Archiwum
- Sierpień 2008 (4)
- Lipiec 2008 (5)
- Czerwiec 2008 (3)
- Maj 2008 (1)
- Kwiecień 2008 (2)
- Marzec 2008 (3)
- Luty 2008 (9)
- Styczeń 2008 (2)
- Grudzień 2007 (2)
- Listopad 2007 (3)
- Październik 2007 (6)
- Wrzesień 2007 (8)
- Sierpień 2007 (5)
- Czerwiec 2007 (1)
- Maj 2007 (10)
- Kwiecień 2007 (5)
- Marzec 2007 (26)
- Luty 2007 (21)
- Styczeń 2007 (11)
- Grudzień 2006 (4)
- Listopad 2006 (9)
- Październik 2006 (6)
- Wrzesień 2006 (2)
- Lipiec 2006 (1)
- Czerwiec 2006 (13)
- Maj 2006 (2)
- Kwiecień 2006 (9)
- Marzec 2006 (1)
- Luty 2006 (2)
- Styczeń 2006 (17)
- Listopad 2005 (5)
- Październik 2005 (1)
- Sierpień 2005 (1)
- Lipiec 2005 (17)
- Czerwiec 2005 (2)
- Maj 2005 (4)
- Kwiecień 2005 (4)
- Marzec 2005 (7)
- Luty 2005 (20)
- Styczeń 2005 (24)
- Grudzień 2004 (21)
- Listopad 2004 (25)
- Październik 2004 (22)
- Wrzesień 2004 (38)
- Sierpień 2004 (5)
Kategorie
- Batalie (23)
- Emigracja (50)
- Komercha (4)
- Ogłoszenia (19)
- Ogólne (229)
- Opowiadacze (13)
- Pieprzenie (29)
- Podróże (23)
- Prasówka (6)
- Programowanie (39)
- Cocoa (14)
- iPhone (2)
- Mac OS X (17)
- Obj-C (12)
- Technikalia (21)
Czytam
Londoner
Od poniedziałku jeżdżę do centrum miasta, a nie w drugą stronę. Cisnę się w metrze dojeżdżając pod samego Ogóra. Cisnę się wąskimi uliczkami, mijając setki panów w garniturach, gadających przez komórkę i pań w spódnicach i garsonkach, poginających na obcasach.
Czuć ruch. Widać, że dużo się dzieje. Ludzie się ciągle gdzieś spieszą, robotnicy budowlani wciąż coś zmieniają, a ulice zalewa wieczny korek.
Oto London City.
Serce Wielkiej Brytanii.
Tutaj teraz pracuję.
I na razie mi się podoba.
Emigracja
Moda na migrowanie w różne części świata opanowała polską młodzież już całkowicie. Ludzie szukają swojego miejsca na ziemi, czy okazji do bardziej przyzwoitych zarobków. Jak jest faktycznie, niestety, wszyscy przekonują się już na miejscu.
Ale dlaczego nie wracają?
W sumie jest to bardzo dobre pytanie i (przynajmniej tak mi się zdaje) jestem w stanie na nie dość składnie odpowiedzieć.
Ale po kolei.
Moja przygoda zaczęła się niewiele ponad rok temu. Zmieniłem środowisko i przeprowadziłem się do Londynu, pracując niedaleko poza granicami miasta. Właśnie w ten sposób rozpocząłem niesamowitą drogę przez mękę.
Rozmawiając z wieloma innymi polskimi imigrantami na Wyspach Brytyjskich, doszliśmy wspólnie do wniosku, że miałem niespodziewanie wiele problemów z integracją. Mógłbym praktycznie stwierdzić, że wszystkie możliwe, ale skłamałbym. Nie okradziono mnie, nie pobito, ani nie mieszkałem pod mostem.
Wszystko inne się raczej przydarzyło.
Pierwszym problemem z jakim się tu Polak spotyka, to biurokracja, która - pomimo wstępnych szacunków - okazuje się nie ułatwiać, ale utrudniać niesamowitą liczbę kwestii.
Brak dowodów osobistych w tym kraju (bo to naruszenie praw człowieka, przecież!) powoduje, że podstawą identyfikacji człowieka jest adres. Adres, który w przypadku imigrantów przecież zmienia się dość często. Do tego niewiele z nas mieszka sam. Raczej dzielimi lokum z innymi, obniżając zatrważająco wysokie koszty życia w Londynie (w Londynie - poza tym miastem jest jednak nieco lepiej). Z tego tytułu zazwyczaj nie mamy potwierdzenia swojego adresu zamieszkania (wymagany tzw "utility bill", czyli rachunek za prąd, gaz, czy telefon na nasze nazwisko pod danym adresem). Innymi słowy - jesteśmy niewiarygodni. Nie możemy mieć normalnego konta bankowego, kredytu, karty kredytowej, linii debetowej, telefonu na abonament czy czegokolwiek innego. Praktycznie nie istniejemy!
Z czasem się to zmienia, znajdujemy sposoby, by to zdobywać, ale jest to niesłychanie skomplikowane i często niewygodne.
Kolejnym kulturowo-biurokratycznym murem jest idea. Idea, którą zaszczepili w Polakach Amerykanie, a która tutaj nie istnieje w ogóle. "Klient nasz pan" tutaj nie istnieje. Nie mogliśmy dostarczyć paczki, bo (z jakiegoś dziwnego powodu) o 11.30 rano nikogo nie było w domu! Trudno. Lepiej sobie odbierz sobie ją od nas sam z depo odległego tylko o 10 kilometrów od Twojego domu. Do godziny 18stej. Jak tego nie zrobisz, to paczka wróci do nadawcy. A jeśli to były jakieś Twoje zakupy to licz się z tym, że kasy za dany przedmiot nie odzyskasz w całości. Najprawdop0odobniej w ogóle nie odzyskasz, a jeśli to pewnie po 6-10 miesiącach.
Normalka.
Frustracja we mnie rosła z każdą chwilą, ale tutaj inaczej się nie da. Mieszkam w nowym budynku, więc mój kod pocztowy nie jest we wszystkich bazach danych. Więc nie istnieję. Nie mogę czegoś kupić, czy założyć konta, czy zamówić. Mnie tam nie ma! A jeśli firma dowozowa np Cię nie znajdzie (nie wie gdzie to jest) to nawet Ci o tym nie powiedzą. Przecież zostawili Ci awizo! Już trzecie z rzędu. Ciekawe jak, skoro nigdy tu nie dojechali.
Mieszkaniówka? Koszmar. Większośc ludzi przyzwyczajona jest do domków. Domków, w których pokoje i korytarze uwierają w biodra, na ogródku pięknie rośnie chwast nawożony brudnymi pieluchami i kupami Twojego psa. Psa, którego oczywiście nie masz prawa posiadać, bo jeśli chatę wynajmujesz, to Landlord (właściciel mieszkania) nigdy w życiu się na niego nie zgodzi. No Pets i No Children widnieje na 99.9% ogłoszeń wynajmu mieszkania.
W Polsce podatek drogowy płacimy w paliwie. Tutaj - osobno. W Polsce, często musimy stać w okienkach i załatwiać swoje sprawy. Tutaj robi się to pocztą, która się gubi akurat wtedy, kiedy nadaliście wymagany paszport do urzędu.
Royal Mail (odpowiednik Poczty Polskiej) ostatnio został ukarany za zgubienie i/lub zniszczenie 14 MILIONÓW paczek w roku 2005!
Ostatnio dostałem umowę do nowej pracy w połowie spaloną.
Jakim cudem im się to udało - nie wiem. Pewnie odpalali sobie od mojej umowy lufki. Bo trawę jarają tu chyba wszyscy. Na każdej dyskotece dostaniecie dowolny narkotyk, który jest Wam niemalże wpychany do gardła, a w sklepach bez problemu kupi się tańsze papierosy z przemytu.
Tak poza tym, to przestępczości nie ma. Tylko w ostatnich 4rech miesiącach zastrzelona lub zadźgano jedynie 17stu nastolatków. Dorosłych nie liczę, a marichuanę, ecstasy, czy kokainę łatwiej kupić niż polski chleb.
Czasem coś wybuchnie, a czasem nie zdąży, bo policja odholuje samochód pułłapkę za złe parkowanie.
Policja nie nosi broni palnej. W ogóle. Broni tutaj nie ma nikt poza złodziejami i gangsterami, ale rewolwer możesz kupić w pół godziny za 35 funtów.
Rośnie nieprawdopodobnie liczba gwałtów. Wszyscy z tego powodu płaczą. Choć prawda jest taka, że wg statystyk jedynie 5% zgłoszeń jest prawdziwym gwałtem. W pozostałych przypadkach to laska po prostu upiła się do nieprzytomności, rozłożyła nogi, a rano obudziła się z potwornym bólem głowy obok kogoś kogo nie zna i jest obrzydliwy. Więc zgłasza gwałt. Facet idzie siedzieć, bo poderwał laskę w barze i to właśnie ona się do niego przystawiała, a nie na odwrót.
I tu dochodzimy do kolejnego elementu. W tym kraju przede wszystkim się bawi. Wydaje się pieniądze, których się nie ma, dzięki temu długi osób indywidualnych sięgają kwot 17-19 miliardów funtów. Chodzi się na dyskoteki, pije po barach, bzyka wszystko jak leci zbierając przy tym całkiem pokaźny wahlarz chorób wenerycznych. Aktualnie króluje chlamydia. HIV na szczęście mniej. Ludzie z AIDS zazwyczaj się tutaj wieszają albo strzelają sobie w łeb, więc za szybko się to nie rozprzestrzenia.
Pytanie pozostaje: po co tu przyjeżdżamy... i dlaczego zostajemy?
Ja zostaję, bo... właśnie zmieniłem pracę i mam rachunki do spłacenia, kontrakty na telefony, czy telewizję satelitarną. A potem raczej wrócę. Bo nic mnie tu nie trzyma.
Moi znajomi czasem myślą jak ja, a czasem inaczej.
- Bo tam (w Polsce) jest szaro
- Bo tam jest nudno
- Bo tam nie ma pracy
- Bo wszyscy inni już wyjechali
- Bo tam tyle nie zarobię
Zdaje się, że mam chyba troszkę inną definicję życia. I nie lubię kraju, gdzie moim największym wrogiem jest drugi Polak (straciłem przez takich ludzi mnóstwo pieniędzy i kupę nerwów), gdzie lokalni nie koniecznie pomagają (oblewając mnie piwem z przejeżdżającego samochodu), gdzie wiecznie pada, a żeby wyjść na fajną imprezę muszę wydać fortunę, której nie mam.
Wyniki wygłupów
No dobra. Byłem, wystąpiłem, a co gorsza - poszło na żywo.
Wszystkie błędy wyszły od razu. Powiedziałem nie to co chciałem i nie JAK chciałem. No ale cóż. Obiecałem, więc wystawiam. Miłego wyśmiewania ;]


