Archiwum
- Sierpień 2008 (4)
- Lipiec 2008 (5)
- Czerwiec 2008 (3)
- Maj 2008 (1)
- Kwiecień 2008 (2)
- Marzec 2008 (3)
- Luty 2008 (9)
- Styczeń 2008 (2)
- Grudzień 2007 (2)
- Listopad 2007 (3)
- Październik 2007 (6)
- Wrzesień 2007 (8)
- Sierpień 2007 (5)
- Czerwiec 2007 (1)
- Maj 2007 (10)
- Kwiecień 2007 (5)
- Marzec 2007 (26)
- Luty 2007 (21)
- Styczeń 2007 (11)
- Grudzień 2006 (4)
- Listopad 2006 (9)
- Październik 2006 (6)
- Wrzesień 2006 (2)
- Lipiec 2006 (1)
- Czerwiec 2006 (13)
- Maj 2006 (2)
- Kwiecień 2006 (9)
- Marzec 2006 (1)
- Luty 2006 (2)
- Styczeń 2006 (17)
- Listopad 2005 (5)
- Październik 2005 (1)
- Sierpień 2005 (1)
- Lipiec 2005 (17)
- Czerwiec 2005 (2)
- Maj 2005 (4)
- Kwiecień 2005 (4)
- Marzec 2005 (7)
- Luty 2005 (20)
- Styczeń 2005 (24)
- Grudzień 2004 (21)
- Listopad 2004 (25)
- Październik 2004 (22)
- Wrzesień 2004 (38)
- Sierpień 2004 (5)
Kategorie
- Batalie (23)
- Emigracja (50)
- Komercha (4)
- Ogłoszenia (19)
- Ogólne (229)
- Opowiadacze (13)
- Pieprzenie (29)
- Podróże (23)
- Prasówka (6)
- Programowanie (39)
- Cocoa (14)
- iPhone (2)
- Mac OS X (17)
- Obj-C (12)
- Technikalia (21)
Czytam
Autko kupione
W końcu jestem szczęśliwym posiadaczem samochodu. Teraz to dopiero poczuję co to znaczy koszty :D Zachciało mi się luksusów. Ale co tam. Chciałem to mam. Muszę z tym żyć :)
XGL + Debian
= wielka porażka. Praktycznie każda dystrybucja ma już w swoich pakietach xgla. Jedynie debian jest w tyle. to samo z fglrx (sterownikiem ATI). Mają tak starego, że nóż się w kieszeni otwiera. Naścierałem się, żeby nowy Xorg ruszył z tym sterownikiem. A teraz się okazuje, że żadna z magicznych recept, któ¶e znalazł mi mój przyjaciel do niczego się nie nadaje.
Teraz ciekawe co nastąpi najpierw. Czy ja zmienię dystrybucję, czy Debian wyda XGLa w pakietach.
Sic!
Uwaga!
Ku przestrodze, moi panowie i panie. Co by i nam zbytnio palma nie odbiła :)
Wypito
Wampirek przyjechał. Pokazałem mu więc kawałek rynku, jadłodajnię i lokalny browar. Bo cóż innego facetowi do szczęścia potrzebne? :)
Piwo wypite, pogadane. Powtórka wymagana. Może tym razem znów w Warszawie...
Nowe
Przychodzi nowe. Od dawna z tym walczę, ale niestety mój kochany maczek ma akurat z tą technologią sporo problemów.
Niestety pora wyciągnąć lapa firmowego i zabrać się za całą sprawę na poważnie w poważnych systemach.
Autko
Powodowany dobrą sytuacją finansową, w końcu zdecydowałem się na kupno samochodu. Model już wybrany. Nawet konkretna sztuka. Od przyszłego tygodnia (zaraz po świętach) odbieram moją dziecinkę i rozpoczynam wojaże po urzędach :) Wypłacenie się na ubezpieczenia to kolejna sprawa. No ale cóż. Za luksus się płaci. A ja... zawsze chciałem mieć autko. Czas najwyższy.
Uch! Już nie mogę się doczekać :)
BenQ-Siemens EF81 już w sklepach!
Oczywiście nie polskich, ale jednak. W ostatni piątek, telefony wyjechały z fabryki do odpowiednich magazynów i potem dalej do sprzedaży detalicznej.
Już niebawem do dostania u operatorów. Tymczasem Ci, którzy cierpią na nadmiar gotówki mogą się zaopatrzyć w pełną wersję spersonalizowaną z tematem "Star Wars". Szczególnej uwadze polecam jeden z dzwonków, gdzie Yoda mówi "hmmm.. incoming call you have! Answer quickly you should!"
BenQ-Siemens EF81
Ostatnio coraz większym zainteresowaniem cieszą się telefony komórkowe. Kiedy powstała nowa marka (BenQ-Siemens) przez wykupienie przez tajwańską firmę dział komórkowy Siemensa, zaczęło się robić ciekawie. Zaczęto promować nową markę, gdzie telefon klapkowy (z ang. clamshell mobile phone) o numerze EF81 odgrywa dość istotną rolę.
Telefon ten jest skierowany dla bogatszych odbiorców. Ma bardzo duży wyświetlacz wewnętrzny (240x320 pixeli o 16bitowej głębi kolorów) i całkiem ciekawy wyświetlacz zewnetrzny (120x160 pixeli i też głębi 16 bitów). Ciekawostką jest metalowa obudowa i bardzo wytrzymała na rysy ochrona wyświetlaczy.
Warto też zwrócić uwagę na oprogramowanie wewnątrz telefonu. Nie daje odetchnąć konkurencji, dostarczając użytkownikowi wszystko, czego potrzebuje. Wszystko to, na gęstych wyświetlaczach daje naprawdę dobry efekt. Wzorowany na GSMowym telefonie Motorolii RAZOR V3, może nie dościga jej designem, ale jest technologicznie bardzo ciekawy. Videotelefonia (UMTS), odtwarzanie wielu formatów audio/video, całkiem zgrabna przeglądarka internetowa (HTML a nie tylko WAP) pozostawia wiele do życzenia. Ważnym hintem jest jednak, że Opera Mobile chodzi na telefonie bardzo ładnie.
Do minusów zaliczyłbym przede wszystkim brak USB mass storage. Jakakolwiek wymiana danych z komputerem może nastąpić jedynie przez dedykowany soft (Mobile Phone Manager).
Chciałbym również przestrzec zapaleńców, którzy mogą dać się nabrać na głupoty wypisywane na temat tego telefonu przez wielu wariatów z sieci. Telefon nie ma systemu opartego na linuxie. Jest to komercyjna platforma, która z linuxem nie ma nic wspólnego.
Dlaczego piszę o tym telefonie? Jestem użytkownikiem. Jak większość z nas. Wkurzają mnie braki, jakie widzę w innych telefonach. Wkurzają mnie mało wygodne GUI (EF81 oparty jest zdziebko na GUI poprzedniego modelu tej generacji SXG75, który nie trafił na polski rynek) i prezentuje się bardzo wygodnie. Jest czytelny i można mu ustawić tak duże czcionki, że nawet moja babcia byłaby w stanie czytać z jego ekranu. Po prostu bardzo mi się ten telefon podoba.
Ale mnie na słowo też nie dokońca należy wierzyć. Dlaczego? Ponieważ ten telefon jest produktem w pewnej mierze polskim. Oprogramowanie zostało do niego napisane we Wrocławiu w tutejszym dziale R&D firmy BenQ Mobile (Wcześniej Siemens Mobile). I jestem dumnym współprojektantem i współtwórcą tego telefonu.
Telefon wychodzi na rynek w najbliższym tygodniu. Operatorzy jednak zaczną go sprzedawać dopiero za jakiś czas (za miesiąc - a polscy, to cholera wie kiedy), więc na kupowanie go za obniżoną kwotę cyrografu (umowy z operatorem) musimy jeszcze trochę poczekać.
Kopanie się z prądem
Od mniej więcej tygodnia, moja wspaniała elekpstryka domowa zaczęła szwankować. Niedługo po malowaniu przedpokoju, wszystkie żarówki zaczęły zachowywać się dyskotekowo, a z puszki z bezpiecznikami zaczęły wydobywać się podejrzane skrzeki.
Zabieraliśmy się za rozwiązanie tego problemu bardzo długo. W końcu, zmuszony wlazłem na stołek i odkręciłem bezpieczniki. Próba wkręcenia jednego z nich z powrotem spowodowała niezłe "bum"
Najmniej miłym elementem tej już z założenia niemiłej historii, jest fakt, że bezpiecznik, który zrobił "bum" był znacznie większy od pozostałych i dostarczał elekpstrykę do większości mieszkania (poza łazienką). Wizja życia w ciemności przestraszyła mnie na tyle, że... nie zrobiłem nic.
Kiedy wróciłem do domu po obiedzie u rodziców, mój współlokator już szlifował nowe kosze na bezpieczniki, pokazując jak ciekawą formę ktoś obrał zabezpieczania mieszkania, w którym żyjemy. Ów strzelony bezpiecznik nie był wcale strzelony. Był dwa razy silniejszy niż powinien, dodatkowo z podkładką w postaci starej 20stogroszówki, która już dawno zmieniła kolor na smolistoczarną.
Nie wiem komu wpadł tak genialny pomysł, ale wiem już dlaczego. Mianowicie jeden z koszy bezpiecznikowych był zwyczajnie za duży, więc, żeby bezpiecznik stykał jak trzeba - musiał być większy... i jeszcze przedłużony jakąś podkładką. Jednak rozwiązanie to zdumiewa mnie do dzisiaj. Że jeszcze udało nam się żyjąc z czymś takim nie spłonąć...


