Strona główna Kontakt Jogger

Bazylowy Jogg

O makach, życiu i innych pierdołach

Ironia

"Co ona tak hałasuje?" nasunęło mi się, kiedy laska opuszczała parking nowiutkim, czerwonym mustangiem robiąc straszliwy hałas. Spod maski wydobywał się przeraźliwy pisk wdzierający się do czaski, jak deszcz szpilek. Zdezorientowana dziewczyna zatrzymała się nagle, zwolniła hamulec ręczny i pojechała dalej bez większych ekscesów.

Czysta ironia tego świata. Spotyka się ją na każdym kroku. Zupełnie jak policja łapiąca ludzi, którzy zagrażają ruchowi drogowemu, a nie sunący z resztą, gromadnie przekraczając limit prędkości. Sami w końcu wszystkich wyprzedzają. Żeby nie robić korków. Nie żeby było to coś niezwykłego. Tutaj jest to po prostu normalne.

Siedząc w domu i połykając smętne seriale telewizyjne wiecznie napotykam reklamy coraz to ciekawszych leków na bezsenność, otyłość, brak popędu seksualnego. Pięknie zaaranżowana sceneria, uśmiechnięci ludzie i lektor zachwalający dany produkt. Potem w tym samym tonie lekarz ostrzegający przed skutkami ubocznymi - senność, ospałość, cukrzyca, zawroty głowy, niedokrwienie. Z tym samym głupawym uśmieszkiem, jakby dalej reklamował ten przecież doskonały produkt.

Albo Phillip Morris reklamujący się jako firma zwalczająca palenie. Chcesz rzucić? Zgłoś się do nich. Pomogą Ci. Przekażą informację jak to zrobić, pomoc medyczną, stos broszur... Firma nikotynowa...

Ironia.

No i to wszechobecne wojsko. I wspaniały ruch proamerykański. Wchodzisz na SeaWorld i równo o godzinie otwarcia puszczają hymn narodowy. Jakbyśmy byli światkami wydarzenia narodowego. Chwilę potem przed samym pokazem delfinów Wujek Sam zaczyna opowiadać, że wszystko to robią dla naszego dumnego wojska. W telewizji smętny pan poseł opowiada o specjalnych dotacjach dla żołnierzy, a chwilę potem piękny filmik agitacyjny - "Dołącz do Armii Stanów Zjednoczonych".

Czasami aż strach otworzyć puszkę piwa.

"O, fajny film się zaczyna." Rozkładam się wygodnie na kanapie i nalewam sobie koli, a kiedy tylko skończą puszczać napisy początkowe, puszczają serię reklam. Półtoragodzinny film poszatkowany reklamami trwa trzy godziny. Wszystko tu kosztuje masę czasu. Tylko sklepy są zawsze blisko. O ile jedziesz samochodem i nie jedziesz w godzinach szczytu, oczywiście.

Teraz, kiedy się tak nad tym zastanawiam, szukając wielkiego wozu na gwiaździstym, bezchmurnym, nocnym niebie pustyni San Diego, ogarnia mnie straszliwa pustka. Obcy świat przepełniony wielkimi sprzecznościami, gdzie najważniejsze są flaga państwowa, hymn narodowy i wszechobecne wojsko. Ale nie tak jak w Polsce. Nie znajdziesz tutaj pijanego trepa włóczącego się po knajpach szukając bijatyki. Jedynie przeraźliwy huk przelatujacych samolotów i helikopterów startujących i lądujących na jednym z pięciu wojskowych lotnisk w tym mieście. Pięć lotnisk wojskowych na jedno cywilne. Piękna statystyka.

O, znalazłem gwiazdę północną. To teraz tylko trzeba odliczyć pięć gwiazd... Zaraz... Czemu mi ta gwiazda północna spierdala na lotnisko?

gordon

strach pomyśleć - ale większość polaków zapatrzona jest raczej w amerykę niż europę.

być może też dązymy do senności otyłości i kłopotów z erekcją...

na wszelkie rozterki patriotyczno-narodowościowe polecam "koniec dzieciństwa" Arthura C Clarka. kosmopolityczna książka...

Mamuśka

Taki amerykański Jin i Jang :-)

gem

Mamuśka: Y a nie J :)

Mamuśka

gem, niekoniecznie y :-) różne źródła podają różnie i y i j jest prawidłowo :)

Jezuch

Poprawnie to by było chińskimi krzaczkami, transliteracja może być równie dobrze polska jak i anglosaska (i zgadnijcie która wydaje się właściwsza w polsce? ;))

Mamuśka

Jezuch skoro pytasz to pewnie anglosaska :)

Skomentuj:

Nick
URI
Kod: code