Archiwum
- Listopad 2008 (2)
- Październik 2008 (2)
- Wrzesień 2008 (2)
- Sierpień 2008 (5)
- Lipiec 2008 (5)
- Czerwiec 2008 (3)
- Maj 2008 (1)
- Kwiecień 2008 (2)
- Marzec 2008 (3)
- Luty 2008 (9)
- Styczeń 2008 (2)
- Grudzień 2007 (2)
- Listopad 2007 (3)
- Październik 2007 (6)
- Wrzesień 2007 (8)
- Sierpień 2007 (5)
- Czerwiec 2007 (1)
- Maj 2007 (10)
- Kwiecień 2007 (5)
- Marzec 2007 (26)
- Luty 2007 (21)
- Styczeń 2007 (11)
- Grudzień 2006 (4)
- Listopad 2006 (9)
- Październik 2006 (6)
- Wrzesień 2006 (2)
- Lipiec 2006 (1)
- Czerwiec 2006 (13)
- Maj 2006 (2)
- Kwiecień 2006 (9)
- Marzec 2006 (1)
- Luty 2006 (2)
- Styczeń 2006 (17)
- Listopad 2005 (5)
- Październik 2005 (1)
- Sierpień 2005 (1)
- Lipiec 2005 (17)
- Czerwiec 2005 (2)
- Maj 2005 (4)
- Kwiecień 2005 (4)
- Marzec 2005 (7)
- Luty 2005 (20)
- Styczeń 2005 (24)
- Grudzień 2004 (21)
- Listopad 2004 (25)
- Październik 2004 (22)
- Wrzesień 2004 (38)
- Sierpień 2004 (5)
Kategorie
- Batalie (25)
- Emigracja (51)
- Komercha (4)
- Ogłoszenia (19)
- Ogólne (230)
- Opowiadacze (13)
- Pieprzenie (30)
- Podróże (23)
- Prasówka (6)
- Programowanie (42)
- Cocoa (14)
- iPhone (4)
- Mac OS X (17)
- Obj-C (12)
- Technikalia (21)
Czytam
Istny Meksyk
Tak to właśnie wygląda.
Przekroczenie granicy w tamtą stronę było czymś niezwykłym. Obskrobane drzwi obrotowe, pozwalające wyjść, ale nie pozwalające wrócić. Żadnego sprawdzania paszportów. Nic. Kompletnie nic.
Zaraz za bramką - istny Meksyk. Ludzie wrzeszczący, zapraszający do swoich sklepów, namolnie proponujących taksówki. Ceny oczywiście zarówno w pesos jak i w dolarach. Ceny zawyżone. Ale to normalne.
- 23 dolary
- Co tak drogo? Tam dalej widziałem to samo za 15!
- Nie widział pan na pewno, sinor. 20.
- To ja idę tam się stargować do 10, do widzenia!
- Nie, czekaj pan. 15.
- Ale tam starguję do 10ciu!
- Mowy nie ma. Ja też muszę z czegoś żyć! 13!
- Właśnie sprzedał pan towar. Oto 13.
I tak dokładnie to wygląda. Jeśli nie będziesz się targować, obrazisz sprzedawcę. Nie można inaczej. Choć pod granicą inaczej to wygląda. Masa Amerykańców biorących wszystko jak leci. Utarg i tak i tak.
Przeklęty upał. Ten sam po drugiej stronie jest znacznie bardziej znośny. To pewnie przez tą gęstą zabudowę.
Znów ktoś trąbi. Strasznie nerwowi ci kierowcy. Jeszcze gorzej niż w Polsce. I ci meksykanie. Może to przez wychowanie na amerykańskich filmach, ale każden jeden wygląda jak zakapior.
Za to te kobiety...
Piękna, specyficzna uroda. Już wiem dlaczego amerykańce tam jeżdżą :) Aż mnie się zaszczepiło :P
Powrót był straszny. Ogromna, długa kolejka. Podobno krótsza niż ostatnio. Staliśmy tylko godzinę, a nie trzy.
- Coś do oclenia?
- Nie. Chyba, że ta butelka tequili. Wie pan. Dla rodziców. Chcieli oryginalną flachę. Z robakiem.
- Nie, tego nie trzeba.
- Proszę pana?
- Tak?
- To nie jest amerykański paszport. Niech pan niemacha nim przez czytnik, bo nie rozpozna.
- Jak to nie... a... Polska? Nigdy nie widziałem tutaj Polaka. U was chyba teraz tak gorąco, nie?
- To wie pan gdzie to jest? Mało kto tutaj wie.
- Straż graniczna musi, nie?
- Zapewne.
Mam dość. To była straszliwa wycieczka. Ten wszechobecny uał, męczący ludzie, szaleni kierowcy i ten niepokój, czy ktoś zaraz nie sprzeda mi plomby za patrzenie się na jego dziewczynę. Ale na co innego tam patrzeć? Wyniszczałę auta... a sklepy? Trzy rodzaje sklepów. Co trzeci (DOSŁOWNIE! To nie jest przenośnia!) to apteka. Oczywiście bezreceptowa. Wszystko idzie kupić. Amerykańce oczywiście tonami wynoszą szemranego źródła środki przeciwbólowe, antybiotyki itp. Żałosne.
Oprócz tego burdele (wyraźnie nie tylko mnie się podobają meksykanki :P) z alfonsami zapraszającymi co krok na "erotyczny masaż" i sklepy z pamiątkami. Takowy sklep składa się z kilku podstawowych rzeczy. Poncza, Sombrera i srebra. W cholerę srebra po cenach dumpingowych. Oczywiście wszystko z Chin. Może poza srebrem :) Ale też dość sztucznie wygląda. No cóż. Amerykańce łatwo się nabierają.
Specjalnie wyszliśmy wcześniej, żeby minąć ten ścisk. I zadziałało. Jak wracaliśmy, dopiero ulice zapełniły się tysiącem amerykańców kupujących wszystko jak leci.
Mam dość. Nie podobało mi sie. Teraz siedząc w hotelu, stwierdzam, że najlepsze z całej wycieczki było przekraczanie granicy w stronę USA. To uczucie ulgi - w końcu.
No cóż. Wracając zobaczyłem bardzo fajną koszulkę na grzbiecie jakiejś amerykańskiej murzynki. Tzn sama koszulka była taka sobie. Natomiast napis na niej mówił wszystko.
The worst failure in the world is not to try...
Mamuśka
Podobało sie czy nie to lepiej widzieć samemu jak jest okazja niż znać opowiadań innych :)
Riddle
Wow, jaki ciekawy post. :) To tylko wycieczka jedna, czy jeszcze podróżujesz? :)
bazyl
Riddle: Siedzę w San Diego, CA, mam niewiele do roboty, ale w weekendy wykorzystuję wolny czas trochę aktywniej. Znajduję się jakieś 30 mil od granicy z Meksykiem. Więc dlatego tam pojechałem. Ale to już była moja ostatnia wycieczka. W przyszły weekend w końcu wracam do Polski.


