Archiwum
- Listopad 2008 (2)
- Październik 2008 (2)
- Wrzesień 2008 (2)
- Sierpień 2008 (5)
- Lipiec 2008 (5)
- Czerwiec 2008 (3)
- Maj 2008 (1)
- Kwiecień 2008 (2)
- Marzec 2008 (3)
- Luty 2008 (9)
- Styczeń 2008 (2)
- Grudzień 2007 (2)
- Listopad 2007 (3)
- Październik 2007 (6)
- Wrzesień 2007 (8)
- Sierpień 2007 (5)
- Czerwiec 2007 (1)
- Maj 2007 (10)
- Kwiecień 2007 (5)
- Marzec 2007 (26)
- Luty 2007 (21)
- Styczeń 2007 (11)
- Grudzień 2006 (4)
- Listopad 2006 (9)
- Październik 2006 (6)
- Wrzesień 2006 (2)
- Lipiec 2006 (1)
- Czerwiec 2006 (13)
- Maj 2006 (2)
- Kwiecień 2006 (9)
- Marzec 2006 (1)
- Luty 2006 (2)
- Styczeń 2006 (17)
- Listopad 2005 (5)
- Październik 2005 (1)
- Sierpień 2005 (1)
- Lipiec 2005 (17)
- Czerwiec 2005 (2)
- Maj 2005 (4)
- Kwiecień 2005 (4)
- Marzec 2005 (7)
- Luty 2005 (20)
- Styczeń 2005 (24)
- Grudzień 2004 (21)
- Listopad 2004 (25)
- Październik 2004 (22)
- Wrzesień 2004 (38)
- Sierpień 2004 (5)
Kategorie
- Batalie (25)
- Emigracja (51)
- Komercha (4)
- Ogłoszenia (19)
- Ogólne (230)
- Opowiadacze (13)
- Pieprzenie (30)
- Podróże (23)
- Prasówka (6)
- Programowanie (42)
- Cocoa (14)
- iPhone (4)
- Mac OS X (17)
- Obj-C (12)
- Technikalia (21)
Czytam
Ktoś
Środek nocy. Spacerując pustymi ulicami San Diego kopię przed sobą niewielki kawałek betonu. Niebo w pochmurną noc wygląda tu niesamowicie. Światła miasta rozświetlają chmury, które delikatną taflą rozpościerają się niczym letnia pierzynka nad terenem całego San Diego. W takie dni jak ten chce się żyć.
Godzina z bardzo późnej powoli zaczyna się przeobrażać w bardzo wczesną. Neony sklepów i knajp zaczynają wygasać. Wyłączają gazowe piecyki i sztuczne kominki. Zapada niezręczna cisza zmieszana z mrokiem. Nie żeby było całkiem ciemno. Światła z parkingu i ulic i tak sprawiają, że jest jasno jak w pochmurny dzień. Puste ulice powoli zapełniają się cieżarówkami sprzątającymi. Lejąc strumienie wody i szorując drucianymi szczotami mechanicznymi robią harmider jak myśliwce wracające właśnie z nocnych manewrów.
Ten kraj nie tylko jest inny. On robi nas innymi. Reklamy, sposób bycia, jedzenie... podejście do życia. Wszystko to jest tutaj kompletnie inne. Właściwie nie wiem, czy to to, czy zbyt długa samotność zaczęła mnie zmuszać do myślenia nad tematami, o których zazwyczaj się nie pamięta.
Kiedy zmieniałem ostatnio pracę kierowałem się czymś zupełnie innym niż chęcią spełnienia się. Chodziło raczej o pieniądze. W efekcie jednak zaspokoiłem inne potrzeby. Bardzo próżne.
Jedną z częstych reklam w tutejszej telewizji lokalnej jest reklama American Express. Reklamują swoje nieoprocentowane pożyczki dla ludzi, chcących założyć swoją własną firmę. Ludzi z pomysłem. Myśl przewodnia reklamy jest bardzo prosta: Chciałem coś stworzyć.
Owo lakoniczne coś odciska się na mojej głowie głębokim rowkiem. Ja też wiecznie chciałem stworzyć coś. Jednak nie chodziło o chęć tworzenia samą w sobie. Chodziło o stworzenie czegoś, co będzie dostępne dla wszystkich. Co wszyscy będą w stanie zobaczyć, zrozumieć, podziwiać. A tym samym będą podziwiać mnie samego.
Taka próżność ma pewne swoje podstawy. Być może pewnym ludziom wystarczy dach nad głową praca i ew. żona z gromadką dzieci. Mnie chodzi jednak o coś kompletnie innego. Ludzkie życie jest bardzo ulotne. Chciałbym więc zostać zauważonym. Choć na krótką chwilę zwrócić na siebie oczy całego świata.
Być kimś.
Jajcus
Znam tę próżność. I zastanawiam się, czy to wada, czy może choć trochę zaleta, bo popycha do działnia. Zapewne i jedno, i drugie.
mmazur
"Bycie kimś" jest li tylko kwestią skali. Chcesz być sławny jak Brad Pitt? Nieee, to za dużo.
Prędzej coś mniejszego, mieszczącego się w jakiejś niszy (zawodowej zapewne). Tylko jak szybko stwierdzisz, że 'bycie kimś' dla jakiejś bliżej niezidentyfikowanej, statystycznej grupy ludzi (dzielącej z tobą li tylko zawód), nie jest specjalnie ciekawe. Jeśli rzeczywiście masz ambicje, to 'ilość' będzie tylko dodatkiem, przestawisz się na 'jakość' -- to, jak dużo osób cię rozpoznaje, będzie tylko miłym dodatkiem, ale w rzeczywistości będzie ci zależało na poważaniu wśród ludzi, których znasz na tyle, by mieć jakiś powód, by ich szanować...
Znajomych, rodziny...
Bycie kimś jest tylko kwestią skali :)
Mamuśka
Aż całego świata ?
Niech moc będzie z Tobą i niech spełniają się marzenia :)
gordon
wada czy zaleta - to pytanie takie czy nam wirusy pomagaja czy przeszkadzaja przetrwać - odpowiedź: gdyby nam nie przeszkadzały, nie mielibyśmy potrzeby rozwinąć się bardziej niż one...
a mmazur jak dla mnie ma 100% racje - jeżeli twoja żona i dzieciaki zapamiętaja cię jako dobrego ojca, czy to nie wystarczy?
oczywiście jeżeli stać kogos na więcej, to nie zaspokoi sie tylko "byciem dobrym ojcem"...
taka dyskusja nie ma końca, jedyna konkluzja która mi przychodzi do głowy - zaspokajać głód dopaminy tak jak ci organizm podpowiada, "żyj, i daj żyć innym"
Ryba
Sny o potedze...
:]


