Strona główna Kontakt Jogger

Bazylowy Jogg

O makach, życiu i innych pierdołach

DISKLEJMER

Chwilowo brak disklejmera :P

-- Bazyl

Mądre, a wciąż nie może do mnie dotrzeć

Śmiej się, a będzie się z Tobą śmiał cały świat.
Płacz, a będziesz płakać sam.

4 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 31 października 2004 02:18:49.

Seks identyczny z naturalnym

bazyl:
z seksem nie jest tak źle, jest dużo panienek open source, z którymi w lóżku robisz co chcesz
patrys:
tak, tylko większość z nich jest na gpl i musisz je potem udostępnić kolegom

P.S. Pobrane z bloga Patrysia :P
P.S.S. Nie obrażać się. To była wymiana zdań pod naporem chwili.

9 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 29 października 2004 12:10:03.

Zwyrodnialec

Podobno nim jestem. Szczególnie na punkcie seksu. Chyba urodziłem się nie w tych czasach i nie w tym kraju co trzeba.

12 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 28 października 2004 14:03:13.

Pomoc potrzebna

Byłby ktoś zainteresowany zrobieniem ikonki do Foggera? Bo taki goły jest i nieładny? :)

3 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 27 października 2004 14:08:45.

Windows

Kurde... Nawet już Windowsa potrafię spaczyć :P

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 27 października 2004 12:34:48.

Natchniony niezapominajką

Sprzedam życie

TANIO!!!

Drugie gratis.

1 komentarz. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 27 października 2004 11:31:20.

Prowokacja

W naszej firmie zatrudniono nową dziewczynę. Jej zadaniem jest dysponować moim czasem (to mnóstwo ludzi robi za darmo, ale niech tam). Ma przydzielać i załatwiać mi firmy, dla których firma będzie coś robić... firma, znaczy się ja, bo w końcu nikogo innego tutaj nie ma.

Przynajmniej wtedy, kiedy naprawdę trzeba coś zrobić.

Jedynym interesującym fragmentem całego "wdrażania" nowonabytej była rozmowa o wadach i zaletach starego bazylka.

Kiedy skończyli już mnie ochrzaniać i oczerniać w jej oczach (argumentów nie przytoczę, ponieważ jestem urodzonym egocentrykiem i nie zdradzam tak łatwo swojej ciemnej strony mocy), rozpoczęła się opowieść o zaletach.

I ot, ciekawostka. Wymienianie zalet zajęło im dobrą godzinę1. Zalet swoich, które mi przypisano wczoraj też nie wymienię (ze względu na moją urodzoną skromność :P). Ważna tak naprawdę jest wypowiedź naszych klientów na mój temat. Ludzi, którzy korzystają z komputera na takiej samej zasadzie jak z miksera. Jak działa to używają, jak wsadzą palec i się zepsuje to oddają do naprawy.

I tak oto ich wizja mojego lokalizowania problemów i ich rozwiązywania:
"Przychodzi, pozrzędzi, wypowie mantrę, odtańczy taniec deszczu, obróci się wokół osi ze trzy razy, po czym wystawi paluch i powie: tu. I to faktycznie tam będzie błąd, który rozwiąże Ci jednym ruchem ręki."

To ciekawe jakim mnie widzą. Zostałem informatykiem-szamanem. Bueh. Od dziś proszę o takie mnie tytułowanie :P

7 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 27 października 2004 11:09:30.

Uzależnienie

Jestem uzależniony. I to bardzo poważnie.

Wczoraj, po powrocie do domu z pracy, miałem przed sobą wizję wieczoru spędzonego przed komputerem.
Nie, żebym nie siedział przed nim każdego wieczoru. Tym razem jednak musiałem posiedzieć znacznie dłużej i intensywniej nad dość istotną dla mnie pracą.

W niedługim czasie po rozpoczęciu prac, klawisz klawiatury o dżwięcznym oznaczeniu "w prawo" przestał funkcjonować.

Dawałem jeszcze jakoś radę. Po chwili przestał działać klawisz "w górę" i to już robiło się poważne. Próba skorzystania z klawiszy strzałkowych na klawiaturze numerycznej skończyła się udowodnieniem mi, że nie działa mi praktycznie cała prawa część klawiatury.. w tym "enter" i "backspace".

Zmuszony byłem odłożyć wszelkie prace do dnia dzisiejszego. Była jednak dopiero 19sta godzina, a duszyczka moja w krótkim czasie zaczęła na powrót domagać się dostępu do komputera.

Przez głód komputerowy nie mogłem spać!!!

Dziś rano wiem już trzy rzeczy na pewno:


  • Jestem poważnie uzależniony od komputera. Fakt, że potrafię go zmusić do współpracy i tworzenia fajnych rzeczy, to sprawa całkowicie osobna. Nie ulega jednak kwestii, że powinienem się leczyć (ale nie będę :P

  • Nigdy nie kupować w pośpiechu klawiatur za 20zł. To już druga z tej serii, która rozchrzaniła się w pierwszym miesiącu oczekiwania

  • Dziś idę po Logitecha. Te klawiatury to jednak jest dokładnie to, czego potrzebuję. I to nie jest kryptoreklama :P

A teraz wracam do roboty.

Kiedyś trzeba :P

19 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 26 października 2004 10:01:43.

Nowy szablonik

Oczywiście na dzień dobry musi być na joggerze ;]

Dopiero teraz mogę rozmyślać nad stworzeniem identycznego dla swojej strony domowej i może w końcu jej jakieś usystematyzowanie.

W każdym razie ten szablonik prawie całkiem mi odpowiada. Problematyczny jest tylko tag formularza komentarza, ponieważ wciska mi na siłę 60cio kolumnowy textarea, który jest dla mnie stanowczo ZA szeroki :P

UPDATE: No... poprawiłem jakoś na siłę tę szerokość w formularzu :P Nie jest tak źle :P

14 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 25 października 2004 13:31:04.

Fogger

Wszystkich zainteresowanych zapraszam. Najprymitywniejsza wersja Foggera dostępna jest pod tym właśnie adresem.

Dziękuję za uwagę.

2 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 25 października 2004 10:54:31.

SiWi

Uau... napisałem swoje własne SiWi. Nie jestemz niego zadowolony, ale co tam :P

2 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 25 października 2004 00:50:14.

Walki serwerowe

Założyłem sobie nowy, wspaniały serwerek jabberowy... Teraz walczę z kolejną, oporną materią :) Tymczasem zastanawiam się, czemu w nowym rosterze nie mogę dostać autoryzacji od joggera :P

Update
Po wysłaniu tej notki, jogger mnie zautoryzował... A to sprytny drań :P

1 komentarz. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 21 października 2004 12:50:45.

Uległem pod naporem większości :)

You are .cgi Your life seems a bit too scripted, and sometimes you are exploited.  Still a  workhorse though.
Which File Extension are You?

Dodaj komentarz. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 21 października 2004 12:42:16.

Zwracam honor dysortografom!

Poważnie!

Do tej pory byłem święcie przekonany, że dysortografia to zwykłe nieuctwo. Brak wiedzy i tyle.
O ile dysleksja była dla mnie jeszcze rzeczą zrozumiałą, to dysortografia była dla mnie po prostu jakimś picem i próbą ucieczki od szeroko pojętęj wiedzy na temat polskiego języka.

Dziś zmieniam zdanie. Oto moja rozmowa z moim znajomym dyslektykiem i dysortografem, którego opis zawierał słowo "dórze"

- Stary, pisze się duże, a nie dórze
- Nieprawda. Pisze się dórze. Przecież odmienia się na DOROSŁY.

*Paf*...

5 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 19 października 2004 11:10:40.

Opis przygody i wielkie podziękowania

Wczoraj zakończył się pierwszy etap mojej przygody z PLD na większych maszynach. Komputer chodzi i buczy :) Z PLD na pokładzie, oczywiście :) Żeby to jednak nastąpiło trzeba było ruszyć niebo i ziemię :)

Cały problem zaczął się od tego, że płyta instalacyjna tejże dystrybucji miała dość dziwaczne jądro. Powodowało ono zwis klawiatury przez co jakakolwiek instalacja była (ze względu na brak manewrowania) całkowicie niemożliwa. Podobna sytuacja się miała, kiedy próbowałem uruchomić instalator z dyskietki.

Zrezygnowany, zacząłem przedłubywać sieć i w każdym szczególe obczytywać stronę dokumentacji PLD.

Ponieważ tryb instalacji "z innej dystrybucji" był również całkowitym fiaskiem (segfolciki :P), pozostało ostatnie, chyba najczęściej używane rozwiązanie - instalacja z livecd/rescuecd.

Zanim przejdę do opisywania kolejnego problemu, muszę wyjaśnić cóż za maszyna za nic w świecie nie chciała tej PLDowej pigułki połknąć. Jest to maszyna dość stara. czteroprocesorowa Toshiba (Xeony 433Mhz) z dyskami i CDROMem TYLKO SCSI. Żeby było weselej kontrolery SCSI to stare Adapteci (jeden to aic7880 a drugi to aic7899), z których na jednym "wisi" tylko cdrom, a na drugim bank dysków scsi hot swap.

Startujący livecd widzi tylko cdrom, a dysków nie.

Rozpacz i darcie koszul. Miałem już ochotę się popłakać.

Na szczęście są przyjaciele i znajomi :)

Mimo, że tak naprawdę do tej informacji dotarłem sam, to ruszyłem niebo i ziemię, telepiąc kanałem #pldhelp i chwytając się wszystkich znajomych (czy też nie) z rostera i książki telefonicznej w komórce, którzy mają cokolwiek do czynienia z PLD. Rozwiązaniem okazało się stare ACPI, które w jądrze livecd należy po prostu wyłączyć podczas bootowania. I poszło ! :)

Wbrew wszelkim pozorom (podczas całego procesu widziałem mnóstwo errorów i warningów, na które kazano mi nie zwracać uwagi :P) instalacja się powiodła... Czekały mnie później jeszcze walki z jądrem, które nie miało w premodułach scsi, przez co kernel mi panikował z braku root'a podczas startu.

Koledzy na szczęście pomogli i instalacja zakończyła się sukcesem... Teraz walczę z kolejnymi pakietami i paczkami, które też jeszcze są dość oporne.

Chciałbym jednak strasznie gorąco podziękować wszystkim, którzy się przyczynili do tego mojego małego sukcesu. Wszystkim chłopakom z #pldhelp (na początku coś kombinowali, ale potem zwyczajnie mnie olali :P), Jajcusiowi, Larry'emu, Averniuszowi, Buczkowi i Serkowi.

Byliście strasznie pomocni. Nie tylko od strony technicznej, ale również duchowej, żebym tym wszystkim nie gruchnął i nie powiedział spier*&^$ :)

Jeszcze raz wielkie dziękuję za tę zwycięską bitwę :)

3 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 19 października 2004 09:40:12.

PLD

Być może jestem jakimś maniakiem, ale zaczynam powoli lubić tę dystrybucję.

Dlaczego?

No cóż. Ma wiele zalet i zadatki na wygodną w użyciu. Zadatki dlatego, że nie do końca jeszcze jest to wszystko zaimplementowane. Zdecydowanym minusem tej dytrybucji jest na pewno instalator, którego wady (czy może totalny brak instalatora) zmuszają mnie do niezłego kombinowania jak zainstalować ową dystrybucję na dość dziwacznej maszynce, którą mam teraz w pracy.

Już prawie się udało. Proszę zatem trzymać za mnie kciuki :) Może uda się całkiem :D

Wszystko okaże się w przeciągu następnych kilku godzin :)

Dodaj komentarz. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 18 października 2004 15:38:05.

Wielki test foggera

No proszę :)

Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem, że mi się to w końcu udało!
Programik, póki co, jest silnie prymitywny i brakuje w nim praktycznie wszystkiego, ale pierwszy, wielki krok, ma już za sobą. Chodzi tu oczywiście o połączenie się do serwera i wysłania wiadomości :)

Póki co fogger nic nie robi. Obsługuje tylko paragrafy, boldy, italici, i podkreślenia, ale jak dla mnie to już naprawdę dużo.

Pisze się w nim normalnie jak w wordzie :P

Jestem szalony, wiem. Najwazniejsze jednak, że powoli poznaję tajniki jabbera... I takie prostoty .NiET, które naprawdę dają nam mnóstwo możliwości :)

Gdyby ktoś chciał potestować te "arcydzieło", to zapraszam na komentarze. Podeślę z wielką ochotą.
Ostrzegam jednak, że na razie jest to jeszcze wielkie nic... Choć coś już robi :)

Ale jestem zadowolony, niech mnie diabli :P

8 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 18 października 2004 14:13:02.

Fogger

Wymyśliłem sobie małą wprawkę do zabawy z jabberem. Wpadło mi do tego kretyńskiego łba napisanie jakiegoś narządka do obsługi joggera.

Wiem, że naśladuję Jajcusia i Zgodę, ale chciałem takie narządko pod windowsa. Wybrałem sobie .NiET. Może niefortunnie, ale się tylko bawię.

Na razie napisałem część interface'u z przerabianiem tego, co user wpisze na kod html. Bo wpisuje się niemal jak w porzadnym WYSIWYM( nie G - Get tylko M - Mean). Nawet walnąłem screenshota, jeno jest on duży.. durny windows robi screanshoty w bmpkach :P

Jest nieźle. Teraz biblioteczka i pierwsze, prymitywne dodania można robić :P

9 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 14 października 2004 16:31:40.

Przygoda w Krakowie

Wbrew pozorom, nie tylko moja cycata wersja była ostatnio w Krakowie. I mnie się to zdarzyło, choć ze zwiedzaniem miało to wspólnego tyle, na ile byłem w stanie "pozwiedzać" z okien taksówki.

Ale od początku.

Całkiem niedawno do mojego wspólnika zadzwonił telefon. Dzwonili do niego z TVNu. Robili program o niskich wzrostem, a mój wspólnik właśnie do takich należy. Przez zupełny przypadek, ja - jako osoba wiedząca co nieco o tym jak ów wspólnik radzi sobie w biznesie miałem być jego świadkiem siedzącym na widowni.

Co by za dużo nie gadać, pani Ewa Drzyzga (czy raczej jej rajcy) namówili nas na udział w programie. Dlatego też w dniu wczorajszym wpakowałem się w garnitur, wsiadłem bladym świtem w pociąg i ruszyłem w kierunku zachodzącego słońca...

ee... nie ta bajka.

...ruszyliśmy do Krakowa. Podróż była silnie męcząca, przede wszystkim w tamtą stronę. Chyba nas obu nosiły nerwy. Bardzo chcieliśmy już tam być, zobaczyć jak to wygląda. Zacząć przeżywać tę przygodę.

Dopiero koło południa znaleźliśmy się w budynku TVNu, gdzie nasz opiekun przyssał się do nas i rozpoczęły się tzw. ćwiczenia rozluźniające. Były one silnie potrzebne, może nie koniecznie nam, co raczej pozostałym uczestnikom. Niektórzy byli tak silnie zestrachani całą tą sytuacją, że wyglądali z twarzy jak po 3tygodniowym zatwardzeniu. Sama toaleta również buchała "zapachami" silnie ulatującymi emocjami (dobrze przynajmniej, że nie w gacie :P).

W takzwanym międzyczasie proszono nas na zmianę do producenta programu, który zadawał mnóstwo dziwnych pytań. Też chciał przede wszystkim rozluźnić atmosferę. Tak to po prostu ma działać. Pełen luz i zobaczymy co będzie.

Szkoda, że prawie nikt się do tej zasady nie przystosował.

Szczyt napięcia został osiągnięty, kiedy dwie kobiety przyszły instalować nam mikrokomy. Wtedy większość uczestników wyglądała już jak po połknięciu kija, a szeroko otwarte oczęta, które wcześniej już wyglądały jak monety pięciozłotowe, w tej chwili sprawiały wrażenie, jakby miały uwolnić gałkę oczną i wypuścić ją na spacer.

Zaczął się truchcik przez charakteryzatornię, gdzie nawet ja zostałem przemalowany i zacząłem wyglądać jak ostatni laluś. Nie zdołało to jednak zniszczyć mi dobrego humoru, który mimo silnego niewyspania i ogólnego zmęczenia nabierał w siłę z minuty na minutę.

Pan Piotr (aktor z Kamera Cafe), który również przedstawiał tę grupę "niskorosłych" (to podobno fachowa nazwa na takich) siedział niemalże obok mnie. I chyba tylko dzięki niemu nie było totalnej klapy tego programu.

Wprowadzaono nas na plan i rozsadzono. Pierwszy rząd widowni byli goście i bliscy gości. Kolejne rzędy (2 dokładnie), poza niewielkimi odstępstwami to byli statyści. Klakierzy niemalże. Niektórzy straszne żule, ale to już całkowicie pomijam. Ciężko pominąć za to fakt, że niedaleko mnie usiadła dziewczyna w bardzo przykrótkawym mini i wysokim obcasie niemal skutecznie uniemożliwiając mi swobodny ruch głową w dowolnie inną stronę niż owa osobniczka.

Na szczęście wszystko mi minęło, gdy po chwili douczania pojawiła się Ewa i rozpoczął się program. I... właśnie... Co dalej?

Praogram skutecznie ratował Pan Piotr i mój wspólnik. Swoje zdanie miał również specjalista antropolog, kobieta mojego wspólnika i również ja. Czułem się nad wyraz swobodnie przed tą kamerą. Podobało mi się to. Nie wiem, czy to kwestia ego, czy innych rzeczy, ale bardzo mi się podobała sama dyskusja, otwarte mówienie. Kamer dla mnie praktycznie nie było. A może były i po prostu tak mnie to rajcowało?

Bardzo możliwe. Jedno jest jednak całkowicie pewne - 90% moich wypowiedzi wytną na 100% :) I bardzo dobrze. Pokazując pewne gesty, czy mówiąc pewne słowa chciałem przede wszystkim zmusić innych do podjęcia dyskusji. Niestety na tym polu zawiodłem całkowicie. A szkoda.

Jak wyjdzie program końcowy? Nie wiem. Dadzą mi znać, jak zostanie program złożony i ogłoszony zostanie termin transmisji. Wtedy się przekonam. Na razie jestem niemal przekonany, że nie mają kompletnie ciekawego materiału poza moimi i Piotra wygłupami, które miały kompletnie inny cel. No ale zobaczymy jak to będzie wyglądało.

Mogę przynajmniej powiedzieć, że wszyscy, którzy mnie nie widzieli, a chcieli by poznać przynajmniej moją aparycję (wersja "laluś") aktualną, to mniej więcej za 3 tygodnie będzie miał taką okazję. Na pewno nie omieszkam podać termin i godzinę transmisji programu, gdzie robię z siebie publicznie głupa. :) Ale dobrze mi z tym niemiłosiernie i tak.

Teraz już siedzę w pracy i sobie wspominam tę przygodę. Było fajnie. W drodze powrotnej też, kiedy silnie polemizowałem ze "specjalistą", który był u Ewy razem z nami. Kiedy pomagałem biednym greckim studentom znaleźć się w Polsce... Było zabawnie.

Wracamy do rzeczywistości, którą tylko za trzy tygodnie na chwilę jeszcze zamienię z tamtym wspomnieniem. :)

8 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 08 października 2004 09:52:25.

Wanienne wojny

Od wczoraj kobieta rozwala mi dom. To znaczy już w znacznym stopniu rozwaliła.

Wszystko zaczęło się od pomysłu sprzątania łazienki. Ja, zupełnie nie świadomy zagrożenia przystałem na jej propozycję wysprzątania łazienki do czysta. I faktycznie. Łazienka się świeci jak psu jajca...

Niestety jest jedno "ale".

Ponieważ moja kobiecina stwierdziła, że w odpływie wanny znajduje się strasznie dużo różnego rodzaju syfu, postanowiła odkręcić plastik z odływu i wnętrze ładnie wysprzątać. Z racji problemów, jakie sprawiała wykręcana śrubka, która całe to tałatajstwo utrzymuje w kupie, plastik został, razem ze śrubką, wyciągnięta przy pomocy dużego F przyłożonego w tym właśnie punkcie.

Efekt? Gwint został totalnie zjechany w elemencie przytrzymującym to tałatajstwo z dołu. Teraz śrubki nie da się całkowicie dokręcić, a woda lecąca przez odpływ tylko w części wlatuje do rury, a cała reszta udaje się na spacer po ziemi, gdzie odpowiednio dużą gromadą w postaci wielkiej jak morze kałuży przebija się do piwnicy... Też zresztą mojej.

Sąsiedzi już zdążyli mi zakomunikować, że zza oddrzwi mojej piwnicy słychać coś jakby szum wodospadu. To co się w niej znajduje można już wyrzucić na śmietnik. Tak samo jak odpływ wanny.

Tylko co z moją nadgorliwą babą? :P

9 komentarzy. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 04 października 2004 22:54:27.

Komputrowe zmiany

Postanowiłem w domku postawić jeszcze jedną maszynkę. Taką małą, słabiutką z malutkim i starym monitorkiem... bez myszki i w ogóle

Ale na opmoc przyszedł Pan Jajcuś i jego zarąbczaste CJC. Jestem pod dzikim wrażeniem tego programu i jego możliwości... i super pluginka do joggera, z którego właśnie nadaję..

I teraz wszyscy w domku mają swój komputer, swoje zabawki...

A ja biję pokłony polskim koderom :)

2 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 02 października 2004 22:36:17.

Trafiła kosa na kamień, czyli czynnik ludzki

Poprzednim razem opisywałem jak duży wpływ ma podejście klienta do projektu na sam projekt. Jak bardzo psychologicznie trzeba do tematu podchodzić, by odnieść pożądany skutek. Okazuje się jednak, że to tylko początek drogi przez mękę, która zaczyna się w momencie oddania projektu do realizacji.

Wystarczy rozejrzeć się wokół, spojrzeć na wszystkie dziedziny życia, by stwierdzić, że tworzenie oprogramowania ma wiele wspólnego z innymi pracami, mającymi na celu wyprodukowanie czegoś. Najwięcej wspólnego ma ono z budownictwem, które przechodzi praktycznie te same etapy rozwoju, co tworzenie oprogramowania. I tu mamy przecież jakąś analizę, testy rynku, terenu, projekt i potem wykonawstwo.

Jest jednak jedna, zasadnicza różnica, która ma nieprawdopodobnie ogromne znaczenie.

W każdym innym zawodzie ostatni, ten produkcyjny etap, nie wymaga już zbytnio twórczego myślenia. Inaczej ma się to w informatyce. Koderzy - te końcowe "gutki" od właściwej budowy systemu - nie przerzucają tylko cegieł. Ich zadaniem jest myśleć. Tworzyć, tylko na niższym poziomie. Tym, dla nich przeznaczonym. Cały czas pracują głową. O to zresztą w tej informatyce chodzi :)

Jakie to ma znaczenie? Jak zapewne już część się domyśla - ogromne. I znów wszystko leży na samym dole - w psychice.

Kiedy budowniczy przerzuca cegły, myśli. Ale to myślenie nie zawsze zaprząta mu specjalnie tryb pracy. On ma swoje cegły do przerzucenia i je przerzuca. A w między czasie myśli o żonie, dzieciach, seksie, chlaniu, czy czym tam sobie chce myśleć. Praca idzie swoim torem. Inaczej jest w przypadku programisty. Jego myślenie musi być ukierunkowane na myślenie o kodzie, o technice, o rozwiązaniu, a nie o praniu, które powinien rozwiesić, jak wróci do domu.

Ta koncentracja uwagi jest na tyle niszcząca, że wypala programistów. Nie raz nie dwa słyszałem opinię, że w pewnym wieku, z pewnym doświadczeniem z takiego człowieka zostaje tylko wrak i jeśli niedochrapie się odpowiedniego stanowiska w odpowiednim czasie, to wymienią go na lepszy model i pracy nie znajdzie kompletnie nigdzie. Jak bardzo jest to prawdziwe - tego nie wiem. Wiem natomiast, że sama taka myśl doprowadza programistów już na skraj załamania nerwowego. A jeśli do tego dojdą jeszcze terminy...

Termin to w informatyce bardzo duży problem. Ponieważ budowanie aplikacji to nie wylewanie betonu na podjazd, nie da się dokładnie określić ile dane zadanie zajmie czasu. Wszystko zależy od ludzi, ich humorów i wydajności ogólnej jak i dużej liczby innych czynników. Sam termin jednak ma jeszcze jedno, bardzo istotne znaczenie, które silnie związane jest z bardzo sławnym w obecnych czasach i niechybnie związany przede wszystkim z naszą kochaną cywilizacją, słówkiem - stresem.

Stres związany z krótkimi terminami bardzo źle wpływa na większość koderów, jak i resztę załogi. Popędzanie programistów zazwyczaj się kończy tylko przedłużeniem terminu, zmęczeniem materiału i pewną bardzo znaną krzywą, o której szerzej będziemy mówić w następnym odcinku - zależności poziomu stresu i wydajności od czasu trwania projektu.

Po takiej dawce informacji jestem skłonny nawet okreslić programistę mianę człowieka psychicznego. Jednak nie chodzi mi o negatywny wydźwięk tego słowa. Koder to człowiek. Taki sam jak każdy inny. Ma swój fach i go wykonuje. Ale fakt, że wykonuje go bardziej głową niż rękami tworzy poważną wyrwę w zabezpieczeniach finansowych, terminowych i wielu innych.

Tą wyrwą jest czynnik ludzki. W tym wypadku, zupełnie inaczej niż poprzednio - ludzi z firmy, a nie poza nią.

Następnym razem spróbujemy sobie przybliżyć jeszcze bardziej to nasze środowisko wewnątrz firmy, żeby pokazać wprost, jak silnie wpływamy na to, żeby projekt się nie powiódł, działając zupełnie podświadomie.

Ale to następnym razem...

2 komentarze. Poziom: 0; Kategorie: Ogólne ; 01 października 2004 15:17:15.