Strona główna Kontakt Jogger

Bazylowy Jogg

O makach, życiu i innych pierdołach

DISKLEJMER

Chwilowo brak disklejmera :P

-- Bazyl

Technicznie

Wiem, ze ten blog techniczny juz nie jest. Zapewne pomysle o otworzeniu dodatkowego (zapewne na joggerku :P) specjalnie do tych celow.

Do rzeczy jednak.

Lata temu mialem plan napisac klienta jabbera (ktorego ten pan ochrzcil juz nawet imieniem (Jabbah). Sprawa upadla. Z braku checi.

W ramach moich wewnetrznych zmian w koncu zmusilem sie, zeby do projektu wrocic.

Aktualnie jest on podzielony na trzy podprojekty.

Pierwszy z nich to GLid. Komponent wizualny Cocoa dostarczajacy funkcjonalnosc grid'a (siatki). Jednakze rozbudowany jest o pewne bajery, takie jak animowane zmiany wierszy, wkladanie grafik, stylizowanie tekstow, budowanie drzew. Niestety standardowe komponenty Cocoa niezbyt taka funkcjonalnosc daja. I jak pewnie sie latwo orientujecie, potrzebuje tego do implementacji rostera. Projekt nawet nie zobaczyl jeszcze zbudowania drzewa katalogow ;] Zajme sie tym na samym koncu. Teraz moge udawac te funkcjonalnosc uzywajac istniejacych elementow.

Drugim podprojektem (najdynamiczniej sie teraz rozwijajacym) jest Jabber.framework. Jest to biblioteka komunikacyjna jabbera pisana natywnie na Mac OS X i bedaca calym sercem projektu. Oparta na znanym wszystkim expatcie. Byc moze wyda sie to Wam zabawne, ale biblioteka jest TYLKO i WYLACZNIE do uzywania pod Mac OS X. Uzywa bibliotek NeXTSTEPa i jest pisana w Obj-C.
Dlaczego tak? Bo natywnej biblioteki pod maczka zwyczajnie nie ma, a przeciez sa ich setki. A te ktore sa naprawde cos warte, jak gloox uzywaja glib'a, ktorego pod maczka nie ma :(. Celem jest doscignac glooxa, co raczej jest niemozliwe bez pomocy ;] Na razie biblioteka stawia pierwsze kroki. Zaczyna sie logowac do serwera, wysylac wiadomosci, czy nawet pobierac roster. Ale to przeciez tylko podstawowe rzeczy :)

Ostatnim podprojektem - wykorzystujacym pozostale jest oczywiscie Jabbah sam w sobie. Czyli pierwszy natywny, ladny (w przeciwienstwie do pozostalych) i w pelni funkcjonalny (znow uklon do brakow, chociazby iChata spod Tigera) klient jabbera pod Mac OS X.

Dlaczego to wszystko opisuje?

Bo potrzebuje pomocy. Kazda, jaka jestescie w stanie mi dac.

  • Code revision biblioteki, zeby sprawdzic, czy nie psuje czegos i nie interpretuje zle standardow XMPP.
  • Dostarczenie roznych implementacji serwerow do testow, tj zalozenie mi tam kont testowych i oczekiwanie, ze beda przychodzic zapewne bledne komunikaty podczas testow :)
  • Testowania aplikacji samej w sobie. Jestes posiadaczem Maczka? Moze mi pomozesz to testowac!
  • A moze masz maczka i chcialbys ze mna troche pokodowac? Nie obraze sie. To darmowy projekt. Nigdy nie mam zamiaru z niego dusic pieniedzy
  • Potrzebuje rowniez projektu ikonek. Do rostera, ikonki programu... Nie jestem grafikiem. Czy ktos moze przyjsc z pomoca?
  • A stronka wszystkich projektow? Czy ktos moglby pomoc mi taka stworzyc?
Duzo tych rodzajow pomocy :) W kazdym razie, jesli mozesz pomoc, odezwij sie, zostaw komentarz, badz odezwij sie na moj JID.

Kazda pomoc bardzo mile widziana :)

Pokazmy, ze na Maczkach tez pojawia sie potega Jabbera :)

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogłoszenia Technikalia ; 31 stycznia 2007 12:29:15.

Dwa palce

Zastanawialem sie kiedys dosc powaznie, czemu Angole musza wszystko robic inaczej. Nawet standardowy "palec" u nich jest "dwoma palcami".

Dzis w koncu dowiedzialem sie jak to dziala.

Za czasow stali i honoru Anglia byla potega miotania strzal. To tutaj opracowano te ciezka technike strzelania z luku dlugiego (ang long bow). Problem polegal na tym, ze cieciwe naciagalo sie jedynie dwoma palcami. Wlasnie TYMI palcami.

Francuzi, wylapujac zolnierzy wroga, zamiast wyzynac ich do nogi, po prostu chlastali im te palce, czyniac z nich kompletnie nieuzytecznymi na polu walki. Przynajmniej od strony miotania strzal.

Zatem gest dwupalcowy w orginale mial mowic "jeszcze je mam i za ich pomoca zaraz wcisne ci w rzyc moja strzale" co dosc naturalnie z rozwojem techniki przerodzilo sie w "pierdol sie".

Ciekawe czy Amerykance moga sie poszczycic lepszym wytlumaczeniem pokazywania "palca".

3 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Emigracja ; 30 stycznia 2007 16:00:17.

Wiem czemu schudlem

Bo uroslem. Do tej pory sadzilem, ze to ciuchy mi sie w praniu skurczyly, ale w sumie przeciez ich nie gotuje. Dzis zalozylem bluze, ktorej nie zakladalem od przyjazdu. Jest przykrotka. Cholera. Wszystkie ciuchy musze wymienic :(

6 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Emigracja ; 30 stycznia 2007 14:35:54.

Jak Wy to robicie, Brytyjczycy?

Dzis zdumialem sie po raz kolejny. Chcac wiedziec jak mozna tutaj zarejestrowac u lekarza osobe nie pracujaca tutaj, zaczalem wypytywac ludzi na ten temat dosc intensywnie. I co sie okazalo?
Na mocy porozumienia miedzy Polska a UK, mozemy sie tutaj zarejestrowac u lekarza nie posiadajac nawet numeru NIN (National Insurance Number). Co prawda powinnismy miec do tego jakies papiery z Polski, ale i tak nikt tego nie sprawdza. Co bardziej ciekawie, na mocy ustawy o ochronie praw czlowieka, opieka medyczna przysluguje tu wszystkim i jest oplacana z kasy rzadu. My nie mamy tu skladek na to. Wiec jako osoba bezrobotna, nawet imigrant - po prostu idziemy do lekarza. Niesamowite.

Nigdy nie zrozumiem Brytyjczykow.

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Batalie Emigracja ; 29 stycznia 2007 13:55:00.

Komplement

Jestes Polakiem? Ani nie wygladasz, ani nie brzmisz na takiego.

2 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Emigracja ; 26 stycznia 2007 16:21:00.

Radio

Moze to dosc dziwne, ale jeszcze nie mam w domu telewizora. I szczerze mowiac nie do konca mi sie do tego spieszy. Jestem uzalezniony od internetu, nie telewizji.

Ostatnio jednak okazalo sie, ze jeszcze w jeden sposob lubie spedzac czas. Sluchajac radia.

Za tych czasow nie tak odlegle przeszlych w Polsce nie zwyklem wlaczac radioodbiornika nigdy. Bo po co? Jedyne radio, ktore bylo dla mnie jako takie i znosne byla Trojka. Pozostale niestety bily glupota prowadzacych i czesto zle dobranoa muzyka. I nie mowie tutaj o niewpasowaniu sie w moje gusta. Sam fakt, ze jedna piosenka to spokojna piosenka o milosci z gatunku pop, po ktorej graja wielkie ryzdum-pizdum typu heavy metalu, czy ostrego techno (sa kawalki tego typu, ktore i ja lubie, wiec prosze nie czuc sie urazonym) wywoluje u mnie drgawki.

Bo jak mozna byc takim debilem, ze sie miesza gatunki i nie tonuje przejsc pomiedzy nimi? Z wiarygodnych zrodel wiem, ze to podstawowa umiejetnosc radiowego DJa. No ale jesli maja oni w glowie siano...

Konczac wywod. Radio jest po prostu do kitu.
Tak przynajmniej sadzilem do teraz.
W UK sa trzy podstawowe stacje radiowe. BBC Radio One (gdzie graja nowosci wszelkich gatunkow) BBC Radio Two (bardziej rockowe) i BBC Radio Three (z muzyka dla trzeciego pokolenia wstecz).
Z wiadomych wzgledow - najbardziej pasuje mi Radio One. I wlasnie jego slucham calymi dniami. Radio w komorce pomaga mi w tym. Dojazdy do i z pracy rowniez uprzyjemniam sobie radiem. Sluchajac audycji, muzyki. I to jest fajne. Prowadzacy moze pozwalaja sobie czasem na zbyt wiele, ale nie sa debilami. Ich jezyk jest bogaty, a gagi typowo angielskie - stonowane. Do tego wyraznie trafiaja do mlodziezy oferujac naprawde fajne konkursy. I to nie koniecznie z nagrodami!

Ludzie tutaj troszeczke bardziej na luzie podchodza do zycia. Ja w SMSowa ruletke na przyklad raczej bym nie zagral, ale tutaj robia to ludzie nawet z mojej pracy i maja z tego powodu strasznie duzy ubaw.

Zasada jest prosta. Wszyscy wyciagaja telefonu komorkowe, pisza nowego SMSa z tekstem "Kocham Cie!", po czym wchodza do ksiazki adresowej, wciskaja klawisz przewijania i na wyrazny rozkas "STOP" prowadzacego, wszyscy na slepo wysylaja owego SMSa do osoby, na ktorej sie zatrzymaly. Na slepo zazwyczaj.
Potem ze smiechem sprawdzaja, ze np wyslali go do swojego bylego/bylej albo do wlasnego szefa.

Inna ciekawa zabawa jest Chinskie Zarcie. Ktos dzwoni do radia podajac ulubiona knajpe chinska z adresem, przekazujac rowniez prowadzacym informacje na temat jej karty dan (ale tylko dla prowadzacych). Rzuca przy tym numerem potrawy przez niego ulubiona.
Zadaniem sluchaczy jest zgadnac co sie kryje pod tym numerem. Wtedy dostana dostawe do domu z owej knajpy wybranego dania dla dwojga. Nie koniecznie zgadywanego. Fajne jest to, ze ludzie nie szukaja na sile karty dan w internecie. To bylo by oszustwo. Autentycznie zgaduja. W podziece za fair play prowadzacy w ciagu 3 godzin dostarczaja zarcie na teren dosc rozlegly, obejmujacy wieksza czesc Anglii.

Jeszcze inna zabawa jest Celebrity Tarzan. Codziennie rano prowadzacy pytaja, kto jest dzisiejszym Tarzanem. To osoba z tego szumnego grona "celebrity", ktora krzyczy tarzanowe "aaaaaaa" nagrane przez radio. To wszystko co wiadomo. Reszty trzeba sie domyslec. Ludzie dzwonia i staraja sie zgadnac. A dzwoni ich mnostwo.

Ludzie po prostu sie bawia.

A ja razem z nimi, wduszam w siebie bogactwo jezyka i bardzo milusinskie gagi (choc czasem przyostre). Duzo rzeczy wymyslaja w biegu. Wyraznie widac po nich inwencje tworcza. W trakcie audycji moga wymyslec jakas nowa jego czesc. Nowy pomysl. I to jest fajne. Duzo mozliwosci. Codziennie cos moze Cie zaskoczyc.

Dodatkowo widac wyraznie, ze prowadzacy bawia sie nie gorzej niz sluchacze. Bywaja wpadki, ale zawsze potrafia z nich szybko wybrnac. Profesjonalisci.

I to wlasnie dlatego lubie to radio. W przeciwienstwie do niegktorych polskich, gdzie sepleniacy dupek z sianem zamiast mozgu jaka sie probujac wypowiedziec pare zdan, zanim znow pusci lupanke, ktora ni jak nie pasuje do utworu, ktory puscil jeszcze chwile temu.

4 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Emigracja ; 25 stycznia 2007 15:39:18.

Posh

Mloda panienka w wieku mniej wiecej dwudziestu pieciu lat wlasnie spala sie rumiencem. Zawstydza sie, poniewaz przepuszczam ja przodem drzwiami. Starsza pani robi bardzo dziwne oczy, kiedy bez westchnienia, a nawet z czystym usmiechem, ustepuje jej miejsca w autobusie. Mloda dziewczyna patrzy sie na mnie maslano dobre pol minuty, kiedy bez pytania wyciagam zapalniczke i odpalam jej papierosa. Facet w sile wieku (lekko po trzydziestce tak na oko) nie moze wyjsc z podziwu, ze przytrzymuje mu drzwi, by mu pomoc wtarabanic sie do budynku z wielka iloscia tobolkow. Starsza pani zaniemowila, kiedy podalem jej reke, by pomoc jej wysiasc z autobusu. Kobieta tracona juz pedzacym rydwanem czasu nadal nie moze uwierzyc, ze wynioslem jej wozek z synkiem z autobusu. Tez nie wie co powiedziec.

Wlasnie tak to wyglada. Brak tak zwanej Kindersztuby jest tutaj az za wyrazny. Ludzie dziwia sie, gdy ktos wykrzesa z siebie choc odrobine dobrej woli wiekszej niz usmiech. Mlode dziewczyny czuja sie z miejsca podrywane, starsze (i starsi) nie bardzo wiedza jak maja sie zachowac. Ale to sie zmienia. Anglia dawno zapomniala czym jest ten slawny (przeciez angielski) gentelman. Dopiero nieliczni przyjezdni zaczynaja im powoli uswiadamiac co traca. Kiedy zaczalem pracowac w obecnym miejscu kazda podroz autobusem to byla rewia zdziwionych spojrzen, kiedy ustepowalem komus miejsca, czy pomagalem wysiasc. Ale i im sie przypomnialy stare czasy i dzis z duma moge powiedziec, ze wiekszosc tego stalego prawie zawsze towarzystwa sama zaczela pokazywac klase, postepujac podobnie.

Z drugiej strony przeciez to jest swiat kindersztuby. To tutaj urodzilo sie to przezabawne slowko.

Posh.

Byc posh znaczy byc eksluzywnym, ekstrawaganckim, czy tez (w wypadku ludzi) gentelmanem, czy tez dama.
Pelno jest posh restauracji posh barow, czy posh ciuchow. Brakuje tylko posh ludzi. Wciaz pierwowzorem bycia posh okresla sie Beckhama. Ta dosc silna gwiazda wraz (nie oszukujmy sie - piekna) zona Victoria lsni na postumentach idealu bycia posh. Ale wciaz... przeciez to tylko wyglad. A zachowanie?

Kiedy do eksluzywnej... przepraszam... poshowej restauracji wpuszczono mnie w dosc pospolitych ciuchach praktycznie tylko i wylacznie dlatego, ze przepuscilem kobiete przodem, a na przywitanie pocalowalem ja w reke, mowi samo za siebie.
Anglii brakuje prawdziwej poshowosci. Brakuje gentelmanow. Z jednej strony to koszmar, z drugiej raj. Bo jeden usmiech czy gest moze otworzyc przed Toba kazde drzwi.

Wystarczy zachowywac sie tak jak nas wychowano w domu.

Z kindersztuba.

Po prostu posh.

8 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Emigracja ; 22 stycznia 2007 15:20:20.

Dziwne wrazenie

Nie wiem, czy ktos z Was czytal Noteke 2015 ale mam dziwne wrazenie, ze wlasnie zaczyna sie ta wizja przyszlosci sprawdzac. Taka wielka "mistyfikacja" i atakowanie wszystkich politykow po kolei. Ten szpieg a tamten gwalciciel czy jeszcze cos innego... W Notece skonczylo sie to rozwiazaniem sejmu i wprowadzeniem dyktatury w Polsce, a za wszystkim stal prezydent, ktory sobie caly kraj podciagnal i oglosil sie naczelnym kraju.

Tylko nasz Kaczor nie umie czytac, wiec ktos musial mu te historyjke sprzedac

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 17 stycznia 2007 17:38:29.

Słowa Mają Siłę

Wczoraj miałem położyć się wcześniej spać. O tak. Znacznie wcześniej, bo niedospany chodzę w poniedziałki strasznie. Zamiast tego dorwałem ksiąźkę, którą musiałem skończyć czytać, zanim położyłem się spać. I tak oto chodzę niewyspany kolejny dzień...

Książka nosi tytuł SMS - Słowa Mają Siłę.

O czym ta książka jest? O chłopaku, co to dziewczynę umiłował i zaczął pisać do niej skrycie SMSy. Setki SMSów. Bo niską samoocenę miał i uważał się za niegodnego jej pięknego oblicza. Ona za to przechodzi piękne przeobrażenie i nawet zdaje się kochać anonimowego nadawcę SMSów. Choć nie do końca, bo puszcza się na lewo i prawo z kim bądź.

Żeby jeszcze było weselej, okazuje się, że cała akcja jest w małej mieścince, gdzie wszyscy się znają.

I o tym książka właśnie jest. Należy jednak również powiedzieć czym ona nie jest. Mianowicie nie jest to powieść romantyczna. W powieści romantycznej jest, jak sama nazwa wskazuje, romantyzm. Miłość dwojga ludzi, czasem zakazana, a czasem niemożliwa do zrealizowania. Zawsze kończy się tragicznie.

A jak kończy się tutaj? No cóż. Szczerze mówiąc, chciałbym się mylić, ale z tego co mówi sam autor i tego co czytałem, to jest to prawdziwa historia, która się autorowi przytrafiła. Dopisał jedynie zakończenie i puścił do druku.

I w to, niestety, jestem w stanie uwierzyć.

To mnie martwi. Dlaczego? Ponieważ o ile wszyscy twierdzą, że Nadia (główna bohaterka) dostała w końcu to, na co zasłużyła, to chyba nie zdają sobie sprawy, że Daniel (głowny bohater dramatu - poniekąd autor książki), to na co sobie zasłużył też dostał.

Ludzie wyszukują sensacji. Odnajdują na siłę kruszyny romantyzmu, gdzie ich nie ma. Facet nie jest nowym wcieleniem Wertera. Po prostu się nieszczęśliwie zakochał. A ponieważ zakochał się w swoim własnym mniemaniu tak nieszczęśliwie, podarował jej jedynie garść SMSów. Ukrywał się nie tyle za dwoma, co trzema, czterema obliczami na raz. I właśnie dlatego uważam, że jest nie lepszy od tej swojej laseczki ukochanej, co to miała na raz trzech, czterech chłopaków.

I w sumie, to jeśli książka jest oparta na faktach i jedynie zakończenie zostało zmyślone, to ja bardzo bym chciał, żeby też się spełniło.

Bo o ile jestem bardzo tolerancyjny, to pewnych granic się nie przekracza. Granic dobrego smaku. A te dwoje czubów z ich przekraczania zrobili teleturniej.

I to tyle na temat książki. Kto chce, niech sobie przeczyta. Ja nie żałuję straconego czasu. Ot, kolejny świat, czy też jego odbicie w papierze. A sama forma też przyciąga. Większość napisana w formie dialogu SMSów... Po max 160 znaków.

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Opowiadacze ; 16 stycznia 2007 08:42:08.

Zielony seks

Anglia wciaz mnie zaskakuje. Tak jak ostatnio - jeszcze przed swietami, kiedy w propozycjach prezentow swiatecznych przedstawiono liste poparta odpowiednimi zdjeciami, w ktorej dominowaly artykuly typu "lina do BDSM", czy stroje wylacznie do lozka w roznych stylach i kolorach. Wibrator tez tam jakis sie znalazl.

Juz wtedy wiedzialem, ze ten kraj, mimo tej swojej pelnej powsciagliwosci zyje i chyba zawsze zyc bedzie erotyka i seksem jako takim. Mimo, ze sklepy erotyczne sa tu prawnie zabronione, ludzie nauczyli sie prawo obchodzic i to firmy zarejestrowane w Holandii i Hiszpanii otwieraja tutaj wspaniale sieci wielgachnych sklepow, gdzie mozna kupic wszystko od filmow instruktazowych poczawszy, na zestawach BDSM do samodzielnego montazu skonczywszy.

Ostatnio jednak powstal nowy bum, ktory dzis pochlonal wieksza czesc gazety porannej. Nazywaja to zielonym seksem. Chodzi o krecenie amatorskich filmow pornograficznych, ktore sprzedaja, a pieniadze w ten sposob uzyskane oddaja do fundacji roznej masci "zielonych". Przeprowadzano wywiady z roznymi parkami, ktore w ten sposob manifestuja swoja zielonosc, a calosc wsparto bardzo naturalnymi klatkami z filmow ich tworczosci... W porannej gazecie...

A kiedys ktos probowal mi wmowic, ze czytanie i przegladanie pornografii w japonskim metrze jest tam powszechne i dlatego japonczycy sa zboczeni.

Naprostujmy wiec. Moze i Japonczycy sa zboczeni. Ale jesli tak, to mieszkam w kraju sterroryzowanym przez seks. Czuje sie go wszedzie. Gazety o nim pisza w kolko, obrazujac wszystko odpowiednimi zdjeciami, kobiety ubieraja sie (czy tez raczej rozbieraja) tak, jakby przescigaly sie nawzajem w emanowaniu erotyzmem. To samo tyczy zachowan.

Od dziecka Angielki sa hartowane. W najwieksze mrozy jezdza w wozkach, ale z golymi stopami, czy nawet calymi nogami, zeby jako dorosla moc paradowac na wpol naga na wysokim obcasie w najwieksze mrozy. Bo przeciez pokazac sie trzeba.

To samo tyczy rozwiazlosci. Jest to pewnego rodzaju ironia, mimo wszystko. Wielka Brytania chyba najglosniej nawoluje do powsciagliwosci seksualnej ludnosc poludniowej Afryki, przykrywajac sie twierdzeniem, ze to najlepszy sposob, by w koncu zatrzymac rozprzestrzenianie sie tam AIDS. Nasmiewaja sie z biednych Afrykanczykow, ze kondomy to pewnie sobie na drutach dziergaja i puszczaja sie wszyscy na lewo i prawo. Zadzieraja nosy do gory pokazujac jak mozna dostojnie zyc bez seksu.
Tymczasem nie tylko ja sadze, ze jest inaczej. Wedlug najnowszych badan, Wielka Brytania to najbardziej rozwiazly kraj na calym swiecie. Oznacza to, ze puszczalski jest tu praktycznie kazdy obywatel.

Czysta ironia.

A najsmieszniejsze jest to, ze ja tu zyje w celibacie.

6 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Emigracja ; 03 stycznia 2007 10:11:19.

Cheleb

Siekacy deszcz i czasem przejmujacy wiatr byly glownym bohaterem ostatnich swiat z okazji urodzin SynaSzefa™. Bardzo podobnie bylo w Sylwestra. Nawet nie trzeba bylo tego Sylwestra spedzac. Sam zszedl ;]

Nie ma za bardzo o czym opowiadac. Byl alkohol, byly maile, smsy i telefony od ludzi. Czasem od ludzi, ktorych nie spodziewalem sie przeczytac, czy uslyszec. Bylo milo. Choc na pewno bylo by milej, gdyby towarzystwo bylo mieszane. Niestety jedyne kobiety, jakie widzialem przez ostatnie kilka dni krzyczaly z balkonu dwa pietra wyzej "Szczesliwego nowego" i laly we mnie szampanem. Bardzo specyficzny system podrywu.

No coz. Nowy rok rozpoczal sie a z nim kolejne wyzwania. Jakis plan na ten rok mam. Zalozenia noworoczne rowniez. Czesc z nich wykonuje juz, czesc wykonam troche pozniej, czesci juz mi sie odechcialo wykonywac. Mam jednak nadzieje, ze ludziska milo spedzily te przerwe w naturalnym pracowniczo-szkolnym trybie zycia. Bylo - minelo. Teraz pora wrocic do noworocznych postanowien i wziac sie w garsc

Ja tym czasem juz marze o powrocie do domu z pierwszego dnia. Musze wykonac jeszcze pewne zakupy, ale na cale szczescie krotkie i w konkretnym miejscu.

Spelnienia waszych noworocznych postanowien! Bo o to czasem trudniej niz o spelnienie zyczen :) Tymczasem pozwolcie mi sie rozkoszowac spelnionym marzeniem. Prawdziwy chlebek na zakwasie na angielskiej ziemi. Nawet napisali na nim po polsku "Polski cheleb"

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Emigracja ; 02 stycznia 2007 16:48:27.