Archiwum
- Listopad 2008 (2)
- Październik 2008 (2)
- Wrzesień 2008 (2)
- Sierpień 2008 (5)
- Lipiec 2008 (5)
- Czerwiec 2008 (3)
- Maj 2008 (1)
- Kwiecień 2008 (2)
- Marzec 2008 (3)
- Luty 2008 (9)
- Styczeń 2008 (2)
- Grudzień 2007 (2)
- Listopad 2007 (3)
- Październik 2007 (6)
- Wrzesień 2007 (8)
- Sierpień 2007 (5)
- Czerwiec 2007 (1)
- Maj 2007 (10)
- Kwiecień 2007 (5)
- Marzec 2007 (26)
- Luty 2007 (21)
- Styczeń 2007 (11)
- Grudzień 2006 (4)
- Listopad 2006 (9)
- Październik 2006 (6)
- Wrzesień 2006 (2)
- Lipiec 2006 (1)
- Czerwiec 2006 (13)
- Maj 2006 (2)
- Kwiecień 2006 (9)
- Marzec 2006 (1)
- Luty 2006 (2)
- Styczeń 2006 (17)
- Listopad 2005 (5)
- Październik 2005 (1)
- Sierpień 2005 (1)
- Lipiec 2005 (17)
- Czerwiec 2005 (2)
- Maj 2005 (4)
- Kwiecień 2005 (4)
- Marzec 2005 (7)
- Luty 2005 (20)
- Styczeń 2005 (24)
- Grudzień 2004 (21)
- Listopad 2004 (25)
- Październik 2004 (22)
- Wrzesień 2004 (38)
- Sierpień 2004 (5)
Kategorie
- Batalie (25)
- Emigracja (51)
- Komercha (4)
- Ogłoszenia (19)
- Ogólne (230)
- Opowiadacze (13)
- Pieprzenie (30)
- Podróże (23)
- Prasówka (6)
- Programowanie (42)
- Cocoa (14)
- iPhone (4)
- Mac OS X (17)
- Obj-C (12)
- Technikalia (21)
Czytam
Ironia
"Co ona tak hałasuje?" nasunęło mi się, kiedy laska opuszczała parking nowiutkim, czerwonym mustangiem robiąc straszliwy hałas. Spod maski wydobywał się przeraźliwy pisk wdzierający się do czaski, jak deszcz szpilek. Zdezorientowana dziewczyna zatrzymała się nagle, zwolniła hamulec ręczny i pojechała dalej bez większych ekscesów.
Czysta ironia tego świata. Spotyka się ją na każdym kroku. Zupełnie jak policja łapiąca ludzi, którzy zagrażają ruchowi drogowemu, a nie sunący z resztą, gromadnie przekraczając limit prędkości. Sami w końcu wszystkich wyprzedzają. Żeby nie robić korków. Nie żeby było to coś niezwykłego. Tutaj jest to po prostu normalne.
Siedząc w domu i połykając smętne seriale telewizyjne wiecznie napotykam reklamy coraz to ciekawszych leków na bezsenność, otyłość, brak popędu seksualnego. Pięknie zaaranżowana sceneria, uśmiechnięci ludzie i lektor zachwalający dany produkt. Potem w tym samym tonie lekarz ostrzegający przed skutkami ubocznymi - senność, ospałość, cukrzyca, zawroty głowy, niedokrwienie. Z tym samym głupawym uśmieszkiem, jakby dalej reklamował ten przecież doskonały produkt.
Albo Phillip Morris reklamujący się jako firma zwalczająca palenie. Chcesz rzucić? Zgłoś się do nich. Pomogą Ci. Przekażą informację jak to zrobić, pomoc medyczną, stos broszur... Firma nikotynowa...
Ironia.
No i to wszechobecne wojsko. I wspaniały ruch proamerykański. Wchodzisz na SeaWorld i równo o godzinie otwarcia puszczają hymn narodowy. Jakbyśmy byli światkami wydarzenia narodowego. Chwilę potem przed samym pokazem delfinów Wujek Sam zaczyna opowiadać, że wszystko to robią dla naszego dumnego wojska. W telewizji smętny pan poseł opowiada o specjalnych dotacjach dla żołnierzy, a chwilę potem piękny filmik agitacyjny - "Dołącz do Armii Stanów Zjednoczonych".
Czasami aż strach otworzyć puszkę piwa.
"O, fajny film się zaczyna." Rozkładam się wygodnie na kanapie i nalewam sobie koli, a kiedy tylko skończą puszczać napisy początkowe, puszczają serię reklam. Półtoragodzinny film poszatkowany reklamami trwa trzy godziny. Wszystko tu kosztuje masę czasu. Tylko sklepy są zawsze blisko. O ile jedziesz samochodem i nie jedziesz w godzinach szczytu, oczywiście.
Teraz, kiedy się tak nad tym zastanawiam, szukając wielkiego wozu na gwiaździstym, bezchmurnym, nocnym niebie pustyni San Diego, ogarnia mnie straszliwa pustka. Obcy świat przepełniony wielkimi sprzecznościami, gdzie najważniejsze są flaga państwowa, hymn narodowy i wszechobecne wojsko. Ale nie tak jak w Polsce. Nie znajdziesz tutaj pijanego trepa włóczącego się po knajpach szukając bijatyki. Jedynie przeraźliwy huk przelatujacych samolotów i helikopterów startujących i lądujących na jednym z pięciu wojskowych lotnisk w tym mieście. Pięć lotnisk wojskowych na jedno cywilne. Piękna statystyka.
O, znalazłem gwiazdę północną. To teraz tylko trzeba odliczyć pięć gwiazd... Zaraz... Czemu mi ta gwiazda północna spierdala na lotnisko?
gordon
strach pomyśleć - ale większość polaków zapatrzona jest raczej w amerykę niż europę.
być może też dązymy do senności otyłości i kłopotów z erekcją...
na wszelkie rozterki patriotyczno-narodowościowe polecam "koniec dzieciństwa" Arthura C Clarka. kosmopolityczna książka...
Mamuśka
Taki amerykański Jin i Jang :-)
gem
Mamuśka: Y a nie J :)
Mamuśka
gem, niekoniecznie y :-) różne źródła podają różnie i y i j jest prawidłowo :)
Jezuch
Poprawnie to by było chińskimi krzaczkami, transliteracja może być równie dobrze polska jak i anglosaska (i zgadnijcie która wydaje się właściwsza w polsce? ;))
Mamuśka
Jezuch skoro pytasz to pewnie anglosaska :)


