Archiwum
- Sierpień 2008 (4)
- Lipiec 2008 (5)
- Czerwiec 2008 (3)
- Maj 2008 (1)
- Kwiecień 2008 (2)
- Marzec 2008 (3)
- Luty 2008 (9)
- Styczeń 2008 (2)
- Grudzień 2007 (2)
- Listopad 2007 (3)
- Październik 2007 (6)
- Wrzesień 2007 (8)
- Sierpień 2007 (5)
- Czerwiec 2007 (1)
- Maj 2007 (10)
- Kwiecień 2007 (5)
- Marzec 2007 (26)
- Luty 2007 (21)
- Styczeń 2007 (11)
- Grudzień 2006 (4)
- Listopad 2006 (9)
- Październik 2006 (6)
- Wrzesień 2006 (2)
- Lipiec 2006 (1)
- Czerwiec 2006 (13)
- Maj 2006 (2)
- Kwiecień 2006 (9)
- Marzec 2006 (1)
- Luty 2006 (2)
- Styczeń 2006 (17)
- Listopad 2005 (5)
- Październik 2005 (1)
- Sierpień 2005 (1)
- Lipiec 2005 (17)
- Czerwiec 2005 (2)
- Maj 2005 (4)
- Kwiecień 2005 (4)
- Marzec 2005 (7)
- Luty 2005 (20)
- Styczeń 2005 (24)
- Grudzień 2004 (21)
- Listopad 2004 (25)
- Październik 2004 (22)
- Wrzesień 2004 (38)
- Sierpień 2004 (5)
Kategorie
- Batalie (23)
- Emigracja (50)
- Komercha (4)
- Ogłoszenia (19)
- Ogólne (229)
- Opowiadacze (13)
- Pieprzenie (29)
- Podróże (23)
- Prasówka (6)
- Programowanie (39)
- Cocoa (14)
- iPhone (2)
- Mac OS X (17)
- Obj-C (12)
- Technikalia (21)
Czytam
Samochody
Przez ostatnie pol roku mojego mieszkania w Polsce posiadalem bylem samochod. Nic specjalnego, ale jednak poza jego skarbonkowym charakterem, mial on rowniez swoje plusy. Mozliwosc pojechania w dowolne miejsce o dowolnej porze. Wspaniala rzecz.
Kiedy przeprowadzilem sie do Anglii, zaczalem sie zastanawiac, czy a) samochod jest mi w ogole do czegos potrzebny i b) czy potrafilbym sie przestawic. No bo w koncu ci zwariowani Brytyjczycy jezdza nie po tej stronie drogi co trzeba!
Zapewne wielu z Was zastanawia sie dlaczego tak dziwnie Anglia odstaje od reszty swiata, ktora upodobala sobie jednak jezdzenie po prawej stronie ulicy. Mnie rowniez zastanawialo. Dopoki nie zmusilem paru lokalnych do gadania, ktorzy z usmiechem na ustach, klepiac po ramieniu zaczeli po raz setny, kolejnemu biednemu imigrantowi, opowiadac.
Za czasow barbarzynskich, kiedy to nasza wspaniala cywilizacja odnajdywala najwieksza przyjemnosc w toczeniu krwi z siebie nawzajem problem omijania innych osob na trakcie byl tematem bardzo istotnym. No bo przeciez ow spotkany przez nas czlowiek moze miec akurat chetke na cos wiecej niz pogawedke. Moze na przyklad jesc nie ma co, albo poszedlby na kurtyzany? Opracowano wiec zasade, ze mija sie innych z LEWEJ strony, bo jako ze wiekszosc praworecznymi byla, latwiej bylo w ten sposob odpowiednio szybko i nie koniecznie sie meczac, zaszlachtowac drania.
Po wiekach calych jednak, nasz kochany papiez stwierdzil, ze ta barbazynska zasada musi byc ukrocona i kazal sie wszystkim przerzucic na strone druga - czyli prawa. Wszyscy radosni chrzescijanie podazyli za swym duchowym przywodca. Tylko, ze ci przekleci Angole chrzescijanami byli slabymi. Papieza mieli gdzies i swoja zasade utrzymali.
W tamtych czasach moze i nie bylo to specjalnie meczace, ale jak weszly do uzytku samochody.. coz... reszte sami wiecie.
Z drugiej jednak strony, to nie sama strona jezdni jest problematyczna, jak chodzi o tutejsze przepisy ruchu drogowego. Pech chcial, ze w tym kraju o prawo jazdy dosc latwo, wiec widok blondyneczki prowadzacej samochod jednoczesnie rozmawiajac przez komorke i malujac usta jest bardzo tutaj powszechny. Nie istnieje tutaj pojecie delikatnego ruszenia. Oj nie. Wciskasz gaz do dechy i jedziesz, a jesli nie zdazysz wyhamowac - mowi sie trudno. Lepiej pasy zapinac i uwazac na zbyt dziwaczne auta z wielkimi skrzydlami. To juz sa furiaci.
Autobusiarze nie sa lepsi. Jezdza jak potluczeni rzucajac cala podrozujaca ferajna po wszystkich oknach autobusu. Raz jednemu nawet mnie zrzucic z fotela zbyt gwaltownym skretem.
Jedyne, czego tutejszym nie mozna odebrac, to wyczucia odleglosci. Drogi tutaj wybudowano zanim powstaly samochody, w zwiazku z czym pasy sa szerokosci glowki od szpilki. Samochody na przeciwleglych pasach mijaja sie na tzw "gazete", czesto wyrywajac sobie nawzajem lusterka, gdy ktos za pozno skreci kierownice.
Sa tez drogi dwukierunkowe, ktore sa tak zapakowane zaparkowanymi samochodami wokol, ze obowiazuje ruch wahadlowy.
Prawo pierwszenstwa - o dziwo - powinien miec ten... z PRAWEJ! Ale i tak wszyscy maja to w nosie. Kto pierwszy ten lepszy. Do tego szalone blondyneczki, zmieniajace kolo na najszybszym pasie ruchu autostrady.
Wysmienicie.
Samochodu tutaj sobie NIE KUPIE!
Wystarczy mi rajdowiec bozej laski za kierownica lokalnego autobusu. I tyle wrazen juz wystarczy.
Metro 2: czyli jak spoznilem sie do pracy
Jakkolwiek bym nie wychwalal metra, to trzeba jednak przyznac, ze chlopaki tutaj nie bardzo wiedza co zrobic, kiedy cos pojdzie nie tak.
Wezmy sobie za przyklad dzisiaj. Wyszedlem o tej samej godzinie co zwykle. Majac przed soba 90ciominutowa podroz, chwycilem darmowa gazete (o unikalnej i wrecz wymyslnej nazwie "Metro") i ruszylem w kierunku platformy.
Zupelnie niepotrzebnie.
Zostalem poinformowany, ze dana linia dzis nie dziala. Przeklnalem szpetnie pod nosem i ruszylem na inna linie, ktora zamiast OD miasta zawiezie mnie w same jego centrum. Tam jeszcze tylko jedna przesiadka i juz jestem na stacji, ktora zawiezie mnie na lotnisko Heathrow, z ktorego juz mam autobus do pracy.
Znow blad. Ta linia TEZ nie chodzi. To juz bylo dla mnie za duzo. Ruszylem z kopyta, przeprawilem sie przez pol miasta z dwoma przesiadkami i dopadlem kolei panstwowej, zaplacilem krocie za bilet i ruszylem na lotnisko.
Kiedy wysiadlem, bylem przerazony. Normalnie wysiada sie zaraz kolo przystanku autobusowego. A tym razem wypadlem w samym srodku lotniska - miasta w miescie. Do tego jeszcze ladnych parenascie metrow pod terminalem.
Zaczalem sie blakac niczym Zyd po pustym sklepie, starajac sie jedynie wydostac z budynku. Kiedy mi sie to w koncu udalo, dopadlem darmowy autobus, ktory zawiozl mnie na przystanek, skad mialem juz transport bezposredni do Staines.
I tak, poltoragodzinna podroz zamienila sie 4rogodzinna.
Jedno jest pewne - w tym miescie mieszkac NIE BEDE. Niech tylko dopadne wyplate i juz mnie tam nie ma. Bo umre tutaj przez te dojazdy.
Drogi podrozniku! Chcesz zwiedzac Londyn? To sobie zwiedzaj. Ale do mieszkania sie to miejsce nie nadaje kompletnie.
Metro
Codziennie wybierajac sie do pracy spedzam prawie godzine na przepychaniem sie metrem przez miasto. Nie, zebym narzekal. Wrecz przeciwnie. To wspanialy srodek transportu. Pozwala na pokonanie naprawde duzych odleglosci w bardzo krotkim czasie.
Jedynym jego minusem jest fakt, ze jedzie sie praktycznie w ciemnosci. Zero widokow. Jedyne na czym mozna oko zawiesic - to ludzie. A jest ich tutaj setki rodzajow.
Jakis czas temu poinformowano mnie, ze najwiecej nacji calego swiata mieszka w Nowym Jorku. Na drugim miejscu zas jest wlasnie Londyn. I faktycznie. Mozna tutaj spotkac ludzi wszelkiej masci i rodzajow. Dziesiatki odcieni czarnego, zoltego, ciapatego i bialego wymieszanego ze soba do granic wszelkiej mozliwosci.
W kazdym kolorze mozna dostrzec ludzi wygladajacych na zakapiory (lecz glownie murzyni plci meskiej), sierotki (lecz glownie ciapate plci meskiej), dziewice intelektualne (glownie ciapate plci zenskiej), normalnych (glownie zolte plci meskiej) czy tez pieknych (ooo.. tutaj was zdziwie - kobity naturalnie angielskie).
Moda w tym kraju jest na tyle swobodna, ze mozna spotkac tu ludzi praktycznie w kazdym wdzianku. Nie ma szablonow. Szablonem jest nie trzymac sie zadnego szablonu. Faceci wygladajacy od mistrzow szpiegostwa, managerow wysokiego szczebla, po pajacow z zespolu cyrkowego i kobity mniej lub bardziej odkrywajace cialo nawet o tej porze roku.
Natura angielskiego stylu, wpajana jeszcze za mlodu niejako przyzwyczaja kobiety do bycia kobiecymi. Cos, co u nas w Polsce dawno sie juz zatarlo. Normalne jest, ze oglada sie dziewczyny w luznych spodniach i trampkach. Tutaj kazda dziewczynka chodzaca do szkoly musi miec spora wymowke nakladajac do szkoly spodnie. Tak samo jak chodzi o buty. Prawie zawsze na obcasie. Jakby urodzily sie w nich. Z drugiej strony faceci rowniez szaleja w sposobach urozmaicania swojego wygladu. Farbuja wlosny na dziesiatki roznych odcieni i jest to zwyczajnie normalne. Wcale nie znaczy, ze jest sie gejem.
Jednak najciekawszy jest fakt, ze obie plcie ubieraja sie czesto w stroje, ktore ja zwyklbym nazywac "domowymi" czy tez nawet "lozkowymi". Bo tak zwiewna halka, czy tez ponetne sukienki odkrywajace wiecej niz przykrywajace to jedno. Typowe stroje klasy porno z wycietymi miejscami na piersi i krocze przykryte jedynie stanikiem i majtkami.. od zewnatrz. To u kobiet jest dosc dziwne. Z drugiej strony faceci starajacy sie z siebie zrobic jak najwiekszych maczo przystrajajac sie w skory, obcisle spodnie i buty klasy "super pedant".
Lecz wciaz... Nie jest to regula. To po prostu koloryt.
Z czasem zaczyna sie to nudzic. Wtedy wystarczy siegnac do podlogi i podniesc dzisiejsza gazete, ktora umili nam podroz spedzona niemal w calosci w podziemiach pociagu zdazajacego na lotnisko Heathrow...
Angielska pogoda
W sumie to od niej powinienem zaczac, prawda?
By dac upust ciekawosci - owszem - angielska pogoda jest jak w przyslowiach. Ale ma swoje zalety.
Podstawowa zaleta pogody tutaj jest chec do pracy. I do zostawania w pracy na tyle dlugo, zeby nie wrocic do domu przemoczonym do szpiku kosci. Ale szczerze mowiac pogoda owa (czy tez moze powinienem nazwac ja Pogoda™) ma swoje upodobania. Na ten przyklad pada przede wszystkim w srodku dnia. Niejako przytrzymujac nas w biurze. Ranki sa sliczne i - co bardzo ciekawe - calkiem cieple. Pozwalaja nam nacieszyc sie ta chwila, ktora szybko przemija w drodze z domu do stacji metra. Potem juz jest tylko ciemnosc i mnostwo porozrzucanych gazet.
Wieczorami rowniez nie pada. Pozwalajac nam niejako sucho dotrzec do domu, czy tez jeszcze tego samego dnia po prostu wybrac sie na piwko. Jest to niewatpliwa zaleta.
Z informacji, ktore uzyskalem od miejscowych wiem, ze pada przez 9 miesiecy w roku, tylko samym fragmentej silnego lata pozwalajac nam na odetchniecie. Zapewne to jest glowny powod tak wysokich zarobkow tutaj. Zeby miec forse na wakacyjne wyjazdy np na Majorke.
Nie ukrywam, ze metoda dziala. I to skutecznie.
Z tego romantycznego punktu widzenia rowniez jest dosc ciekawe. Chmur jest tu cale mnostwo, dzieki czemu lecac do Anglii znajduje sie ja szybko - tam gdzie to klebisko chmur w dole ;]
Ale noca... Noca niebo jest czysciutkie. I kiedy wychodzi sie przed budynek, pokontemplowac przy papierosie na wprost siebie widzi sie wspanialy widok. Czyste, gwiezdziste niebo. I konstelacja Oriona prosto przed naszym nosem...
Tytulem wstepu
Chcialbym przeprosic, ze polskich znaczkow chwilowo nie uzywam. Ale najwiecej czasu i ochoty na rozpisywanie sie na temat mojego nowego zycia mam wlasnie w pracy.
Zreszta. Co tu kryc - angielska klawiatura nie wyglada tak samo jak te, ktorych uzywalem na codzien - amerykanskich. @ nie w tym miejscu, w zwiazku z czym za kazdym razem jak pisze e-mail to wbija mi sie ". Bardzo nieprzyjemne.
Ale roznic jest wiecej. Znacznie wiecej i nawet bardziej upierdliwych...
Ale przeciez nie o tym chcialem...
Zaczalem nowe zycie, jest mnostwo rzeczy do opowiadania, wiec moze pora zaczac sie nimi dzielic, prawda? :)
Koniec biadolenia. Pora opowiedziec, jak to jest. Na tej emigracji...
Początek emigracji
Chyba się nie przyzwyczaję do mieszkania tutaj. Choć mniej jest tu absurdu niż w USA, to jednak bardziej jest on odczuwalny. A może to mnie się tak jedynie zdaje? W końcu nigdy wcześniej nie emigrowałem. Zawsze miałem powrotny bilet. Tym razem nie mam i nie czuję się z tym za dobrze.
Wiktoriańskie krany i raczej kiepskie warunki mieszkania za ciężkie pieniądze nastrajają mnie jednak bardzo negatywnie. Całe szczęście już w poniedziałek zaczynam pracę. Będę miał inne rzeczy na głowie niż zastanawianie się nad swoją niedolą.
Pewnie z czasem będzie dobrze, ale na tę (tą?) chwilę mogę powiedzieć, że jest mi źle. Nie, to złe słowo. Jest mi tragicznie. Nie potrafię się odnaleźć w świecie kierownic po złej stronie, plastikowego żarcia i polaków oszukujących innych polaków. I tak za pamięci - "polaków" celowo piszę małą literą, więc się Jacku odwal :P
Jest trzecia w nocy (czasu lokalnego, czyli GMT), a ja nadal nie jestem w stanie zmusić się do spania. Co gorsza, w przeciwieństwie do telewizji amerykańskiej, tutaj naprawdę nic nie ma. Gorzej jak w Polsce!
Se wymyśliłem tę Anglię. Nie ma co. Zamienił stryjek...
Zaczytane z basha
Bardzo prawdziwe :)
Kawał robiący furorę w Anglii i Irlandii :
- Czym różni się Polak od E.T.?
- E.T. mówi po angielsku, ma rower i chce do domu.
Uśmiałem się do łez
Poszukiwania dachu
Dolecialem szczesliwie do Anglii. Pogoda w dniu przyjazdu zwiastowala, ze bedzie to dobry przyjazd. Niestety - nadzieje byly zludne. Minelo juz kilka dni. Poszukiwania mieszkania ruszyly pelna para. Co kolejne to gorsze od poprzedniego, a jesli sie juz znajdzie cos w rozsadnej dzielnicy to ceny zabijaja kompletnie. Kraj ciekawy, ale czuje sie tu obco. Kompletnie inaczej. Dziwnie. Z dnia na dzien coraz bardziej zaczynam zalowac tego pomyslu wyjazdu. Nie radze sobie w ogole. Nie rozumiem gdzie wolno a gdzie nie wolno chodzic. Nie do konca rozumiem jak poruszac sie tutaj. Pod opieka rodziny czuje sie w miare bezpiecznie, ale caly czas moja podswiadomosc czeka na date powrotu do kraju. A biletu powrotnego nie mam... Podpisalem juz umowe, wiec nie mam kompletnie wyjscia. Ale spac to chyba bede pod mostem, bo kompletnie nie wiem jak znalezc dla siebie miejsce do mieszkania...
Wylot
Jutro wylot. Mnóstwo załatwiania, kombinacji jak się zmieścić w limicie bagażu i takie tam. Stresuję się strasznie. Czy pójdzie po mojej myśli, czy znajdę dla siebie mieszkanie, czy nowe miejsce będzie moim nowym domem. Rozłąka z ukochaną też nie upraszcza sprawy.
To będzie bardzo długi miesiąc.
Czeka mnie również rozląka z internetem. Gdy tylko dorobię się go w swoim nowym mieszkaniu, napiszę długą przypowieść o polaku na obczyźnie. Tym razem już nie na wycieczce. Tym razem na emigracji...


