Strona główna Kontakt Jogger

Bazylowy Jogg

O makach, życiu i innych pierdołach

Odpowiedź

Każdy styka się z sytuacją, kiedy zaczyna rządać odpowiedzi na egzystencjonalne pytania. Dlaczego zdarzyło się to, czy tamto. Jaki jest sens życia.

W mojej sytuacji i przy mojej postawie powinienem był już dawno postradać zmysły, ale jednak jeszcze trzymam się w kupie. I częściowo nawet zdaję sobie sprawę dlaczego.

Natura człowieka i cywilizacja jako taka wypracowała w nas naturę zdobywcy. Również zdobywcy odpowiedzi na dręczące nas problemy. Dlaczego zdarzyło się to, co się zdarzyło. Dlaczego nie możemy być inni, choć tak bardzo się staramy.

Jedni szukają całkowicie racjonalnych, czy namacalnych dowodów. Inni poszukują prawd metafizycznych. Są tacy, którzy zgłębiają tajniki astrologii, numerologii, szukają prawdy w religii.

Tak powstają filozofie... Arystoteles, Nietzche i inni. I po co? By pojąć naturę istnienia. Poznać te upragniony sens życia. Niektórzy nawet zaczynają mordować z tego powodu, wierząc fanatycznie, że tak po prostu musi być.

Jeden z tych prądów filozoficznych mówi, że zdarzenia, które nam się przytrafiają, zarówno te złe, jak i te dobre, mają na celu nasz rozwój. Duchowy, oczywiście, bardziej niż jakikolwiek inny. Chociażby dlatego, że wielu zatrzymuje się w rozwoju intelektualnym, czy fizycznym.

Wszystko to uważam za kompletną bzdurę. Jestem ateistą. W nosie mam wszystkie religie i choć szanuję je, jako relikt, jako mentalną własność wierzących i nie podważam ich tez, to dla mnie, mówiąc dosadnie, cały ten bełkot spływa jak po kaczce.

Szczególnie wtedy, kiedy człowiekowi jest źle, zaczyna się doszukiwać odpowiedzi na te wszystkie pytania, które życie mu podsuwa. Gdy zbyt wiele jest niepowodzeń, człowiek ten, przytłoczony bardziej natłokiem tych pytań, niźli bólem porażek, zaczyna wariować.

Dlatego cud, że jeszcze nie zwariowałem.

Pomimo mojego fatalistycznego podejścia, określania siebie jako człowieka straconego, trefnego, czy po prostu głupiego i z kompletnym brakiem tak podstawowej rzeczy jak fart, dalej brnę w te bagno i nawet fakt, że robi się coraz rzadsze nie przeszkadza mi trzymać się na powierzchni.

Dlaczego? Nie jestem dla tego bagna ciężki. Brak mi brzemienia tych wszystkich pytań, bo nigdy ich nie zadaję, a nawet jeśli, to nie szukam odpowiedzi.

Jest chyba tylko jedno.

Jak długo jeszcze będę musiał znosić tę mękę życia człowieka straconego?

meak

Mam wrażenie, że strasznie koncentrujesz się na sobie - to zresztą normalne, kiedy człowiek zaczyna odczuwać bezsens. To także jednak droga do uznania swojego cierpienia za szczególne, ponad siły itd. Myślę, że każdemu komu się tak wydaje przydałby się mały rekonesans do szpitala psychiatrycznego, taka mała wycieczka, żeby zobaczyć jak wyglądają naprawdę nieszczęśliwi ludzie, jak się snują po korytarzach bardziej przypominając rośliny. Bazyl, Ty jeszcze piszesz, masz siłę formułować myśli, krótko mówiąc chcesz się wygadać, jest w Tobie jeszcze energia. Ja nie chcę powiedzieć, że cierpisz mniej od innych, że robisz z igły widły itp. Każdy cierpi na swoją miarę. Wiem, że to może głupie, ale kiedy jest mi źle to często przypominam sobie właśnie takie ludzkie cienie ze szpitala psychiatrycznego (tak, miałem taki epizod w wieku 20 lat, szybko mi przeszło jak się napatrzyłem ;) ), przypominam sobie, co musieli przeżywać ludzie żyjący choćby parędziesiąt lat temu, w czasie wojen, innych tragedii i w tym momencie zdaję sobie sprawę, że jestem cholernym szczęściarzem, że moje nieszczęście jest tak malutkie, że aż śmieszne. Pieprzę bzdury? Być może, ale robię to w dobrej wierze ;)
Jak długo będziesz musiał znosić tę mękę? Tak długo jak sobie na to pozwolisz. Lepiej się więc jak najszybciej pozbierać albo poszukać pomocy. I nie przestawaj pisać, wyrzucać z siebie tych myśli, ok? Jak to kiedyś Kasza napisała: "jogger zniesie wszystko" ;)

Ellutka

Tak dlugo az znajdziesz sens zycia i zadasz sobie pare pytan, ktore w tej chwili odrzucasz bo uwazasz je za bzdury.

Jestes zdrowy, nie ogranicza Cie choroba, mlody i cale zycie przed Toba. Trudnosci sa po to zeby sie z nimi zmierzyc i poprzez nie uczymy sie zycia. Przeciez zycie to nie tylko pasmo powodzen.

"Od milosci do siebie samego zaczyna sie romans wszechczasow" - Oscar Wilde
To dokladnie to samo co :
"kochaj blizniego swego jak siebie samego" .
Zacznij od samoakceptacji, polub wreszcie siebie bo naprawde warto :) trudne ? ale zapewniam Cie, ze mozliwe na kazdym etapie zycia, zreszta wiesz o tym bardzo dobrze. Znajdz swoj sposob, sa tacy ktorzy chetnie Ci w tym pomoga, wystarczy chciec sprobowac.

Patrys

Argh, ortografia!

rzyjontko

Obniża się poziom tego jogga... dopóki były dowcipne, uszczypliwe uwagi, to miło się to czytało, a teraz wieje nudą... Czekam na coś lepszego.

Acha! Doceń, że dodaję ten komentarz pisząc jedną ręką - druga jest złamana.

Jezuch

Jeden szczegół: ezoteryka (w skrócie, dla laików: wywoływanie duchów) i rozwój duchowy nie mają wiele wspólnego z religią, co więcej - zazwyczaj prowadzą do stwierdzenia, że jest Bóg (jeśli ktoś uważa że jest) a pojęcie religii to bullshit dla maluczkich ;)

bazyl

Jezuch --> Mój ojciec kiedyś mawiał, że używanie słów, których się nie rozumie jest równie mądre co strzelanie z pistoletu nie wiedząc gdzie jest lufa. Pamiętaj, kociaczku, że ezoteryka to nie wywoływanie duchów ;] Polecam lekturkę http://alfabeta.terramail.pl/zzwsp/a-ezoter.htm
Na przyszłość liczę na poprawę ;]

Jezuch

Ja wiem co to ezoteryka, tak tylko nie chciałęm się wdawać w długie wyjaśnienia ;) [dlatego napisałem "w skrócie, dla laików" :)]

aaa

http://zlotemysli.pl/mandragora.php

Skomentuj:

Nick
URI
Kod: code