednak w mniejszych miastach. Fizycznie, przy robieniu jakichś sałatek czy innych takich. W stolicach jest większa koncentracja, ale ogólnie to mniejszość wszystkich wyemigrowanych rodaków. Ponoć.
Inna sprawa, że trzeba mieć dobre powody by żyć w Londynie. Tak samo jak w Polsce trzeba mieć IMO dobre powody by chcieć żyć w Warszawie (brr).
Są plusy i minusy. W Bristolu byłoby mi pewnie dużo trudniej znaleźć równie atrakcyjną ofertę pracy i musiałbym iść na więcej kompromisów, albo dłużej szukać. No i ten pofałdowany teren… ;)
Londyn jest świetny na początek (przynajmniej dla niektórych zawodów), żeby złapać grunt pod nogami w UK. Potem można się przenieść do mniejszego miasta (miałem taki plan kiedyś), albo wyemigrować do innego państwa (taki plan mam teraz :)
Tomek
Oj tak. Kiedys wydalwalo mi sie ze mam dobre powody, zeby zyc w Warszawie. Dobra praca, wieksza kasa, mnostwo ciekawych ofert (na wszelki aczkolwiek). Po niecalym roku codzienne upierdliwosci „solycy” przewazyly nad korzysciami i wrocilem do Wrocka.
@Bazyl: zdaje sie, masz to samo :) Mnie sie udalo popracowac dobre 2 lata zdalnie, zanim wyladowalem w Siemensie, pardon, w Rinfie ;) Praca w domku, we Wrocku, za warszawskie stawki, ale za cene mnostwa wyjazdow, srednio raz na tydzien-dwa. Moze taki model Ci podpasuje?
Ociec
Jesteś synek okropnym malkontentem. Przesadnych wyrzutów robić Ci jednak nie będę, bo sam, tu i ówdzie, określany jestem mianem marudy. Wygląda zatem na to, że ponoszę część winy za Twój nienajlepszy nastrój. Dodam jednak, że powoływanie Cię do życia dało mi mnóstwo radości ;)
Kasia Rogowska
A ja Cię bazyl doskonale rozumiem. Spędziłam w Szkocji rok i z ulgą wracałam do Polski. Mimo całego piękna przyrody, mimo wielu ułatwień. Nie będę wypisywać tu po raz kolejny wszystkich minusów i plusów, ale uważam, że Polska ma coś takiego w sobie, co stawia ją dużo wyżej nad innymi krajami.
Ta mentalność podobna do mojej, to myślenie podobnego do mojego. Świat, w którym się wychowałam, i który daje mi poczucie bezpieczeństwa. Pewnie, że nie jest idealnie. Ale jest dobrze. I na pewno nie chciałabym, aby moje dzieci wychowywały się gdzieś indziej.
Smuggi
Bazyl. Alez Ty maruda :) To takie polskie :)
Na szczescie nie jestes skazany na Londyn. Ja juz Ci kiedys pisalem – jestem w Londynie od czerwca zeszlego roku, wczesniej przyjezdzalem na 2-3 miesiace na kontrakty. Mam same pozytywne doswiadczenia (nie tak jak Ty – naprawde masz pecha) – na jakie mozna liczyc w tak duzym molochu jakim jest Londyn (gdzienigdzie syf – ale to 9mln ludzi nie ma szans by bylo czysto). Osobiscie lubie male miesciny, ale nie marudze, bo GLUPOTA jest oczekiwac, ze duza metropolia bedzie taka jak wiejska, sielska posiadlosc, gdzie listonosz zna Cie osobiscie ;-), gdzie kazdy zna kazdego itd. itd..
Ja tam chwilowo zostaje, pozniej przenosze sie na poludnie Francji lub Hiszpania. CIeplo, milo i przyjemnie…. Ja nie wiedze sensu powrotu do kraju.. A dlaczego, moze kiedys napisze na blogu…. Pamietaj Bazyl, ze wszystko wydaje sie inne jak patrzysz z pewnej pespektywy. Kazdy kraj ma swoje idiotyzmy… Nie ma rzeczy idealnych.
Pozdro


