Strona główna Kontakt Jogger

Bazylowy Jogg

O makach, życiu i innych pierdołach

Początek emigracji

Chyba się nie przyzwyczaję do mieszkania tutaj. Choć mniej jest tu absurdu niż w USA, to jednak bardziej jest on odczuwalny. A może to mnie się tak jedynie zdaje? W końcu nigdy wcześniej nie emigrowałem. Zawsze miałem powrotny bilet. Tym razem nie mam i nie czuję się z tym za dobrze.

Wiktoriańskie krany i raczej kiepskie warunki mieszkania za ciężkie pieniądze nastrajają mnie jednak bardzo negatywnie. Całe szczęście już w poniedziałek zaczynam pracę. Będę miał inne rzeczy na głowie niż zastanawianie się nad swoją niedolą.

Pewnie z czasem będzie dobrze, ale na tę (tą?) chwilę mogę powiedzieć, że jest mi źle. Nie, to złe słowo. Jest mi tragicznie. Nie potrafię się odnaleźć w świecie kierownic po złej stronie, plastikowego żarcia i polaków oszukujących innych polaków. I tak za pamięci - "polaków" celowo piszę małą literą, więc się Jacku odwal :P

Jest trzecia w nocy (czasu lokalnego, czyli GMT), a ja nadal nie jestem w stanie zmusić się do spania. Co gorsza, w przeciwieństwie do telewizji amerykańskiej, tutaj naprawdę nic nie ma. Gorzej jak w Polsce!

Se wymyśliłem tę Anglię. Nie ma co. Zamienił stryjek...

Wampirek

Faktycznie, jedzenie u nich jest tragiczne. Po 2 dniach miałem dosyć i z radością zjadłem kolację po powrocie do domu w Polsce. Nic dziwnego, że sklepy z polskim żarciem robią u nich furorę...

Mamuśka :-)

Poczatki zazwyczaj bywają trudne. Myślę, że trochę przesadzasz, nabierz do tego wszystkiego "montyphaytonowskigeo" lub "clarksonowskiego" dystansu i zmieni sie optyka ;) a od poniedzialku zacznie sie cos innego ;) Powodzenia.

Misza

Znowu czarne myśli. Jutro do roboty - będzie dopiero ;-) A w ogóle to http://tinyurl.com/ygl6xs

LarryN

Tak, krany to padaka. Jedzenie też nie powala.
A co do narzekania, to Ty tak już masz :). Przyłączam się do Mamuśki, pamiętaj: "Always look on the bright side of live"

ociec

MrProgramista

Coś z tymi firmami chyba jest nie tak. Szukamy, zmieniamy .... (ja ostatnio nie zmieniam, ale to prozaiczna konieczność zapewnienia ciągłości cashflow). W połowie Lutego jestem przez dwa tygodnie w Londynie. Jeśli dotrwasz może jakaś wspólna knajpa chińska... A metodą na przetrwanie jest praca do upadłego. Szczególnie w początkowym okresie. Po pewnym czasie zmienia się perspektywa (podobno). Mnie te zmiany perspektywy nigdy nie "objęły" i zawsze czekałem na ostatni dzień i ... powrót. Na koniec nie będę pocieszał lecz napiszę szczerze co myślę - Anglia to nie jest kraj dla normalnych ludzi!. Mam nadzieję, że potraktujesz wyspy jako przystanek na trasie do...

Cachotterie

... do czego, do powrotu do Polski? To ja jednak już chyba wolę nienormalną Anglię... mimo kierownic po złej stronie i junk-foodu (zresztą rodowici, dobrze sytuowani Angole to jakoś tego junkfoodu nie jedzą, tylko mają odbite w drugą stronę - tj. wszystko musi być "organic"). Można jeść normalnie, tylko trzeba chcieć - iść do marketu, kupić sobie normalne mięso, ziemniaczki, warzywka, owocki których jest od cholery (duuużo większy wybór niż w Polsce w typowym markecie)... jedyne co jest absolutnie niestrawne to ich pieczywo, ale są i polskie piekarnie.
Krótko mówiąc: trochę Bazyl marudzisz, IMVHO ;)

Skomentuj:

Nick
URI
Kod: code