Strona główna Kontakt Jogger

Bazylowy Jogg

O makach, życiu i innych pierdołach

Bardzo zły dzień (lepszy jedynie od pierwszego dnia tutaj)

"Tu jest zielono, wiem. Ale tylko dzięki człowiekowi", stwierdził jeden z pracowników firmy, do której przyjechałem. Faktycznie. Wszystkie zielone strefy są pielęgnowane i nawadniane sztucznie. Skoro pada tu może przez miesiąc-dwa w roku (w każdym z tych miesięcy po kilka dni), to trudno się dziwić. Inaczej wszystko by tu uschło i pustnia dotarła by i tutaj. W sumie daleko nie trzeba szukać. Wystarczy kilka kilometrów za miasto i już. Jesteśmy na terenie, gdzie o wodzie to się opowiada.

Najbardziej rozbawiło mnie to, kiedy pojechaliśmy jeść do pobliskiego centrum żywieniowego. W większości obleganego przez pracowników firmy, do której przyjechałem. Jest tu tego kilkanaście ładnych budynków. Istny kampus.

Siedząc i wcinając gyrosa (tutaj smakuje zupełnie inaczej i w sumie nie jest taki drogi) zobaczyłem małego ptaszka. Ciężko mi stwierdzić co to było. Było trochę podobne do wróbla, ale tylko z pozoru. Zupełnie inne upierzenie. I kompletnie inne zachowanie. Ten koleś po prostu upatrzył sobie mój talerz! Nic dziwnego, że są tu ptaki. Może i nie ma owadów, ale tutaj ptaki karmi się jak bezpańskie psy!

Zszokowany wracałem do samochodu. Zapakowałem całą ekipę do środka i szybko pojechałem z powrotem do firmy. W czasie jazdy zobaczyłem małą żółtą karteczkę powiewającą mi za szybą. Jak tylko dojechaliśmy na parking, wyskoczyłem z auta i chwyciłem z ręką na sercu.

Mandat?

Nic z tych rzeczy. Ktoś mnie przeprasza za zniszczenie mi wozu i zostawia parę notek informacyjnych.

Zniszczył?

Jak to zniszczył???

Gdzie!?!

Pochylam się przy drzwiach i...

Na pierwszy rzut oka nic nie widać. Może dlatego, że facet jest artystą. Równiutko przez całą długość samochodu zrobił mi rysę. Tak idealnie, że bardzo pięknie wkomponowała się w linię samochodu. Jakby była do tego zaprojektowana! Teraz to dopiero będzie problem, żeby załątwić wszystkie sprawy formalne, wymienić samochód itp. Nadzwoniłem się jak dziki, wyciągając od kolejnych osób coraz to ciekawsze informacje. W końcu dowiedziałem się, że wymienią mi samochód bez problemu i nie mam się czym martwić, tylko zapakować się w auto i pojechać wymienić samochód.

Nie mogę powiedzieć, że poczułem ulgę, bo bym kłamał w żywe oczy. Ale podnieciłem się przynajmniej, że dostanę inny samochód. Coś innego, najlepiej amerykańskiego, czym będę mógł pojeździć.

Ochoczo, zaraz po pracy wyruszyłem w podróż na lotnisko, koło którego była wypożyczalnia. Wjechałem gdzie trzeba, wypełniłem papiery i radośnie, z tobołami pod pachą, pobiegłem wziąć coś innego w zamian.

"Może być BT Cruiser?" Oczywiście, że może. Nie wiem co to, ale miła to odmiana. Taszcząc tobołki dotarłem do odpowiedniego stanowiska i wpakowałem się do ogromnego, typowo amerykańskiego krążownika. Bydle potworne. Już mi się nie podobało, no ale cóż. Jak auto to auto. Podjeżdżam do bramki, strażnik sprawdza papiery...

"Pan ma niewłaściwy samochód". Znowu!? Czy ten dzień się nigdy nie skończy???

Zawracanko, odstawianko, nawarot do obsługi. Nie było więc nic innego jak pontiac. Taki sam jak miałem. I znów BIAŁY! Nie narzekajmy jednak na świat. Wróciłem do domu, wypakowałem sprzęta.

Nieszczęścia jednak chodzą parami. Pamiętam, że brałem z samochodu kartę wstępu na parking. Ale zdaje się, że ją zgubiłem. Pewnie wypadła mi gdzieś pomiędzy rzędami wielkich aut. Przepadło. 20 baksów w plecy. Nie żeby było za szczęśliwie. Do tego mogą mi kazać płacić za paliwo, którego nie zatankowałem do tego bydlaka, co mi go jakiś Hindus strzaskał. Niby się nie zorientowali, ale cholera ich wie. To jest jednak bardzo zły dzień.

Olawszy cały świat, wyszedłem na balkon zapalić papierosa. Odpocząć i ukoić nerwy wypatrując w puste ulice, zapadającego w mrok San Diego. Spokój Bazylku. To już wszystko za tobą. Niczego już nie zmienisz.

W tym momencie włączył się stojący na balkonie klimatyzator z takim impetem, że prawie wypadłem przez barierkę ze strachu.

To nie niebo spada mi na głowy. Tylko wkurw na rozum.

Mamuśka

Wkurzająca nieco przygoda to fakt ale na niektóre zdarzenia nie mamy wpływu. Szkoda nerwów... wiem, wiem łatwo mówić jak się w tym nie było. Kolejne życiowe doświadczenie za Tobą. Teraz włącz luz :-)

iss

A to nie miał być PT Cruiser? Taki mały śmieszny Chrysler.
BTW tam chyba nie ma bezpańskich psów, więc ptaki się karmi.

Ociec

Muszę przyznać, że Ameryka zmienia się bardzo powoli. Kiedyś mogłeś mieć tam każdy samochód, pod warunkiem, że był to czarny Ford. Po stu latach możesz tam jeździć każdym białym Pontiaciem A przy okazji, może zdzwoń do nich i się zapytaj, czy może znaleźli kartę parkingową w tym porysowanym?

Trollaga

Pustynia. Heh:) W zeszłym roku byłam w Tunezji i zaobserwowałam dokładnie to samo. Tam gdzie turysty się pętały to nawet trochę zieleni było, we wszystkich pozostałych miejscach piach (szary!), kamole i jakieś na wpół uschnięte chabzie. Najadłam się tej wysuszonej egzotyki po czubek głowy, wolę Polskę :)
A co do karmienia wróbli, to swego czasu jak się usiłowało zszamać na wrocławskim rynku pizzę przy stoliku koło Pizzy Hut, można było natknąć się na takiego małego agresora. Siedziało takie szare 10 cm od Twojej pizzy i gapiło się bezczelnie na każdy kęs podnoszony do ust. Z litości (głupoty moim zdaniem ;) rzucało się mu kawałek i po sekundzie wokół twojej pizzy roiło się stado wróbli. Częstowały się już same...

klisu

Tu się mszczą za Ciebie na białym panatiku:
http://video.google.com/videoplay?docid=5854686068870249151

Skomentuj:

Nick
URI
Kod: code