Strona główna Kontakt Jogger

Bazylowy Jogg

O makach, życiu i innych pierdołach

Więzienie

Siedzę przy balkonie wypatrując ludzi na ulicach. Bezskutecznie. Czasami ktoś przewinie się przed jedną z restauracji. Wychodzą do domu albo zapalić. To jedyna metoda na palenie tutaj - wyjść na zewnątrz. Z szóstego piętra niewiele można zobaczyć. W późne popołudnie, takie jak teraz, kiedy słońce zostaje już zastąpione przez księżyc, jedyne co tak naprawdę widać, to światła tego miasta. Reflektory samochodów, szyldy różnorakich instytucji i lapmy uliczne oświetlające pustoszejące ulice i wiecznie bezludne chodniki.

Przed chwilą wróciłem ze spaceru po okolicy. Byłem jedynym piechurem. Tutaj jedyne drogi jakie się przebywa to od samochodu do drzwi budynków. Siedząc na murku przed moim hotelem często widuję ludzi. Różnej maści. Uwielbiają rozmawiać, więc często jestem zaczcepiany.

Tamten co idzie to szef małej firemki programistycznej. Robią na zlecenie. Głównie dla Europy, ale i tutaj czasem coś się znajdzie. A tamta dziewczyna to turystka. Przyjechała z chłopakiem z Bostonu. Ciągle nie może uwierzyć, że u niej sypie śnieg, a tutaj co rano wychodzi ciepłe słoneczko na bezchmurne niebo. Tamten facet to tutejszy boy hotelowy. Dziś nie jest na służbie. Przyszedł pozabierać parę swoich książek. Zapomniał zabrać, schodząc ze zmiany. Studiuje matematykę. Jest niezły, ale nie lubi komputerów. Myśli o czymś humanistycznym po tym co robi. Praca tutaj to jedyny sposób, żeby pokryć koszty nauki. Ale nie tylko. Podjechał pod hotel nowiutkim Lexusem. Kupił całkiem niedawno. Tutaj to normalne. Szczególnie w Kalifornii.

Całę towarzystwo ruszyło dziś na zakupy. Ja odsypiałem tydzień. Nadal nie przestawiłem się na nowe godziny dnia. Wykańcza mnie to. Teraz siedząc przed komputerem zaczynam poważnie tęsknić za domem. Tutaj czuję się obco. Brakuje mi ludzi, z którymi zwykłem spędzać czas. Zawsze byłem samotnikiem, ale tutaj to zaczyna już przekraczać wszystkie znane mi granice. Nie jestem stąd. Napięcie w firmie jest ogromne. Pomiędzy moją, a tą do której przyjechałem rosną mury. Blokady polityczne, mentalne. Różnice poglądów. Nie przeszkadzało by mi to specjalnie gdyby nie fakt, że nasz obóz też jest podzielony. Są Niemcy, którzy są tutaj najważniejsi. Trzymają się razem. Polski obóz też jest tak naprawdę podzielony. Jest reszta i jestem ja.

Tak po prawdzie, to jestem w więzieniu. Wiezieniu uplecionym z obcego kraju, politycznych zagrywek, podejścia do życia innych i mojego własnego ja, które nie dopuszcza do siebie zbyt wiele.

Przywykłem.

Do wszystkiego idzie się przyzwyczaić.

Do więzienia również.

echo

Uważaj w mentalnym więzieniu można zostać na całe życie. Po czasie możesz mieć wrażenie , że masz dość ludzi nie mając z nimi praktycznie kontaktu. ;)

Mamuśka

A mnie się widzi, że dopadł Cię kryzys po męczoącej podróży, po trudnych początkach za wielką wodą w tym wielkim kraju, zmiana czasu, zmiana klimatu...wrzuć luz, odpocznij i jestem pewna, że za kilka dni będzie OK. Nie buduj murów, obserwuj to kolejne życiowe doświadczenie .

nazgul

Ja momentami podobnie czułem się w Niemczech. Po semestrze tam spędzonym mam dość wszelkich pomysłów na wyjazdy za granicę poza turystycznymi.

Skomentuj:

Nick
URI
Kod: code