Strona główna Kontakt Jogger

Bazylowy Jogg

O makach, życiu i innych pierdołach

DISKLEJMER

Chwilowo brak disklejmera :P

-- Bazyl

Twarda rzeczywistość

Każdy, dosłownie każdy Polak przyjeżdżający na Wyspy prędzej czy później zderza się z twardą rzeczywistością tego świata. Zaczyna się tak zwany etap narzekania. Ja też przez to przeszedłem. A może nawet jeszcze przechodzę.

Z czasem jednak dochodzi się do słusznego wniosku, że jest to walka z wiatrakami i umartwianie się nad rzeczami, na które nie ma się wpływu.

Każda sprawa, którą próbuje się załatwić w urzędach trwa wieki. Wiecznie gubią nasze papiery, źle rozumieją nasze intencje, a my ich. Źle traktują swoich własnych klientów, poniekąd wiedząc, że biedni petenci nie mają żadnej alternatywy.

Albo mizerną.

Zderzamy się również z tym lubieżnym (w naszym rozumieniu) stylem życia. Zapijanie się niemal na śmierć, ruchanie wszystkiego co się rusza i nie ucieka na drzewo, imprezowanie do granic wytrzymałości organizmu, branie wszelkiej maści narkotyków...

Listę można by ciągnąć w nieskończoność. To sprawia, że nie czujemy się tutaj jak u siebie. Otoczeni innością nie do zaakceptowania marnujemy własne siły próbując zmieniać świat, który według nas - utonął już w dekadencji i zepsuciu.

Ale czy na pewno?

Do dziś pamiętam słowa pewnej starszej Polki twierdzącej, że tutaj po prostu lepiej się żyje. Dziwne stwierdzenie, szczególnie w tych okolicznościach. Narzekamy, ale nie chcemy wracać. Z czasem i my stajemy się tak samo "zepsuci" i "zdemoralizowani". Z początku narzekamy na ignorancję Brytyjczyków, a potem sami stajemy się ignorantami.

By zrozumieć ten mechanizm, najpierw trzeba zrozumieć co nas tak na prawdę różni.

O Polakach mówi się, że są kombinatorami. Pracowici, zapatrzeni w pieniądze, staramy się osiągnąć tyle, ile tylko się da. Marnujemy sobie życie i zdrowie starając się dotrwać do momentu, kiedy wyprawią nam wspaniały pogrzeb za pieniądze, do których udało nam się dojść. Żeby nas wspominali - "ten to dopiero miał jaja. A jaki był przedsiębiorczy, zasięrzutny i w ogóle..."

Dlaczego? Bo Polacy od zawsze mieli problem z egzystencją. Krąży nawet takie stare powiedzenie, że młodzi uważają, że pieniądze są najważniejsze w życiu, a starzy... są po prostu tego pewni. Ta mania zrobiła z nas maszyny. Stawiając czoła życiu, staramy się wiązać koniec z końcem. Dotrwać od pierwszego do pierwszego. Przeżyć. Właśnie. Przeżyć, a nie - żyć. Zawsze to było dla nas problemem. Nie potrafiliśmy korzystać z uroków życia.

A Brytyjczycy? W końcu dość drogi i bogaty kraj. A co robią jego mieszkańcy? Żyją. Na swój, osobliwy i całkowicie niezrozumiały dla nas sposób - żyją. Biorą co potrafią. Najważniejszą osobą w ich życiu są oni sami. Piją, ćpają i bzykają. Dlaczego? Bo to jest fajne i przyjemne. Bo po to się żyje, żeby z tego korzystać.

Czy my - Polacy - uważamy tak samo? Nie do końca. Bo nauczeni życiem szukamy wyzwań. To nas kręci. Chcemy się buntować, być sławni i bogaci. Jak uda nam się stanąć w końcu na nogi, staramy się zdobyć jeszcze więcej... i więcej... i więcej. I bardzo zważamy na to, co myślą i mówią o nas inni. Musimy być bardziej glamour od największych gwiazd filmowych.

To właśnie dzięki temu jesteśmy smakowitym kąskiem dla Brytyjskiej gospodarki. Wprowadzamy ruch w interesie. Korzystamy z ulg i walczymy o swoje ile tylko się da, przynosząc fortunę tutejszemu rządowi w postaci podatków.

Czy to sprawia, że jesteśmy lepsi od Brytyjczyków, którzy zwyczajnie chcą fajnie żyć?

Tego nie wiem. A Wy?

20 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Emigracja ; 29 czerwca 2007 12:18:23.