Archiwum
- Listopad 2008 (2)
- Październik 2008 (2)
- Wrzesień 2008 (2)
- Sierpień 2008 (5)
- Lipiec 2008 (5)
- Czerwiec 2008 (3)
- Maj 2008 (1)
- Kwiecień 2008 (2)
- Marzec 2008 (3)
- Luty 2008 (9)
- Styczeń 2008 (2)
- Grudzień 2007 (2)
- Listopad 2007 (3)
- Październik 2007 (6)
- Wrzesień 2007 (8)
- Sierpień 2007 (5)
- Czerwiec 2007 (1)
- Maj 2007 (10)
- Kwiecień 2007 (5)
- Marzec 2007 (26)
- Luty 2007 (21)
- Styczeń 2007 (11)
- Grudzień 2006 (4)
- Listopad 2006 (9)
- Październik 2006 (6)
- Wrzesień 2006 (2)
- Lipiec 2006 (1)
- Czerwiec 2006 (13)
- Maj 2006 (2)
- Kwiecień 2006 (9)
- Marzec 2006 (1)
- Luty 2006 (2)
- Styczeń 2006 (17)
- Listopad 2005 (5)
- Październik 2005 (1)
- Sierpień 2005 (1)
- Lipiec 2005 (17)
- Czerwiec 2005 (2)
- Maj 2005 (4)
- Kwiecień 2005 (4)
- Marzec 2005 (7)
- Luty 2005 (20)
- Styczeń 2005 (24)
- Grudzień 2004 (21)
- Listopad 2004 (25)
- Październik 2004 (22)
- Wrzesień 2004 (38)
- Sierpień 2004 (5)
Kategorie
- Batalie (25)
- Emigracja (51)
- Komercha (4)
- Ogłoszenia (19)
- Ogólne (230)
- Opowiadacze (13)
- Pieprzenie (30)
- Podróże (23)
- Prasówka (6)
- Programowanie (42)
- Cocoa (14)
- iPhone (4)
- Mac OS X (17)
- Obj-C (12)
- Technikalia (21)
Czytam
Twarda rzeczywistość
Każdy, dosłownie każdy Polak przyjeżdżający na Wyspy prędzej czy później zderza się z twardą rzeczywistością tego świata. Zaczyna się tak zwany etap narzekania. Ja też przez to przeszedłem. A może nawet jeszcze przechodzę.
Z czasem jednak dochodzi się do słusznego wniosku, że jest to walka z wiatrakami i umartwianie się nad rzeczami, na które nie ma się wpływu.
Każda sprawa, którą próbuje się załatwić w urzędach trwa wieki. Wiecznie gubią nasze papiery, źle rozumieją nasze intencje, a my ich. Źle traktują swoich własnych klientów, poniekąd wiedząc, że biedni petenci nie mają żadnej alternatywy.
Albo mizerną.
Zderzamy się również z tym lubieżnym (w naszym rozumieniu) stylem życia. Zapijanie się niemal na śmierć, ruchanie wszystkiego co się rusza i nie ucieka na drzewo, imprezowanie do granic wytrzymałości organizmu, branie wszelkiej maści narkotyków...
Listę można by ciągnąć w nieskończoność. To sprawia, że nie czujemy się tutaj jak u siebie. Otoczeni innością nie do zaakceptowania marnujemy własne siły próbując zmieniać świat, który według nas - utonął już w dekadencji i zepsuciu.
Ale czy na pewno?
Do dziś pamiętam słowa pewnej starszej Polki twierdzącej, że tutaj po prostu lepiej się żyje. Dziwne stwierdzenie, szczególnie w tych okolicznościach. Narzekamy, ale nie chcemy wracać. Z czasem i my stajemy się tak samo "zepsuci" i "zdemoralizowani". Z początku narzekamy na ignorancję Brytyjczyków, a potem sami stajemy się ignorantami.
By zrozumieć ten mechanizm, najpierw trzeba zrozumieć co nas tak na prawdę różni.
O Polakach mówi się, że są kombinatorami. Pracowici, zapatrzeni w pieniądze, staramy się osiągnąć tyle, ile tylko się da. Marnujemy sobie życie i zdrowie starając się dotrwać do momentu, kiedy wyprawią nam wspaniały pogrzeb za pieniądze, do których udało nam się dojść. Żeby nas wspominali - "ten to dopiero miał jaja. A jaki był przedsiębiorczy, zasięrzutny i w ogóle..."
Dlaczego? Bo Polacy od zawsze mieli problem z egzystencją. Krąży nawet takie stare powiedzenie, że młodzi uważają, że pieniądze są najważniejsze w życiu, a starzy... są po prostu tego pewni. Ta mania zrobiła z nas maszyny. Stawiając czoła życiu, staramy się wiązać koniec z końcem. Dotrwać od pierwszego do pierwszego. Przeżyć. Właśnie. Przeżyć, a nie - żyć. Zawsze to było dla nas problemem. Nie potrafiliśmy korzystać z uroków życia.
A Brytyjczycy? W końcu dość drogi i bogaty kraj. A co robią jego mieszkańcy? Żyją. Na swój, osobliwy i całkowicie niezrozumiały dla nas sposób - żyją. Biorą co potrafią. Najważniejszą osobą w ich życiu są oni sami. Piją, ćpają i bzykają. Dlaczego? Bo to jest fajne i przyjemne. Bo po to się żyje, żeby z tego korzystać.
Czy my - Polacy - uważamy tak samo? Nie do końca. Bo nauczeni życiem szukamy wyzwań. To nas kręci. Chcemy się buntować, być sławni i bogaci. Jak uda nam się stanąć w końcu na nogi, staramy się zdobyć jeszcze więcej... i więcej... i więcej. I bardzo zważamy na to, co myślą i mówią o nas inni. Musimy być bardziej glamour od największych gwiazd filmowych.
To właśnie dzięki temu jesteśmy smakowitym kąskiem dla Brytyjskiej gospodarki. Wprowadzamy ruch w interesie. Korzystamy z ulg i walczymy o swoje ile tylko się da, przynosząc fortunę tutejszemu rządowi w postaci podatków.
Czy to sprawia, że jesteśmy lepsi od Brytyjczyków, którzy zwyczajnie chcą fajnie żyć?
Tego nie wiem. A Wy?
mariusz
ja uważam że lepsi to na pewno nie jesteśmy – całe życie oszczędzamy zęby coś kopic, mieć fajny dom, samochód ale nic poza tym. 0 rozrywki. Zamiast wydawać kasę na przyjemności wkładamy ja np. w dom, bo musimy mieć lepiej od sąsiada…
Emigrant
no cóż, zapominasz że ich gospodarka jest nieporównywalnie mocniejsza i stabilna od polskiej. ich po prostu STAĆ na palenie, picie i znudzenie życiem. za pensję minimalną obywatle UK może sobie w twoim rozumieniu normanie „żyć” bez większych ambicji do końca swoich lat.
polak za minimalną pensję zastanawia się jak PRZEŻYĆ. i tu jest zasadnicza różnica.
podejrzewam że gdyby podnieść w PL dochody 6-krotnie i odwiedzic taki kraj po 50 latach stabilnego rozwoju efekty błyby zbliżone.
a kombinatowrstwo, kompleksy i chorobliwa ambicja to wynik historii, katolicko-niewolniczej mentalności wpajanych kazdemu od dziecka.
duzo by tu pisać, ale PL to małe dziecko w sklepie z zabawkami które chce mieć wszystko od razu, w czasie gdy UK już ten cały sklepik ma od dawna …
Ella
Nie wiem dlaczego Polacy uważają sie za lepszych od reszty świata :( bo tak uważamy, ze jesteśmy np inteligentniejsi, no być może jesteśmy ale co z tego ? Moim zdaniem trzeba zaakceptować odmienność narodową, nauczyć się tolerować tą różnorodność, zaakceptować ją... bo jakbyśmy byli wszyscy na świecie tacy sami to byłoby strasznie nudno ;) właśnie te różnice są ciekawe.
bazyl
Anglia nie ma 6ciokrotnie wyższych pensji w stosunku do wydatków chociażby. Ale ma je zdecydowanie większe – to prawda. Są w stanie kupić za te pieniądze więcej, niż przeciętny Polak za swoją pensję. Kompleksy to chyba największy problem naszego społeczeństwa. I obawiam się, że to raczej nie zmieni się nigdy.
Riddle
Moment moment. Piszesz, jakby życie człowieka kończyło się na nim samym.
A dzieci? Pracowanie na dobrobyt rodziny? Na przyszłość? „Bo ja nie miałem, a moje dzieci będą!”?
LarryN
No tak… to ja nie jestem Polakiem :).
A tak bardziej na serio nie patrz na Anglię przez pryzmat Londynu.
U nas na wsi, to raz było głośno. Ale Łotyszce wytłumaczono, że nie tak się tutaj się żyje.
Bazyl
@Riddle: To jest właśnie to „przetrwanie” zamiast życia. Owszem – dzieci ważne i w ogóle. Ale dla siebie też trzeba coś mieć.
Cokolwiek.
Nie sądzisz?
@Larry: To nie do końca tak jest. Tam jest tak samo. W Oxfordzie też. Nie żyję Londynem. To ogólne spostrzeżenia. Pamiętaj, że ja pracuję na wiosce na ten przykład ;]
Smuggi
Oj Bazyl, Ty znowu generalizujesz…:-)
Niestety poraz kolejny nie zgadzam sie ze stawianymi przez Ciebie tezami.
Skad to Twoje zblazowanie? ;-)
Bazyl
Czy ja wiem, czy zblazowanie? To nie jest generalizacja. To statystyka ;] Spostrzeżenia i wnioski, które wyciągam po pobycie tutaj pół roku z hakiem. Wydają mi się słuszne. Zobaczymy co powiem za kolejne pół roku ;]
Smuggi
Generalizujesz Bazyli, generalizujesz:-)
„Każdy, dosłownie każdy Polak przyjeżdżający na Wyspy prędzej czy później zderza się z twardą rzeczywistością tego świata.”
a pozniej
„Z czasem jednak dochodzi się do słusznego wniosku,...”
Jestem w UK ponad 1.5 roku, wczesniej bylem w Szwecji. Nigdy nie mialem syndromu „marudy” czy tez „odrzucania/krytykowania” wszystkiego co inne. Nie wystapilo tez u mnie zjawisko „negacji wszystkiego co Polskie”. Wiem, ze sa takie osoby, ale znam tez mnostwo osob, ktore nie cierpia na taka przypadlosc. Smiem nawet twierdzic, ze im bardziej otwarty (nie zawsze to idzie w parze z wyksztalceniem) umysl, tym mniej tendecji do tych tych wszystkich zachowan, o ktorych piszesz… Tak naprawde wszedzie zycie jest takie samo, albo inaczej; wszedzie znajdziesz te same odcienie.. Bedac na emigracji zmienia sie tylko perspektywa – dostrzegasz rzeczy, ktorych na swoim podworku dostrzegac nie chciales…
I to tyle moich trzech groszy. Musialbym dluga rozprawke na ten temat napisac, a wciaz nie moge sie zebrac…
sunivva
Ciekawy mas blog.Pozdawiam Cie serdecznie.
Mysle ze po czesci wplyw na to jacy jestesmy ma podlze klturowo-religijno-polityczne (wem, ze uogolniam), ale iaczej tego nie da sie wytlumaczyc, mimo wszystko jestesmy wszyscy do siebie podobni, nasi rodzice , dziadkowie…
ptysia
Z tymi urzedami to ja sie nie zgodze. przynajmniej u nas – w Szkocji wszystko dziala jak nalezy – posylam mail do Home Office, do Councilu, Inland Ravenue – na nastepny dzien mam odpowiedz w skrzynce. Kiedy wyslalam mailem zapytanie do naszego konsulatu w Edynburgu – do dzic nie mam odpowiedzi, a minelo juz 3 miesiace. To, co czuje wyraznie kiedy rozmiawiam z urzednikami, nauczycielami i pracodawca, to szacunek. My Polacy, w wiekszosci jestesmy lepiej wyksztalceni, wyraznie widzimy mozliwosci zwiazane z pobytem na wyspach i w wiekszosci wypadkow potrafimy je wykorzystac. Zgadzam sie z tym, ze wielu rodakow uwaza sie za „lepszych”. z politowaniem payrze na te szczuple laski, co to „swieca” przechadzajac sie Princes z wyzszoscia patrzac na „grube” Szkotki i…wstyd mi. Bo nie jestesmy u siebie i trzeba umiec sie zachowac. tak normalnie, kulturalnie i sympatycznie.
bazyl
ptysia: zapraszam więc do Londynu. O odbiór podatku walczyłem pół rok, o telefon dwa miesiące, telewizora nie chcieli mi przywieżć dwa tygodnie, internetu zamontować dwa tygodnie, sprzedawali mi zepsute rzeczy i nie chcieli wymieniać. To dżungla. Dopiero, jak załatwiłem sobie prawnika i zacząłem straszyć sądami, to zaczęlo coś się zmieniać.
Spoko. Nie jedna osoba mi mówiła, że przeżyłem więcej w tym kraju niż oni – rodowici brytole – przez całe swoje życie. Tylko ja nie jestem ani wykształcony, ani lepszy. Jestem tylko kretyńskim imigrantem. Wrzodem na dupie brytyjskiej społeczności z nosem w chmurach. Zapytaj się któregokolwiek kto wygrał drugą wojnę światową.
Zdziwisz się, jak zadufana jest w sobie cała ta pieprzona rasa pojebów.
Smuggi
Bazyl: A nie wpadles na to, ze moze masz takie a nie inna podejscie i stad sie biora Twoje problemy. Przeciez tak naprawde, to ludzie traktuje Nas tak, jak na to im pozwalamy lub inaczej: swoim postepowaniem sklaniamy ludzi to takich a nie innych reakcji… Poddaje to pod Twoja rozwage… ;-)
Bazyl
@Smuggi: Rozumiem zatem, ze skoro np dany sklep przy zakupach rzedu tysiaca funtow, jak za pierwszym razem sprzedal mi uszkodzony sprzet, nie chcial go wymienic, zablokowal mi karte kredytowa i nie byl w stanie sie wytlumaczyc, to za drugim razem zrobi dokladnie to samo? Mrozac mi pieniadze i uniemozliwiajac zycie?
To znaczy, ze jesli zamawiasz przesylke, to oni zrobia wszystko, zeby ona nie szla 3 dni, tylko dwa tygodnie i jeszcze sam bedziesz musial ja odebrac z dyspozytorni, bo debile sie nie przyznaja, ze nie wiedza, gdzie mieszkasz?
Ignorancja, pycha, glupota i zawisc przerasta tutaj moje najsmielsze oczekiwania. A ja myslalem, ze to Polacy to dranie i wyzyskiwacze. Mylilem sie. Nasza dekadencja dopiero sie zaczela. Brytole przewyzszaja nas w tej materii o cale stulecia.
Smuggi
Bazyl: Po prostu miales pecha i zle trafiles. W PL tez sa firmy krzaki, co nie znaczy, ze wszystkie takie sa. Dlatego Ci pisalem wczesniej, ze generalizujesz i wszystkich wrzucasz do jednego wora. Ja nie mialem zadnych, ale to zadnych problemow: kupowalem meble, sprzet AGD, elektronike, ksiazki i plyty DVD. Zalatwialem rozne sprawy w urzedach, internet i telefon w BT, w councilu rozne sprawy, rachunki itd. – i zadnych, ale to zadnych problemow, nie bylo. Obsluga zawsze na wysokim poziomie, grzeczna i taktowna… Tak wiec nie generalizuj. Trafiles na jakas firme krzak lub akurat na sprzedawcow takich a nie innych… Wiem, ze szlag Cie mogl trafic, mnie by pewnie tez trafil – ale nie zaczynalbym od razu mowic, ze wszyscy w danym kraju tacy sa… A z ciekawosci, gdzie kupowales TV??? Powaznie pytam.
bazyl
Calumet Photo to największy sklep fotograficzny na świecie. Czy to firma krzak? A British Telecom? A Royal Mail? A Currys? A Argos? Każda z nich zrobiła mnie w chuja, a jest ich więcej, które mnie wychujały. Dopiero straszenie s ądem daje jakikolwiek rezultat.
Generalizuję? Nie. Ja żyję w tym kraju. Gdyby część rzeczy było problemem, to jeszcze bym to z rozumiał. Ale mi WSZYSCY robią problemy. WSZYSCY! A Tax Revenue oddał mi kasę, dopiero jak złożyłem doniesienie na prokuraturę o szykanowanie i dyskryminację narodowościową.
Moim zdaniem to już przegięcie totalne
Smuggi
Argos: kupowalem kilka rzeczy, bez problemow. Jedna byla uszkodzona, wymienili od reki.
BT: pieknie i gladko wszystko zalatwione.
Currys: kupowalem lodowke, teraz bedzie pralka i kilka innych pierdul. DOstawa na czas – pieknie i gladko.
Royal Mail: dostalem kilka paczek i sam kilka wysylalem, place czasem rachunki – na czas i mila obsluga.
Tak wiec co ja Ci moge napisac wiecej? O czym to swiadczy? Przyjmujac Twoj sposob moglbym napisac, ze w UK jest bosko, bo wszystko jest cudowne, nie to co w PL – gdzie traktuja sie klienta jak zlo konieczne – to jest wlasnie generalizacja. Wszedzie sa wpadki i potkniecia – niektorym zdazaja sie one czesciej, innym mniej. Wspolczuje Bazyli i zycze by Ci aby wiecej takie cos nie mialo miejsca. Masz pecha chyba ;-)
Bazyl
Dziś miało. Znów nie przynieśli mi paczki do domu, mimo że ktoś był. Wiesz jak się wytłumaczyli? Że według ich regulaminu nie muszą wchodzić na piętro, tylko mogą zostawić awizo w skrzynce – co też uczynili. Dyspozytornia poczty jest w cholerę daleko od mojego domu i mogę tam dotrzeć tylko w sobotę, bo godziny otwarcia nie pozwalają mi na odebranie tego w tygodniu.
To jest świat pojebów po prostu. W przeciwieństwie do Polaków głupota tutaj jest nieobliczalna i nie mieści się w żadnych ramach. Za co ja płacę, skoro oni żadnej usługi nie potrafią mi zaoferować? Nawet dostarczenia pierdolonej paczki!
nennie
ja nie potrafie pojac czemu na wszystkich sokach jest napis pure albo fresh, na wszystkich zapakowanych pudeleczkach z czymkolwiek low-fat food, mc donaldy sa wiecznie zatloczone, w angielskiej tv diety na odchudzanie, a angole z duzymi brzuchami niczym inwalidzi woza swoje brzuchy na tych pseudo-wozkach zamiast wykorzystac jedyna szanse w ich zabieganym dniu zeby naturalnie spalic kalorie poprzez spacer. nienawidze tego, ze wszystko jest ogrodzone, jedyne miejsce w ktorym nie slychac samochodow to park odlegly o 20 min do ktorego trzeba isc rzedem subway’ow mimo ze mieszka sie na totalnym zadupiu gdzie ma sie poltorej godziny od centrum manchesteru. nie rozumiem czemu trzeba spedzic pol godziny na szukaniu publicznych smietnikow, a na co drugiej scianie przy super markeciewidze plakat ‘save our planet’. nie rozumiem czemu bedac w centrum miasta gdzie natomiast smietnik jest na kazdym rogu jest pelno syfu na ulicy. nie rozumiem czemu codzienna rozrywka dzieci w wieku 10-15 lat z bloku naprzeciw jest plucie na tylnia szybe autobusu i nie rozumiem tez dlaczego angole mieszkajacy naprzeciw wola rozlozyc kocyk na trawniku na parkingu wsrod samochodow niz pojsc do pieknego ogrodu publicznego. nie rozumiem czemu moi sasiedzi wiecznie usmiechnieci i rozkochani przed chwila zrobili taka burde ze balam sie siedziec we wlasnym domu i sluchac jak sie awanturuja, a wczoraj siedzac w nocy w autokarze pelnym pijanych i zjaranych gosci spiewajacych piosenki o footballu czulam sie jak wsrod swoich. angielska raso ! ktoz cie pojmie ?!


