Archiwum
- Listopad 2008 (2)
- Październik 2008 (2)
- Wrzesień 2008 (2)
- Sierpień 2008 (5)
- Lipiec 2008 (5)
- Czerwiec 2008 (3)
- Maj 2008 (1)
- Kwiecień 2008 (2)
- Marzec 2008 (3)
- Luty 2008 (9)
- Styczeń 2008 (2)
- Grudzień 2007 (2)
- Listopad 2007 (3)
- Październik 2007 (6)
- Wrzesień 2007 (8)
- Sierpień 2007 (5)
- Czerwiec 2007 (1)
- Maj 2007 (10)
- Kwiecień 2007 (5)
- Marzec 2007 (26)
- Luty 2007 (21)
- Styczeń 2007 (11)
- Grudzień 2006 (4)
- Listopad 2006 (9)
- Październik 2006 (6)
- Wrzesień 2006 (2)
- Lipiec 2006 (1)
- Czerwiec 2006 (13)
- Maj 2006 (2)
- Kwiecień 2006 (9)
- Marzec 2006 (1)
- Luty 2006 (2)
- Styczeń 2006 (17)
- Listopad 2005 (5)
- Październik 2005 (1)
- Sierpień 2005 (1)
- Lipiec 2005 (17)
- Czerwiec 2005 (2)
- Maj 2005 (4)
- Kwiecień 2005 (4)
- Marzec 2005 (7)
- Luty 2005 (20)
- Styczeń 2005 (24)
- Grudzień 2004 (21)
- Listopad 2004 (25)
- Październik 2004 (22)
- Wrzesień 2004 (38)
- Sierpień 2004 (5)
Kategorie
- Batalie (25)
- Emigracja (51)
- Komercha (4)
- Ogłoszenia (19)
- Ogólne (230)
- Opowiadacze (13)
- Pieprzenie (30)
- Podróże (23)
- Prasówka (6)
- Programowanie (42)
- Cocoa (14)
- iPhone (4)
- Mac OS X (17)
- Obj-C (12)
- Technikalia (21)
Czytam
Kolejny dzień w San Diego
Rzeczy powoli się klarują. Mam bagaż, choć jest to dość neizwykłe, że nikt go nie zawinął po drodze. Kiedy przyjechałem na lotnisko opierniczyć cały ten bajzel (nie otrzymałem bagażu do hotelu we włąściwym terminie), odnalazłem swój bagaż, który zwyczajnie sobie leżał i czekał na lepsze czasy. Zszokowany w końcu trafiłem do hotelu, wykąpałem się i przebrałem.
Od razu poczułem się lepiej.
Mając już świeże gacie na tyłku i pokój hotelowy, zacząłem się rozglądać wokół. Świat tutaj jest nadzwyczaj dziwny.
Co się rzuca w oczy od razu to trawniki. Zadbane do granic możliwości. Nie ważne, czy są prywatne (one są tylko bardziej zielone), czy publiczne przy krawężniku. Wielkie drogi, ogromne samochody (żadnych staroci - kaszlaków, czy innego szaleństwa), wielkie palmy i temeratura dość niezwykła jak na środek stycznia.
Podobnie jest z kobietami. Niezwykle łądne jak na amerykańskie standardy. Może to dlatego, że jestem w kaliforni. Sam nie wiem. Uśmiechy przyklejone do twarzy wszystkich. Wszyscy pytają jak się miewam i oczekują (o dziwo!) odpowiedzi. Zawsze tej samej - jest dobrze, dzięki że pytasz.
Podobnie jest z paleniem. Jest zabronione praktycznie wszędzie. Owszem - można palić na ulicy, ale nie ma tam śmietników. A spróbuj tylko rzucić peta na ziemię, to zaraz cię zwiną za złamanie jakiegoś tam paragrafu. Hotele klimatyzowane zabraniają palenia grożąc grzywnami za zniszczenie mienia (podobnoż tak jest). I ten zapach. Jodu pomieszanego z paliwem lotniczym, któego opary unoszą się z lotniska na teren całego miasta.
Jest drogo. Ale nie tak bardzo, jak się spodziewałem. Zjedzenie czegoś na mieście nie graniczy z pojemnością portfela. Korzystam z gotówki, bo wypłaty zagraniczne są drogie w moim banku. Chyba po tym widzą, żem nie stąd. Tu się nawet za zapałki płaci kartą. Nieprawdopodobne przeżycie.
Zrozumiałem też czemu poinformowano mnie jakie tutaj w obiegu są monety. Monety są... różne rozmiarami. I koniec. Spróbuj się na nich doszukać nominału! Szybciej znajdziesz muchę na dwumetrowej ścianie. Płacąc za obiad na prawdę nie wiedziałem czym mam płacić. A miało być tak prosto.
Mimo całej sztuczności miasto zdaje się przyjazne. Przyklejone uśmiechy do twarzy przechodniów sprawiają wrażenie naturalnych. Pytania o zdrowie również zdają się jakieś takie zwyczajne i naturalne. Jakby naprawdę im zależało na prawdziwej odpowiedzi. Zakłamanie miesza się z naturalnością. Jakby faktycznie byli wszyscy zakłamani z natury. Nie jest to do końca prawdziwe. Przecież jakoś pewne sprawy trzeba rozwiązywać.
Siedząc teraz w firmie i kończąc dzień pracy zastanawia mnie jeszcze tylko jedna rzecz.
Jak tutaj znaleźć drogę do domu w tym ogromnym mieście, gdzie każda droga wygląda tak samo?
LarryN
Też zauważyłem, że kobiety w San Diego, jakieś takie nie amerykańskie... ;)
psz
Jak do Warszawy przyjeżdża ktoś z większego miasta to tylko pokazujesz palcem azymut, z jakim się ma poruszać, a za godzinę będzie na miejscu, nawet w takim najmniej oczywistym :) Coś w tym musi być ...
bazyl
psz: Tylko, że tutaj jest znacznie większe miasto niż Warszawa :)
Mamuska
Świetne miejsce na odwyk nikotynowy :-)
Wczoraj w Polsacie był film z Gubernatorem Kaliforii :-)
Piotr Konieczny
Huh, a sprawdzałeś Inteligo? Gdziekolwiek się nie jestem za granicą płacę bez prowizji, po kursie NBP.
Tylko w tej naszej Polszy musze dopłacać za płacenie kartą... płacić kartą poniżej 10 PLN to przecież zdrada stanu!
LarryN
Z tego co wiem płacenie kartami jest najtańszą formą wymiany waluty!
Nigdy za granicą nie miałem problemów z moją Visą, a czasami i Maestro przyjmują.
gem
Bazyl, wprawdzie na ichnich monetach nie ma cyferek, ale sa napisy ktore mowia o nominale:) Przywykniesz :p :)


