Strona główna Kontakt Jogger

Bazylowy Jogg

O makach, życiu i innych pierdołach

DISKLEJMER

Chwilowo brak disklejmera :P

-- Bazyl

Pomoc nadal potrzebna!

Byłem (jestem do teraz) bardzo zaskoczony pozytywnym odzewem od Was, kiedy poprosiłem o ikonki. Bardzo się cieszę, że są ludzie, którzy chcą pomóc. Wielce mi to schlebia.

Odzywam się po raz kolejny z prośbą o pomoc. Już w tej chwili mam chętnych do współuczestniczenia w projekcie. Cieszy mnie to niezmiernie. Nic im na razie nie dałem, bo nadal pracuję nad wersją 0.1. Będzie miała trochę więcej niż początkowo zakładałem. Głównie dlatego, że zdaję sobie sprawę z sytuacji. Głupio jest wydawać program, który nie potrafi więcej niż inne.

Ale ja nie o tym...

Powoli przedzieram się do etapów, które będą ode mnie wymagały prezentacji projektu na stronie. Stronie, której nie ma. W domenie http://www.idomorethanchat.org znajdować się będzie strona projektu. Na razie jest tylko zajawka, która chwilowo wystarcza.

Kiedyś zajmowałem się HTMLem i tym podobnymi rzeczami, ale nie będę oszukiwał, że od strony projektowej jestem noga. Jeśli ktokolwiek by chciał pomóc mi z tym problemem, będę wielce zobowiązany. Nie mogę obiecać żadnej sławy, jak to przepowiedział Njet, ale nazwisko itp znajdą się na pewno na stronie. W końcu to nie moje dzieło będzie, prawda?

Pomoc przydatna w każdym zakresie. Zaprojektowania, czy nawet zbudowania w całości strony, czy nawet zaprojektowania okna rozmowy (domyślnego), która również jest w HTML.

Ponieważ zapomniałem o tym ostatnio, piszę, że kontakt ze mną jest możliwy na kilka sposobów:
Najlepiej kontaktować się ze mną mailem. W domenie idomorethanchat.org mam konto o nazwie bazyl. Można też próbować na gTalku. Mam tam konto o nazwie bazyli.

Za pomoc z góry bardzo dziękuję.

2 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Ogłoszenia ; 26 kwietnia 2007 13:55:46.

Wkurzyłem się

Tygrysek i dodatkowe pół giga RAMu już do mnie jedzie. Bo w tym tempie i z tak przestarzałymi narzędziami jak XCode w wersji 1.5 (ostatnia wersja wydana na Panterkę) wobec obecnej wersji 2.4.1 to jednak kamień łupany.

Do tego musi się szybciej kompilować, bo za dużo czasu tracę na pierdoły. I dobrze debuggować, bo w 1.5 debuggowanie wielowątkowych aplikacji kuleje koszmarnie.

Jeszcze jakieś 2-3 dni czekania i będzie.

W końcu!

Dodaj komentarz. Poziom: 1; Kategorie: Mac OS X Programowanie ; 24 kwietnia 2007 17:46:37.

Się dzieje! - czyli wołanie o pomoc

Prace trwają nieprzerwanie i powoli już okienka zaczynają wyglądać. Niebawem (czyli dziś) zaczną być już również funkcjonalne, ale ja nie o tym chciałem.

Potrzebuję ikonek! Pilnie!
Aktualnie podprowadziłem ikonki stanów z psi crystal roster, ale pasuje mi to jak pięść do nosa.

Poratowałby ktoś czymś skromnym, ale i porządnym? Małym, ale zgrabnym i maczkowatym? :)
Będę wdzięczny za każdą pomoc.

A oto jak się prezentuje roster (z tymi beznadziejnymi ikonkami), co by designerzy wiedzieli do czego projektują :P

Projekt listy kontaktów

28 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Mac OS X Ogłoszenia Programowanie ; 18 kwietnia 2007 23:28:09.

Żyć, by zarabiać, czy zarabiać, by żyć?

Ostatnio spędzam dużo czasu na dyskusjach z kumplami z pracy. Rozmawiamy o wszystkim. Nic więc dziwnego, że wypłynęło kilka informacji za dużo. Jak na przykład fakt, że wiem co to jest showbusiness i znam trochę ludzi, którzy się z nim parają.

Zaczęła się cała salwa dziwnych pytań. Czemu jesteś programistą, skoro masz wejście w taki świat!? - nie mogą się nadziwić. Oczywiście nie uważam, bym faktycznie miał wejście w taki świat. Ale to przecież nie o to chodzi, prawda?

Lubię, to co robię - odparłem zgodnie z prawdą. No... prawie zgodnie, bo obecna praca mało przypomina tę wymarzoną. Zbiłem ich z pantałyku kompletnie. Widząc zdumione twarze, zapytałem więc - nie lubicie swojego zawodu?. Usłyszałem niemalże chóralne - nie.
Po cholerę więc to robicie? - ciągnę temat.
Bo tu są pieniądze - motywują.

Cała dyskusja była zatem powodowana kasą. Stwierdzili, że przecież ten szeroko rozumiany szołbiznes to kupa kasy. A oni robią wszystko dla pieniędzy.

Trochę mnie to przeraża. Nie ukrywam faktu, że sam często patrzę na pieniądze. Chociażby wybierając tę właśnie pracę, powodowałem się ewentualną pensją. Nie żyję jednak pieniędzmi. Wiele ludzi już mi powiedziało, że wyglądam na niesamowicie podnieconego, kiedy coś programuję. Kiedy widzę efekty tego programowania.

No przecież!

Po cholerę bym się przecież pakował w dodatkową pracę, gdybym tego nie lubiał.

Większość życia byłem przekonany, że ludzie, którzy robią w tym biznesie, robią to, bo lubią. Bo sprawia im to przyjemność. Sam fakt tworzenia. Bycie tym swoim pomniejszym bogiem. Przecież to nakręca jak wielka sprężyna. Buduje ego. Buduje charakter!

Sam wiem, że nie reprezentuję tutaj dobrego przykładu. Zawsze pozostawiałem niedokończone projekty (i mam nadzieję, że tym razem będzie już jednak inaczej), w pracy frustrowałem się niemocą. Mój kunszt też pozostawia wiele do życzenia. Ale nadal cieszę się z tego. Sprawia mi to przyjemność. Kiedy działa. Kiedy jest fajne!

Nie jestem jednak gikiem. A może po części jestem. Tak samo jak po części jestem trolem (wychodzę z założenia, że każdy gik to trol - im większy gik, tym większy trol i niestety nikt nie będzie mi w stanie udowodnić, że jest inaczej). Mniejsza zresztą.

Po prostu robię to co lubię i mam z tego pieniądze. Jakieś.

Kolejne tłumaczenia znajomych trochę bardziej mnie załamały - lepiej robić za duże pieniądze i cieszyć się z ich wydawania, niż po prostu robić to co się lubi.

Większej głupoty nigdy nie słyszałem. Pracując na etat musimy - tak czy siak - spędzać te 40 godzin tygodniowo w pracy. To kawał życia! Lepiej, żeby był to czas przyjemny niż droga przez mękę.

No ale... Przecież jestem gikiem...

...i trolem...

8 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 18 kwietnia 2007 16:22:50.

Technicznym być

Dawno, dawno temu, kiedy strasznie się napaliłem na zostanie "komputerowcem" (czasy podstawówki), nie zdawałem sobie sprawy z czym wiąże się taka droga.

Z urodzenia (genów i tym podobnych) mam umysł raczej humanistyczny, niż analityczny. Powodowało to wiele problemów zarówno w czasach liceum, jak i na studiach, które stały się - z właśnie tego powodu - dla mnie zbyt skomplikowane.

Całe życie wierzyłem, że to właśnie ten brak analityczności jest dla mnie przeszkodą. Że to jest moja pięta achillesowa. Że właśnie z tego powodu nigdy nie będę mógł zostać kimś w braży IT.

Po pierwsze nie okłamuj samego siebie

Miałem (mam) sporo racji w tym rozumowaniu. Pominąłem jednak jeden bardzo istotny element tej całej układanki. Analityczność umysłu rodzi się z dokładności. Dokładności, którą świat komercyjny dziwnie gardzi.

Zabawę z komputerami - w sensie komercyjnym - rozpocząłem dość wcześnie. Oczywistym było, że szef / klient zawsze chciał wszystko na wczoraj. Z założenia wszystko miało działać. Niekoniecznie miało być dobrze zrobione. To pierwszy krok do lawiny problemów. Nieczysty kod się mści. Uczą tego na każdej uczelni. Źle sformułowane założenia mszczą się również. Zaczynamy zmieniać coś, co w zamyśle miało być inaczej. Robimy sobie jeszcze większy bałagan zmuszeni presją czasu.

Jest to złe. Ale bardzo często ciężko to zmienić. Póki ludzie nie zmienią swojego podejścia do programistów, czy ogólnie - tworzenia oprogramowania - zmiany są mało możliwe.

Jak już okłamałeś siebie, nie rób tego innym

Cała idea tyczy się to również ludzi z managementu firm programistycznych. Bardzo często starają się wprowadzać nowinki z zakresu zarządzania projektami. Aktualnie na topie jest coś, co określa się nazwą "Agile". Sam proces ma dużo ciekawych elementów, nie jest to jednak nic odkrywczego. Na całe szczęście jest to konstrukcja, która użyta z mózgiem i pomocą ludzi doświadczonych daje bardzo ciekawe rezultaty. Niestety - w większości przypadków ludzie zbytnio do serca biorą sobie formułę "adaptowania procesu do własnych potrzeb", wybierając sobie z całej idei jedynie fragmenty, które powodują jeszcze większy chaos. Doskonałym przykładem jest pojęcie minimalności (nie mylić z minimalizacją). W każdej iteracji powinno się robić kompletne minimum by spełnić wymagania w niej zdefinoiwane. Nikt oczywiście nie bierze pod uwagę następnych kroków, więc bardzo często trzeba przepisywać duże kawałki kodu, bo ktoś nie pomyślał o tym np. miesiąc wcześniej.

Zupełna strata czasu.

Jak już wszędzie zawiodłeś nie rób z kłamstw swojego hobby!

Bo to jest rzecz, która najbardziej mnie przeraża. Przeglądając tony różnych projektów Open Source natrafiam na ten sam problem. Ludzie traktują swoją pasję - programowanie - jak kompletną szmatę. I nie jestem tutaj żadnym chlubnym wyjątkiem. Widzę doskonale jak popełniam te same błędy co inni, "skomercjalizowani" koledzy. Wydaję kawałki kodu, które nie spełniają nawet moich własnych wymagań. Pomijam implementację części specyfikacji, bo uznaję je za niepotrzebne. Chełpię się osiągnięciami, które są przecież dziurawe jak sito! Wprowadzam sobie we własny świat złe nawyki z świata komercyjnego, raniąc przy tym siebie nie mniej od innych. Zatracam się w tym biegu po wszystko tracąc na kunszcie, na którym przecież tak bardzo mi zawsze zależy.

Wyobraźcie sobie na przykład, że fizyk ma przed sobą wyniki badań z jakiegoś doświadczenia. Było to jednak doświadczenia na innym sprzęcie, więc może on uzyskać lekko odmienne wyniki na swoich przyrządach. Ze względu na brak czasu, pomija on etap powtórzenia eksperymentu i od razu wykonuje eksperyment dla niego potrzebny i wnioskując na otrzymanych dokumentach i własnym doświadczeniu tworzy wyniki.

I jeśli nawet te błędy będą minimalne. Do pominięcia, a badania robił dla takiej elektrowni atomowej - na ten przykład - to nagle robi się wielkie BUM i pół Europy zamienia się w nowe morze ze świecącymi rybami.

A wszystko z braku czasu na dopracowaniu szczegółów.

Warto zwalczać?

Oczywiście, że warto! Nikt mi sianem nie wykręci, że informatyka za takie rzeczy nie odpowiada. Oczywiście, że odpowiada. A sterowanie samolotami? Promami kosmicznymi? Bankami, gdzie leżą pieniądze ludzi? Nie pracujecie nad tym? Ale moglibyście, prawda? I co wtedy? Przez waszą pomyłkę - brak czasu - samolot spada, prom wybucha, ludzie tracą oszczędności całego życia i lądują pod mostem.

Apokaliptyczna wizja? Nierealna? Zdziwilibyście się.

Open Source może na tym więcej zyskać niź stracić. Pokazując, że ludzie z pasją, którzy nie pozwalają sobie na tego rodzaju błędy. Że coś co jest darmowe, powstawało znacznie dłużej (limit czasu plus dodatkowa poprawka na tę dokładność), ale jest znacznie bezpieczniejszy!

Jak zwalczać?

Rozmawiać. Podważać opinię ZAWSZE jak myślimy inaczej. Nie ważne czy rozmawiamy z człowiekiem o super doświadczeniu, czy ze zwykłym uczniakiem. Pomysły ma każdy i czasem zmienia sens naszego rozumowania.
Z drugiej strony być otwartym na krytykę. Nie budować Flame War z byle przyczyny. Szczególnie, jak ktoś twierdzi, że może pomóc.
Tworząc swoje oprogramowanie zbudować sobie grupę ludzi, którzy zawsze służą radą i zawsze wytkną. Jeśli boisz się krytyki otwartej (jak na przykład ja), nie odkrywaj kodu przed wszystkimi. Najpierw dopracuj go z ludźmi, którym ufasz. Uodpornisz się na błędy i usuniesz te najbardziej trywialne.

I przede wszystkim kochać to, co się robi. W końcu to jest tworzenie. Twórcy nie są nieomylni, ale przynajmniej powinni się starać być dokładni.

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Programowanie Technikalia ; 07 kwietnia 2007 16:39:52.